Stawiałam potężne kroki dopóki nie dotarłam do wejścia na stację, wysiadłam kilka przystanków wcześniej, ale po przejściu na drugą stronę ulicy ujrzałam zajezdnię autobusową.
Po sprawdzeniu rozkładu stwierdziłam, że za 30 min, będę mogła wsiąść do pojazdu i bez żadnych przystanków dojechać do Manchesteru.
Powłócząc nogami dotarłam do ławki i na niej usiadłam, byłam zmęczona, a moje zniszczone plecy bolały. Miałam nadzieję, że żadna z ran nie otworzyła się ponownie i nie zacznie krwawić.
Nie chciałam wyjść na jakąś wariatkę, w końcu mam nie zwracać na siebie uwagi. Westchnęłam i otarłam czoło, oczy same mi się zamykały ale starałam się nie zasnąć.
W końcu wsiadłam do busa, gdzie mogłam oprzeć głowę o szybę i w miarę wyciągnąć nogi. Plecak, który miałam ze sobą położyłam na siedzeniu obok, jako znak by nikt koło mnie nie zajął miejsca. Dzięki temu zagwarantowałam sobie chwilę spokoju.
Ciemność. Ogłuszająca cisza i pojedynczy słup światła prowadzący do metalowych drzwi. Idę w ich kierunku i znajduję się w sali laboratoryjnej. Nie jestem w niej sama, o stół opiera się chłopak z kruczoczarnymi włosami, które przeczesuję agresywnie. Kiedy słyszy, że podchodzę do niego, odwraca się z wypisanym bólem na twarzy i tym samym odsłania to co zakrywał. Na osuniętej dużej szufladzie znajduje się ciało mojego ojca. Jest siny, ale na jego twarzy widnieje uśmiech. Zamieram, bo zdaję sobie sprawę, że jestem w kostnicy. Dreszcze wstrząsają moim ciałem, a łzy spływają po policzku kiedy odpycham od siebie Zayna. W jednym momencie z przystojnego mężczyzny stał się potworem. Mam ochotę zwymiotować, gdy widzę wzrok wyrażający skruchę, ale gdy dostrzegam zakrwawiony nóż w jego dłoni, widzę tylko szkarłatne litery układające się w napis ''zabójca''.
Wstaję gwałtownie przez co uderzam głową w siedzenie przed sobą. Widzę zaciekawione spojrzenie dziewczyny siedzącej po mojej lewej, ale ignoruję je i masuję czoło. Zapewne utworzy się na nim mały siniak, ale to akurat mnie cieszy, będę wyglądać jeszcze bardziej wiarygodnie niż mam zamiar.
-Krzyczałaś. - stwierdza, zupełnie nie proszona. Prycham, bo już mam dość rozmowy z nią, mimo, że jeszcze jej nie odpowiedziałam. Nie mam na to ochoty. Wzruszam ramionami, ale ona nie przestaje.
-Twój telefon dzwonił. - jest bardzo ciekawa, a ja wiem, że jeszcze trochę i to może ją zgubić. Krzywię się, bo niewygodna pozycja dała o sobie znać, przeklinam transport miejski w momencie wyciągnięcia komórki.
Na ekranie widnieje sms od Zayna, mimo, że zmieniłam kartę zaraz po wyjściu z domu. Nie wiem jak mnie namierzył, ale jeśli to zrobił, to coś ważnego i musiał poprosić o to Nialla.
Zerkam na treść krótkiej wiadomości: wszystko ok?
Kiwam głową, ale karcę się, bo on nie może tego zobaczyć. Tak, nie, nie wiem. Ktoś chyba mnie śledził. Zgubiłam ich.
Wystukuję pośpiesznie i kasuję wszystko. Przez kolejne 20 min siedzę tępo patrząc się w przestrzeń.
- Nie chcę być wścibska, ale wydajesz się być zagubiona. Wszystko gra? - wszystko będzie dobrze, jak przestaniesz mówić.
- Tak, zajmij się sobą okej? - pytam, ale nie czekam odpowiedzi. Pociągam dziewczynę w swoją stronę. Autobus uderza w przydrożne drzewo wgniatając blachę w miejsce, gdzie irytująca dziewczynka pojękiwała minutę temu. Pod wpływem uderzenia tłukę mocno rękę. Moje nogi są przygniecione, ale mogę nimi ruszać. Blondynka, którą uratowałam patrzy szeroko otwartymi oczami na mnie, ale to nie jest teraz ważne.
-Wszystko..?- przytakuję szybko, więc wygrzebuję plecak i rozglądam się po ludziach. Ktoś płacze i przyciska dziecko do piersi, ktoś leży nieprzytomny. Wybijam szybę i przeciskam się przez okno raniąc nogę. Krew zaczyna wypływać z rozcięcia, ale idę dalej. Uciekam zanim tłum gapiów wpadnie na pomysł zadzwonienia po gliny. Ostatnie co widzę, to kierowca, który ma kulkę wpakowaną prosto w pierś.
Wpadam w panikę. Dobywam noża z plecaka i podbiegam do kierowcy, który zatrzymał się i teraz kieruje się na miejsce wypadku. Od tyłu łapię go za szyję i przykładam ostrze do pleców.
-Kluczyki. - syczę, a on posłusznie wykonuje moje polecenie. Biegnę do samochodu zanim może dostrzec moją twarz. Jadę szybko przez kolejne 40 min, dopiero potem zajeżdżam na stację benzynową i wysyłam krótką informacje do chłopaków.
Wiedzą, gdzie jestem. Właśnie zabili kierowcę autobusu i spowodowali wypadek na 50 ofiar.
To się dzieje, gra się rozpoczęła. Będę za 3 godziny.
Zgniatam butem komórkę. Wyłączam kamerę, a z auta obok odkręcam rejestrację i wymieniam ze swoją.
Wracam. Nic mnie nie powstrzyma.
Myślę i mam przed oczami twarz Mike'a.
Tato kiedy to się skończy? Kiedy będę szczęśliwa?
______________________________________________________________________________
Kolejny za tydzień. Piszcie co myślicie :)
Olek x


O jej....
OdpowiedzUsuńRozdział napisany jak zawsze świetnie ;)
<3 Olls :***
OdpowiedzUsuńChyba się fochnę, na serio będę musiała czekać aż tydzień? :-(
OdpowiedzUsuńOhoho dzieję się!
OdpowiedzUsuńMeeega, chociaż strasznie krótkie
OdpowiedzUsuń♥♥♥
OdpowiedzUsuńTo opowiadanie tak strasznie wciąga.. Kocham <3 <3
OdpowiedzUsuńTo chyba najlepsze ff jake czytałam❤❤❤
OdpowiedzUsuńTo jest najlepsze ff z Zaynem jakie czytałam 🙈🙉🙊
OdpowiedzUsuńŚwietny! Pisz dalej mała! ;**
OdpowiedzUsuń