Wiedziałam, że nie mogę dłużej zostać u Luka. Wiedziałam też, że nie mogę tam wrócić. Dzięki niemu zauważyłam, że jednak są dobrzy ludzie na tym świecie, jakieś cząstki, dla których nie liczy się tylko kasa. Z plecakiem na plecach podążam w stronę metra. Jest późno, nawet nie zauważyłam, kiedy zrobiło się tak ciemno i ponuro. Powietrze jest gęste, otulone mgłą, która nadaje temu wszystkiemu odrobinę tajemniczości. Poprawiam szlufkę mojego plecaka, który jest ze mną od początku tego całego syfu. Po chwili czuję lekką wibrację w moim telefonie. Wyciągam go i odbieram. Słyszę głos Luka.
- Rachel, gdzie ty jesteś?
- Słuchaj, wiem, że nie powinnam tak znikać, ale... nie mogę dłużej u Ciebie zostać. Dziękuję za to, że mi pomogłeś. Dziękuję, że nie sprzedałeś mnie policji, chociaż miałeś do tego pełne prawo. Może... może nawet powinieneś to zrobić, ale nie zrobiłeś. Takich ludzi jak ty bardzo sobie cenię, wiesz?
- Co teraz z Tobą będzie? Gdzie pójdziesz? Nie masz ani domu, ani pieniędzy.
Zaśmiałam się do słuchawki, no tak, przecież on nic o mnie nie wie.
- Luke, dużo rzeczy o mnie jeszcze nie wiesz. Nie jestem tą osobą, za którą się podaję. Teraz jestem na takim etapie życia, że nie wiem co dalej będzie. Muszę zrobić coś złego, bardzo, ale to bardzo złego. Nie chce Cię w to mieszać. Jesteś za dobrym człowiekiem. Nie chcę Cię psuć, bo wystarczy, że sama jestem zepsuta.
- Co ty pieprzysz! Nie możesz tak odejść, przecież nawet nie wyzdrowiałaś do końca!
Boże, jaki on jest dziecinny... Przewróciłam oczami na jego słowa.
- Czasami trzeba podjąć ryzyko, rozumiesz? Ja znikam, nie ma mnie, nie istnieję. Zapomnij, że mnie znalazłeś, że zatrzymałam się u Ciebie. Tak będzie lepiej. Dziękuję jeszcze raz za wszystko.
- Ale..
- Żegnaj Lukey.
Rozłączyłam się i po raz kolejny tego dnia, wymieniłam kartęe, uprzednią łamiąc i wyrzucając do kosza. Nie jestem w stanie zliczyć, ile już kart przewinęło się przez moje ręce. Miałam trzy dni na dostanie się do Menchesteru, ale to mi wystarczyło.
Nie mogę się doczekać spotkania z Zaynem. Jest moim uzależnieniem. Nie wiem kiedy to się stało, ale mogę śmiało przyznać, że jest teraz najważniejszą osobą w moim życiu. Może dlatego, że inne osoby to twoi wrogowie idiotko? Niall... za tym chłopakiem też tęsknię. Szanuję go ogromnie za to, że zdecydował się nam pomóc. Jest dla mnie jak brat, którego nigdy nie miałam. Jako małe dziecko, zawsze chciałam mieć starsze rodzeństwo, najlepiej właśnie brata, który miał mnie chronić przed światem, złem i potworami, które noc w noc opanowywały moją szafę. Tata był dla mnie wszystkim w jednej osobie. Był moim nauczycielem,matką, ochroniarzem, ojcem... Teraz rozumiałam, dlaczego zawsze kładł nacisk na moją sprawność fizyczną i zdolność do samoobrony. Wiedział, że kiedyś to bardzo mi się przyda. Kiedy stałam wpatrzona w niebo, zorientowałam się, że czas przyjazdu metra jest bliski, więc szybkim krokiem zeszłam do stacji metra. Nie było tam nikogo. Po ziemi walały się kawałki starych wydań gazet i innych śmieci. Czułam wyraźny zapach stęchlizny. Po chwili nogi zaczęły mi drżeć, co oznaczało, że metro nadjeżdża. Upewniłam się, że pieniądze są na swoim miejscu i wsiadłam.
W metrze były może trzy osoby, ale kompletnie nie zainteresowane tym, kto wsiadł na tym przystanku. Skupione były na swoich książkach, gazetach czy telefonie. Odpowiadało mi to. Im mniej osób zainteresowanych, tym lepiej. Wolałam pozostać w ukryciu, bo tak zawsze jest bezpieczniej. Zawsze jest to mniejsze zagrożenie. Teraz musiałam uważać podwójnie, bo wiedziałam, że zło czeka za rogiem. Ryzykowałam bardzo dużo, ale nie mogłam nic innego zrobić. Metrem miałam jechać jakieś 20 minut, do najbardziej odległej części miasta. Pewnie zdziwicie się, że jeździ tam metro, ale cóż... wiele osób z tamtych terenów pracuje w mieście i to po najniżej krajowej. Można więc powiedzieć, że jest to jedyny środek transportu odwożący ich do pracy. Postanowiłam sobie usiąść, nie męczyć się wtedy, kiedy nie trzeba. Po chwili przysiadł się do mnie staruszek, około 60 z uśmiechem na twarzy.
- Panienka to się nie boi tak jeździć sama o tej porze? - spytał
- Nie boje się - odpowiedziałam obojętnie.
- Eh, Ci młodzi to teraz tylko narkotyki, alkohol papierosy i Bóg wie co jeszcze.
Zaśmiałam się pod nosem. Nie chciałam być nie miła, ale dziadziuś nie wyglądał na takiego, co ma na ten temat jakieś pojęcie.
- Wie pan, to zależy od człowieka.
- Panienka wygląda na taką, co nie wie gdzie się w życiu podziać. Nieszczęśliwe zakochana?
Ależ przeciwnie!
- Nie, nie jestem zakochana. Przepraszam, ale się spiesz...
Nie zdążyłam dokończyć, bo na stacji do metra wsiadło dwóch kolesi. Bardzo podejrzanych kolesi. Odruchowo złapałam za gazetkę dziadka i zakryłam nią twarz.
- Panienka się czegoś boi?
- Widzi pan tamtych dwóch, którzy wsiedli na tej stacji?
- Tych przerosłych gogusiów w skórzanych kurtkach? A no są, siedzą sobie 3 miejsca przed nami.
- Cholera
Mężczyzna skarcił mnie wzrokiem.
- Dobrze, zrobimy tak. Panienka mi poda moją laskę, o tam leży, na przeciwko!- wskazał ręką na drewnianą laskę z wygrawerowanym imieniem- Ben
- Co pan chce zrobić?
- Pomogę Ci, wy młodzi myślicie, że to dziadki się już do niczego nie nadają! Słuchaj, ja ich zagadam, a ty na najbliższej stacji zwiejesz, rozumiemy się? - uśmiechnął się do mnie ciepło.
- Nie wiem jak mam Panu podziękować...
Mężczyzna wstał, machnął ręką, uśmiechnął się ostatni raz i udał się w stronę tej dwójki. Bałam się o niego, bo wiem, jak agresywni mogą być. Musiałam jednak uciec, bo wiedziałam, że przeszłość coraz bardziej mnie ściga. Nie mogłam tam wrócić... Po prostu nie mogłam. Poczułam, że zaczynam się cała trząść. Nie wrócisz tam do cholery jasnej, uspokój się, słyszysz? Karciłam sama siebie w myślach. Spojrzałam w stronę Bena, który siedział już przy dwójce nieznajomych, próbując ich zagadać. Puścił mi oczko i przystąpił do akcji. Metro w tym czasie zatrzymało się, a mnie w środku już nie było. Po chwili usłyszałam strzał. Zatrzymałam się i zatkałam dłonią usta.


Szkoda mi tego staruszka ;-;
OdpowiedzUsuńO jej rozdział świetny
OdpowiedzUsuńCiekawe kim oni byli
<3 Olls :***
OdpowiedzUsuńNaj ^^
OdpowiedzUsuńMeeega! Wzruszyłam się, gdy staruszek zaproponował jej pomoc. Już go lubie ^^
OdpowiedzUsuńO matko! Mam nadzieję, że to nie ten starszy pan został postrzelony :( Fajnie, że pomógł Rachel. W ogóle to już nie mogę się doczekać jej spotkania z Zayn'em <3
OdpowiedzUsuńBardzo dziękuję za rozdział i czekam na następny ;)
Buziaki xx
Super ROZDZIAŁ !! *-* czekam na next pozdro ^^ ♥♥♥♥ :*
OdpowiedzUsuńKocham <3 czekam na next
OdpowiedzUsuńMeeega
OdpowiedzUsuńNie wiem czy mam być z siebie dumna ale zawaliłam całą matematykę ( której swoją drogą nie cierpię ! ) żeby przeczytać 2 część i jestem na maxa pozytywnie zaskoczona <3 Czekam na NEXT :D
OdpowiedzUsuńCudo :3 Kiedy next ?
OdpowiedzUsuń