Poruszyłam palcami. Powoli i ociężale budziłam się ze snu, który całkowicie zawladnął moim ciałem. Byłam tak bardzo wyczerpana. Zamrugałam kilkakrotnie, aby moje oczy przyzwyczaiły się do panującego tutaj światła. Właśnie. Chryste, gdzie ja jestem? Rozejrzałam się po pokoju, usiłując przypomnieć sobie cokolwiek, co choć trochę wyjaśniłoby mi jak się tutaj znalazłam. Pomieszczenie było urządzone w kolorach czerwieni i bieli, przez co wydawało się bardzo przestronne. Na przeciwko łóżka była plazma zawieszona na ścianie, a pod nią komoda. Na niej były zdjęcia jakiejś dziewczyny i chłopaka, całujących się na moście. Kojarzyłam go. Zakryłam twarz dłońmi, zmuszając mój mózg do pracy na wyższych obrotach.
Ucieczka, drzewo, Luke... Właśnie, Luke! Zerwałam się z łóżka, przez co omal nie zemdlałam. Przypomniałam sobie, jak wczoraj zemdlałam z wyczerpania. Kiedy już miałam zakładać buty, aby jak najszybciej stąd zwiać, ktoś otworzył drzwi.
- O, wstałaś. Miałem Cię budzić na śniadanie. Mam nadzieję, że lubisz omlet? - chłopak uśmiechnął się do mnie promiennie i szczerze?
Kiedy spojrzał na nie do końca wsunięty but, skrzywił się i ruszył w moją stronę.
- Chyba sobie żartujesz. Nigdzie Cię nie wypuszczę. Spójrz, ledwo trzymasz się na nogach. Chcesz znowu zemdleć? Spokojnie, Ci od których uciekłaś na pewno nas nie śledzili. Sprawdzałem, czy nikt za mną nie jedzie. Nie wiem co takiego zrobiłaś, ale szczerze? Nie interesuje mnie to ani trochę. Chcę, żebyś trochę odpoczęła, zregenerowała się i wtedy pójdziesz w swoją stronę. Nie chcę mieć Cię na sumieniu... Właśnie, jak ty masz w ogóle na imię?
Patrzyłam na chłopaka i nie wiedziałam, co mam powiedzieć. Czy mogę mu zaufać? Póki co nie mam innego wyjścia.
Patrzyłam na chłopaka i nie wiedziałam, co mam powiedzieć. Czy mogę mu zaufać? Póki co nie mam innego wyjścia.
- Rach... Rachel.
Przez chwilę chciałam podać mu fałszywe imię, ale widać, że koleś naprawdę nie ogarnia z kim na do czynienia, więc odpuściłam.
- Ładnie
Uśmiechnął się do mnie i opuścił pokój. Dopiero teraz zauważyłam, że z mojej nogi nie leci krew, a ja byłam ubrana w o wiele za dużą koszulkę i jakieś dresy. Chłopak musiał pożyczyć mi swoje ciuchy, miło z jego strony. Rozejrzałam się w poszukiwaniu łazienki. W pokoju znalazłam drzwi, które za pewnie należały do niej. Uchyliłam je, nie myląc się. Weszłam do środka. Przemyłam twarz wodą i spojrzałam w lustro. Wyglądałam okropnie. Moje wargi praktycznie w każdym miejscu były uszkodzone, a twarz pokrytą miałam wieloma siniakami i zadrapaniami. Rozebrałam się i weszłam do kabiny. Woda lała się po moim ciele, a ja rozpłakałam się jak małe dziecko. Może z bezsilności, a może z bólu. Nie wiedziałam. Za każdym razem gdy patrzyłam na siebie, czułam jego ręce oplatające moje ciało i ściskające je z ogromną siłą. Spojrzałam na palce odbite na moich biodrach. Dotknęłam tego i czułam to. Czułam, jak każda cząstka mojego ciała krzyczy. Kiedy próbowałam się wyrwać, ale byłam zbyt słaba, żeby to zrobić. A on śmiał się. Śmiał się z tego, jak bardzo w tym momencie cierpiałam. Uderzyłam pięścią w ścianę i osunęłam się po niej. Woda dalej lała się na moją twarz, a jej krople spływały. Nie umiałabym już odróżnić ich od łez.
Nikt. Nikt kto czegoś takiego nie przeżył, nie będzie wiedział co w tym momencie czuję. Usłyszałam, jak ktoś puka do drzwi.
- Rachel, zostawiam tutaj świeże ubrania. Jak będziesz gotowa, to wyjdź.
- Dzięki
Powiedziałam to tak cicho, że nie byłam pewna czy chłopak usłyszał to, co do niego powiedziałam.
- Wszystko okej?
- Ta-ak, już wycho-odzę.
Zakręciłam wodę i wyszłam z kabiny. Osuszyłam moje ciało, ubrałam się. Poczekałam, aż oznaki mojego płaczu całkowicie znikną i będę mogła wyjść do Luka i ominąć pytania, które na pewno zacząłby zadawać. Siedział w kuchni i czekał na mnie. Posłałam mu lekki uśmiech i usiadłam przy stole.
- Jedz.
Podsunął mi talerz pełny jedzenia. Poczułam zapach i od razu pociągnęło mnie na wymioty. To był pewnie efekt tego, że przez bardzo długi czas nic nie jadłam.
- Dobrze się czujesz?
- Tak, chyba tak. Dawno nie jadłam. To nic. - wzięłam pierwszy kęs jajecznicy i od razu pożałowałam, wszystko podeszło mi do gardła, zapiekło i sunęło w górę dopóki szybkim krokiem nie wróciłam do łazienki. Opróżniałam swój żołądek stanowczo zbyt długo, zwłaszcza, że nic w nim nie było.
- Tak, chyba tak. Dawno nie jadłam. To nic. - wzięłam pierwszy kęs jajecznicy i od razu pożałowałam, wszystko podeszło mi do gardła, zapiekło i sunęło w górę dopóki szybkim krokiem nie wróciłam do łazienki. Opróżniałam swój żołądek stanowczo zbyt długo, zwłaszcza, że nic w nim nie było.
Kiedy skończyłam odgarnęłam włosy z twarzy i oparłam spocone czoło o kafelki, miałam chyba gorączkę, ale nie chciałam myśleć co było jej przyczyną. Niewątpliwie był to wynik długotrwałego męczenia mojego organizmu. Po chwili usłyszałam za sobą czyjeś kroki.
- Już okej? - spytał Luke nie pamiętam już po raz który.
- Mógłbyś mi zrobić kubek ciepłej herbaty? - spytałam
Chłopak pokiwał głową i udał się do kuchni. Spojrzałam ponownie w lustro. Musiałam odżyć, bo nawet wyglądem nie przypominałam samej siebie. Przerażało mnie to. Poczułam nagle chęć sięgnięcia po papierosa. Co z tego, że dosłownie sekundę temu opróżniłam swój żołądek niemal do zera. Zawsze brałam fajki od Malika... Właśnie, Malik. Musiałam mu dać znak, że żyję. Wyszłam z łazienki i udałam się w poszukiwaniu Luka.
- Luke, mogę pożyczyć komórkę? - spytałam opierając się o ścianę.
- Co? A tak, jasne. Trzymaj - podał mi swojego -nikogo to nie zdziwi- iphona. Wróciłam się do sypialni raz po raz bijąc się z myślami. Nie wiedziałam czy zrobię dobrze, jeżeli odezwę się do Malika. Przecież jest to okazja doskonała, aby uciec, prawda? Z drugiej strony jeżeli chłopcy mnie nie odnajdą- zginą. Nie znałam za dobrze Harrego, ale wiedziałam na co go stać. Wybrałam numer, który na szczęście znałam na pamięć. Jeden sygnał, drugi, trzeci...
- Halo? - usłyszałam głos. Ten głos.
- Zayn?
- Boże Rachel, gdzie jesteś? Nic ci nie jest?
- Posłuchaj, jestem póki co bezpieczna. Nie mogę teraz wrócić, jestem... muszą mi wrócić siły. Wiesz z czym będziemy musieli się zmierzyć? Nawet... Nawet sobie nie wyobrażasz co się tam działo. Udawaj, że dalej mnie szukasz i o niczym nie wiesz, błagam cię. Odezwę się i wrócę, obiecuję.
- Ale Rachel?
- Ja pierdole Zayn, nie jesteśmy parą zakochanych gołąbków. Uwierz mi, że wolałabym, abyśmy teraz zajęli się czymś bardziej przyjemnym, ale musimy się z tym uporać.
- Wiem -usłyszałam lekką chrypkę w jego głosie.
- A i Zayn?
- Hm?
- Chyba... Chyba Cię kocham.
Powiedziałam to na jednym wdechu i rozłączyłam się. Nie wierzę, że to zrobiłam. Mimo wszystko czuje się... lżej?
_______________________________________________________________________
Dużo problemów ostatnio, serio przepraszamy.
Piszcie jak wam się podoba i do następnego, którego napiszę już ja, a tym razem łapcie rozdział od Tali, serio zastanawiam się czy napisać osobną notkę o tym co się u nas ostatnio dzieje. Kolejnego spodziewajcie się w następnym tygodniu, kochamy was :*
Olek

Wow....
OdpowiedzUsuńTa końcówka. <3
W końcu to wyznała, ciekawe tylko jak Zayn na to zareaguje.... koffam <3 // Izabella
OdpowiedzUsuń'Chyba cie kocham" boże umarłam *-*
OdpowiedzUsuńOmg koniec najlepszy! :D
OdpowiedzUsuńŚwietny! :**
OdpowiedzUsuń