Siedziałam na tym cholernym drzewie, czekając na cud. Człowiek nie zdaje sobie sprawy jak kruche jest życie. Jak krucha może okazać się jego psychika. Czy mogli zniszczyć mnie bardziej niż dotąd byłam? Czułam się tak strasznie słaba. Czułam, że dłużej nie dam rady. Przypomniałam sobie moment, kiedy to wszystko się zaczęło. Ciężkie ciało mojego ojca, spoczywające w moich drobnych ramionach.
Ta mała została sama, ciekawe czy sobie poradzi...
Jej ojciec był taki dobry... cudowny człowiek...
Świat Rachel właśnie legł w gruzach, wszyscy musimy jej współczuć...
Trumna z jakiego drewna?
Jutro prosimy wstawić się w kancelarii, w celu odczytania testamentu...
Jesteś głodna? Pewnie jesteś tak załamana, że nic nie jadłaś...
Teraz mogłabym zaśmiać się im w twarz. To wszystko było takie... cienkie, powierzchowne i fałszywe. Tak naprawdę ludzie mieli w dupie kim był mój ojciec, a policja na pewno umorzyłaby sprawę szybciej, gdybym tylko im na to pozwoliła. To dlatego chciałam zacząć wszystko na własną rękę. Dla mamy i dla niego. Mimo tego, że okazał się największym sukinsynem na świecie. To mój ojciec. Kochałam go.
W jedne chwili usłyszałam jakiś szelest. Moje serce się zatrzymało, a ciało zaczęło się trząść. Sprawdziłam, czy w kieszeni moich zakrwawionych spodni jest dalej broń i czekałam. Nie możliwe, żeby Tom znalazł mnie tak szybko. Nie może być aż tak dobry. Zaczerpnęłam świeżego powietrza, aby nawet mój oddech stał się niesłyszalny. Stał tyłem. Miał kaptur i dobrze zbudowaną sylwetkę. Przez chwilę myślałam... myślałam, że to Zayn. Przyszedł po mnie. Przyszedł, aby mnie uratować. Tajemnicza postać odwróciła się, ale dalej nie byłam w stanie dostrzec jej twarzy. Nie widział mnie, ale ja go doskonale. Podszedł pod drzewo, usiadł opierając się o nie. Odetchnęłam z ulgą, bo wiedziałam, że to nie jest żaden człowiek Toma.
- Dlaczego siedzisz na drzewie? - usłyszałam po chwili ochrypły głos.
Zamarłam. Szybko wyciągnęłam spluwę, zeskoczyłam z drzewa i wycelowałam pistolet w stronę chłopaka.
- Hej, hej. Nic ci nie zrobię! Tak w ogóle to... Skąd ty masz broń?! - wstał i podniósł ręce w obronnym geście.
- Zamknij się. Musisz mi pomóc.
- Słodki Jezu, ty krwawisz!
Chłopak już chciał do mnie podejść.
- Nie ruszaj się! - krzyknęłam - Nie ruszaj się albo cie zabije!
Nie wiedziałam co robić. Musiałam jakoś się stąd wydostać, ale sama nie dałabym rady. Ciągłe zawroty w głowie dawały o sobie dość dobrze znać. Musiałam coś zjeść, odpocząć, zasnąć nie czując tego cholernego zapachu stęchlizny.
- Dobra, spokojnie, nie bój się. Pomogę Ci, ale opuść broń, bo jeszcze przypadkiem może stać się komuś krzywda.
- Co ty tu robisz? On cie przysłał? Nie wrócę tam, rozumiesz? Nie chcę tam wrócić, nie mogę, nie wytrzymam tego dłużej! To jak śmierć, śmierć jest chyba lepsza, Boże, nie!
Wpadłam w panikę. Upuściłam broń i zaczęłam histerycznie płakać. Ciągnęłam za włosy bardzo mocno, czując jak tysiące igiełek wbijają mi się w głowę. Poczułam jak ktoś łapie mnie od tyłu i przytrzymuje.
Tom rozrywający moje ciało od środka
Brutalność
Ból
- Nie pozwól... Błagam, nie pozwól żeby mnie zabrali!
- Spokojnie. Nie jestem od tego, przed którym uciekasz. Jestem Luke i przyszedłem tutaj po prostu na fajkę. Pomogę Ci, ale nie możesz już krzyczeć, rozumiesz? Teraz Cie puszczę, a ty się uspokoisz, dobrze? Już, jesteś silna.
Moja klatka opadała i podnosiła się bardzo szybko. Czułam, że już nie wytrzymam. Moje ciało stało się bezradne i kompletnie nie chciało współpracować z resztą. Zatracałam się w ciemności. Poczułam, że spadam w dół, a ktoś próbuje mnie podtrzymać.
Zobaczyłam coś pięknego, Zayn stał na przeciwko i patrzył się na mnie z uśmiechem. To było coś niewyobrażalnego. Mój Zayn. Przyszedł. Obiecał i dotrzymał słowa. Przyszedł.
Zayn
Zayn
Samochód, który prowadziłem przecinał powietrze zdecydowanie za szybko, by ktokolwiek z zewnątrz nie postrzegał go jako rozmytej plamy. Obok mnie na miejscu pasażera siedział blondyn skupiąc nerwowo zębami usta. Coś w jego zachowaniu było płochliwego i niecierpliwego. Jeszcze nigdy nie miałem okazji go takiego widzieć, mimo, że w każdej akcji był ze mną. Niewątpliwie to z nim dogadywałem się najlepiej kiedy chciałem być po prostu sobą, bo jeśli chodziło o imprezowanie kierowałem się do Lou, a na ostry trening wybierałem Liama. Jednak Nialla mogę nazwać swoją bratnią duszą, więc kiedy on odczuwał niepokój, ja też. Zwłaszcza, że chodziło o moją Rachel.
-Kurwa, to stanowczo zbyt długo trwa, nie ma jakiegoś skrótu?
- Nie. - pokręciłem głową zrezygnowany, do chuja akurat w tamto miejsce nikt nie wymyślił szybszej drogi, no żeś kurwa mać. Klnąłem w myślach co sekundę, ale to nie pomagało.
- Nie pozwolę, żeby jej się coś stało. Do cholery jest moją przyjaciółką. - popatrzyłem na niego nieco gniewnie. - No co? Nie patrz tak, ja nie będę ukrywać, że jest dla mnie ważna, nie umiem. Przecież widzę.
-Co widzisz? - mimo sytuacji prychnąłem, trzeba zachować pozory. Trzeba, prawda?
-Coś jest między wami, po co poruszasz niebo i ziemię by ją znaleźć, zabijasz wszystkich na swojej drodze i stanowczo za duzo upijasz się odkąd zniknęła?
- Jest ważna dla Harrego, więc i dla mnie. Chce wykonać zdanie i jechać na wakacje. Niczego teraz bardziej nie potrzebuje jak gorącej plaży i usługującego mi tuzina lasek w bikini.
Pokręcił głową, ale się nie odezwał. Jak mogłem wymyślić te brednie i sprzedać je przyjacielowi kiedy sam w nie, nie wierzyłem? Tchórz, tylko jedno słowo nasuwało mi się na myśl. Byłem tchórzem, ale dla jej bezpieczeństwa zrobię wszystko. Mogę nawet zostawić ją w spokoju byle by tylko udało mi się wyciągnąć ją z kłopotów.
Wreszcie dojechaliśmy do drogi wiodącej do Ilford Park. Po obu naszych stronach rozciągały się drzewa, liście jak na tę porę roku wyścielały polną drogę, kamyki chrzęściły pod kołami, wznoszącymi tumany kurzu. Było nas dwóch, czy to wystarczająco by powstrzymać tych bydlaków?
Ona była tam sama, szepnął mi głos w mojej głowie, załamałem się. Chcę już mieć ją w ramionach i trzymac tak długo jak tylko zdołam, zanim ktoś znowu mi ją odbierze. Zawsze każdy starał się zabierać mi najcenniejsze co mam, więc czemu teraz ma być inaczej?
Mimo to chcę się cieszyć tymi chwilami, które mogę ukraść dla nas obojga.
Sypiący się budynek ukryty był w gąszczu pomarańczowych zarośli, stał tam rozpadający się z dala od miasta i ludzi, którzy mogli słyszeć jej krzyki.
Zaparkowałem w pobliskiej gęstwinie i wypadłem z wozu tak szybko jak tylko zdołałem. Wcześniej ustalone punkty planu wyświetlały się w mojej głowie. Otworzyłem bagażniki i wyciągnąłem z niego broń. Niall zrobił to samo i po chwili staliśmy po obu stronach wejścia, drzwi okazały się otwarte a w progu leżał martwy blondyn. Co tu się wydarzyło?
Zagłębiając się dalej znaleźliśmy jeszcze jednego młodego chłopaka w celi, w której prawdopodobnie ją trzymali. Ściany wyklejone były folią bombelkową, na środku stało krzesło, a u jego stóp zaschnięta kałuża krwi. Była rana.
Blondyn widząc to co ja, kucnął i chwytając się za głowę ukrył twarz w rękach. Załamał się widząc strzykawkę i środki przeciwbólowe, których nie zdążył podać ten szczeniak.
Jednak ponad to wszystko wyodrębniał się tylko jeden fakt.
Uciekła, dała radę, żyje.
Zacząłem się śmiać na głos tak radośnie. a zarazem historycznie jak było to tylko możliwe. Niebieskie oczy przeszyły mnie swoim zaciekawieniem.
- Uciekła, dała radę. No jasne, że tak jest silna jak sam skurwesyn. - powtarzałem, a cień uśmiechu zagościł na jego twarzy. Nie wiedząc co robię,.podszedłem do niego i objąłem. klepiąc po plecach, gdy nagle usłyszałem silnik samochodu.
-Skryj się tam, to musi być ten Hanks. Nie zabij go. - zastrzegłem i czekałem, aż wejdzie.
Kiedy odkrył trupa, wbiegł tak szybko jak pozwoliły mu na to dobrze wypastowane buty, ohyda.
Pokazał się w świetle lamp i wiedziałem już, że to on. Miał brodę, ciemną karnację i wielkie siniaki na szyi. Dusiła go? Boże. szaleję za tą dziewczyną.
Potem wszystko działo się szybko, Niall przestrzelił mu kolana, a on upadając miał strach w oczach. Bał się jej? Myślał, że moja mała dzielna dziewczynka chce zemsty? W takim razie co jej zrobił? Chce i wyciągnę to z niego siłom, a potem zadając dwa razy większy ból zabiję.
-Spokojnie, to ci już nie będzie potrzebne. - kopnąłem w rękę, którą starał się wyciągnąć broń i jeszcze raz strzeliłem, w drugie kolano dzięki czemu upadł na ziemię.
-Zwiąż go i wyciągnij wszystko czego chcemy wiedzieć, ale nie zabijaj. Sam to zrobię. - uśmiechnąłem się niemrawo zaważając strugę krwi.
Po jej śladach dotarłem do drzewa. Ukryła się na nim? W tamtym miejscu kałuża była duża, ale było to też miejsce gdzie ślad się urywał.
Mimo to, żyła.
Moja mała, dzielna dziewczynka. Oh jak bardzo pragnąłem jej w tej chwili.
____________________________________________________________________
Mamy kolejny, piszcie co myślicie, mamy nadzieję, że bd więcej komentarzy niż pod poprzedni mi do następnego, który napewno pojawi się w następnym tygodniu, jeszcze nie wiemy, w który dzień :)

Wow..... Rozdział świetny
OdpowiedzUsuńPerfekcyjny jak zawsze! ❤
OdpowiedzUsuńNo no.... Bardzo podobają mi się kwestie Zayna, choć nie wiem dlaczego ;))))
OdpowiedzUsuńWiktoria
Xx
Świetny jak zawsze! <3 czekam na nastepny! *-*
OdpowiedzUsuńOo świetny rozdział!
OdpowiedzUsuńNiech on ją w końcu znajdzie
OdpowiedzUsuńŚwietnee *-*
OdpowiedzUsuńcudooooo! :3
OdpowiedzUsuńJak dobrze, że jej się udało :) Zayn ją kocha i to się czuje. Tak cudownie o niej mówi i się o nią strasznie martwi :) wydaje mi się, ze Niall też coś do niej albo po prostu traktuje ją jak własną siostrę :) no nic teraz czekam tylko na next :)
OdpowiedzUsuńsuper! Zayn jest taki słodki i próbuje ją odnaleźć, pewne jest to, że coś do siebie czują <3
OdpowiedzUsuńBoże cudowny wstawiaj szybko next ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡
OdpowiedzUsuńmmmmmmm ^^ bo to teraz kto pierwszy kogo znajdzie :D świetny rozdział <3 Olls :***
OdpowiedzUsuńten rozdzial obudził we mnie rządzę krwi XD
OdpowiedzUsuń