sobota, 30 maja 2015

|03 Już nie długo...

Minęło już sporo czasu od momentu, w którym tutaj przyszedłem. Miałem tego powoli dość. Wszystkie negatywne emocje zaczęły we mnie buzować i nawet fakt, że ta dwójka sika ze strachu na mój widok, mi nie pomagał. Brakowało mi jej. Mojej Rachel. Już nawet nie pamiętam,  kiedy  przestałem patrzeć na nią jak na cel, który za wszelką cenę muszę zlikwidować. Spojrzałem jeszcze raz na dziewczynę, która była muszę przyznać...ładna. W głowie zaczęły pojawiać się brudne myśli. Podszedłem pod nią i zacząłem wdychać jej zapach. Czuła, że jestem blisko. Widać było w jak szybkim tempie jej mięśnie zaczęły się napinać. Ten frajer doskonale sobie zdawał sprawę z tego, co się dzieje. Widział przecież, że nagannie gapię się na tyłek jego laski. Gdybym był na jego miejscu prawdopodobnie Zayn Malik już by nie żył. Nie wyobrażałem sobie, że ktoś może dotykać Rachel. Wiedziałem, że nie jest rzeczą i nie jest moją własnością, ale nie ma co udawać. Oboje lubiliśmy ten układ. Tylko... czy to aby na pewno jest tylko seks? Czy nie łączy nas już coś więcej? Otrząsnąłem się z myśli, które jak huragan zaczęły napływać do mojej głowy. Przejechałem palcami po linii jej pleców. Zauważyłem, że na jej dłoniach zaczęła pojawiać się gęsia skórka. Nachyliłem się i wyszeptałem jej do ucha:
- Lepiej się pospiesz albo twoje zwłoki będzie badał ktoś inny.
Dziewczyna momentalnie spięła się jeszcze bardziej. Miałem już dość czekania. Wreszcie  odwróciła się w moją stronę, wyminęła mnie i podeszła do drukarki. Obserwowałem jej kolesia. Ona pilnowała, aby wszystko wydrukowało się tak, jak ma być. Po chwili odwróciła się w moją stronę i trzęsącymi się rękoma podała mi papier.
- Jerry Colins. - powiedziała, poczym w ekspresowym tempie znalazła się obok swojego chłopaka.
- Jerry Colins, Jerry Colins... - ni chuja nie mogłem sobie przypomnieć kogoś o takich danych personalnych.
- Czy... czy możesz już wyjść? - spytała blondynka.
- Słucham? - moja  brew powędrowała ku górze w zdziwieniu.
- Bo... Bo zaraz przyjdzie szef i i ja, ty... my nie możemy raze tu tutaj być - wydukała.
- Posłuchaj mnie uważnie. Mogę być gdzie chcę i kiedy chcę, a twój szef tutaj nie przyjdzie.  Nigdy. - zaśmiałem się prosto w jej twarz.
- Co? Dlaczego? - spytała wystraszona.
Jej dzielny chłopak nic nie mówił, tylko tępo gapił się w sufit. Frajer.
- Zabiłem go.
 Dziewczyna zachłysnęła się powietrzem, zatykając swoje usta ręką.
- Nie nie zrobiłeś tego.
Po chwili usłyszeliśmy głośny huk. Wszyscy odwróciliśmy się w stronę okna z widokiem na parking. Systemy alarmowe samochodów zaczęły działać.
- Widzisz? Był i go nie ma. Szkoda, że nie zdążył nawet tutaj wejść. Teraz ja wyjdę, a wy zapomnicie o tym, co tutaj zaszło. Nigdy nikomu nie piśniecie ani słówka, bo spotka was to, co spotkało jego.
- On ci nic nie zrobił! Jak mogłeś go zabić! Ty... Ty potworze!
Nagle z niewinnej istotki obudziła się obrończyni ludzkiego prawa.  Posłałem jej gniewne spojrzenie, zabrałem plik papierów i puszczając ostregawcze spojrzenie wyszedłem.


Kiedy wychodziłem z ogromnego, szklanego budynku było już całkowicie ciemno. Otworzyłem potężne drzwi i minąłem się z kolesiem, który posłał mi bardzo zdziwione spojrzenie. Oczywiście, że go nie zabiłem. To była tylko jedna z podpuch, jakich użyłem aby ich zastraszyć. Gdyby nie to, pewnie nie wzięli by sprawy na poważnie i po prostu wszystkim od razu rozpaplali to, co się tutaj wydarzyło. Wyjąłem komórkę i napisałem do dziewczyny sms o treści:
Widzisz? Jednak nie jestem takim potworem, ten frajer żyje. To była podpucha, ale kurwa pamiętaj. Jeżeli ty albo twój chłopak odezwiecie się słowem na ten temat,  zmieni się ona w rzeczywistość. Do zobaczenia.
Tej cały szef, to wujek dziewczyny. Przyjechał ją odebrać, bo pewnie martwił się, że dalej siedzi w instytucie. Swoją drogą, nie jest taka głupia na jaką wygląda. Nie pisnęła słówkiem, że szef jest jej wujkiem. Martwiła się o niego bardziej niż zwykła pracownica, to było widać. Sprawdziłem wcześniej każdego, kto tutaj pracuje. Musiałem być cholernie ostrożny, bo w grę nie wchodzą pieniądze, ale... Rachel. Coś, a raczej ktoś, kto jest o wiele, wiele ważniejszy od tych papierowych gównienek. Wsiadłem do mojego samochodu, papiery odkładając na siedzenię pasażera. Otworzyłem schowek i wyjąłem z niego paczkę papierosów. Wziąłem jednego, poczym zapaliłem go, odsuwając wcześniej szybę. Oparłem głowę o wezgłowie siedzenia i próbowałem się odprężyć, jednak na marne.


Byłem zmęczony. Zmęczony tą ciągłą gonitwą, ucieczką i kłamstwami. Miałem powoli serdecznie dość tego życia, tego świata... Wiedziałem, że do niczego innego się nie nadaję. Nie chcę powiedzieć, że jestem nikim, bo nie jestem. Jedyne, czego teraz oczekuję i pragnę, to wziąć w ramiona Rachel, a potem "bawić" się z nią całą noc. Uśmiechnąłem się na samą wizję tego, co chciałbym z nią teraz robić. Otrząsnąłem się, gdyż wiedziałem, że muszę już jechać. Wpisałem w mojego gps'sa adres, aby mieć pewność, że jadę w dobrą stronę. Po chwili usłyszałem, że dzwoni mój telefon. Spojrzałem na wyświetlacz i zamarłem: HARRY STYLES. 
Nie mogłem nie odebrać, bo prawdopodobnie dzwoniłby do reszty, a te cipy na pewno od razu wygadałyby mu co się stało. Jeszcze chwilę wcześniej sam chciałem to zrobić, ale teraz wiem, że nie ma to namniejszego sensu.  Przesunąlem palcem po ekranie i przyłożyłem telefon do ucha.
- Malik
- No witaj przyjacielu. Dlaczego się nie odzywasz?
- Wiesz Harry jak to jest. Nie myśli się o takich rzeczach. - próbowałem zgrywać wyluzowanego.
- Gdzie jest moja zdobycz?
Zadał pytanie, którego obawiałem się najbardziej.
- No a gdzie może być? Siedzi zamknięta i przeklina cały świat za jego niesprawiedliwość.
- Dobrze... Bardzo dobrze. Za ile dni przybędziecie na Alaskę?
- Em... No wiesz... Ciężko powiedzieć. Zależy czy mała będzie sprawiała problemy, czy nie. Tak, to wszystko zależy.
- Informuj mnie na bierząco. Odzywaj się, bo mam już kurwa dość domyślania się czy żyjecie. Jasne?
- Tak, jasne szefie.
Usłyszałem dźwięk rozłączonego połączenia. Świetnie, po prostu świetnie. Musimy znaleść Rachel w najbliższym czasie, bo to nie skończy się dobrze. Harry chciał mieć ją żywą. Bałem się o to, co może zrobić, bądź chce zrobić z Rachel. Nie chciałem, aby stało się jej coś złego. Zależało mi na niej i nie chciałem już nawet samemu sobie zaprzeczać. To byłoby po prostu dziecinne. Poczułem, że gniew wzbiera się we mnie jeszcze bardziej niż wcześniej, kiedy byłem w laboratorium. Uderzyłem ręką w kierownicę. Może dla tego, że czułem się bezsilny albo po prostu byłem zmęczony. Postanowiłem nie przedłużać dłużej i przekręciłem stacyjkę. Samochód zawarczał i już po chwili jechałem drogą szybkiego ruchu z powrotem do mieszkania. Jedyne czego teraz chciałem to ciepłe łóżko, długa kąpiel i moja Rachel obok. Kiedy zaparkowałem przed blokiem, szybko zabrałem papiery, zamknąłem samochód i praktycznie biegiem ruszyłem w kierunku domu. Zaczęło padać, a nie chciałem aby dokumenty się zamoczyły. Były zbyt cenne. Przekroczyłem próg mieszkania i usłyszałem głosy dochodzące z salonu. Odwiesiłem moją skórzaną kórtkę i udałem się w tamtym kierunku.
- O, jesteś. Gdzieś ty się tyle podziewał? Już się martwiliśmy, że Ciebie też dopadli. - Niall posunął się, robiąc mi miejsce na kanapie.
 - Byłem w laboratorium spadać ten niedopałek. Dość długo mi to zajęło, nie powiem, ale wreszcie mam to, co chciałem. Znam jego nazwisko.
- No dawaj, mów! - niecierpliwiła się reszta.
- Nie podniecajcie się, bo to nazwisko pewnie wiele wam nie powie. Rachel porwał Jerry. Jerry Colins.
W pokoju zapadła cisza. Każdy chciał przypomnieć sobie cokolwiek o tej osobie. Niestety, obawiałem się, że nikt nigdy nie miał z nią styczności. Zastanawiało mnie tylko to, czego on od nas chciał. Czego oczekiwał. Pieniędzy? Władzy? To wszystko było rzeczami nadrzędnymi. Czymś błahym.
- Stary, nie kojarzę kolesia. - powiedział Louis, podając mi piwo.
- Ja też go kurwa nie kojarzę. Zastanawia mnie tylko to, czego ten frajer może od niej, nas chcieć.
- Może okupu?
- Myślisz, że jest na świecie osoba, która tak ryzykowałaby życie tylko dla okupu? Nie wydaje mi się. To musi być coś grubszego. Coś, co uda mi się odkryć. Już nie długo...
_________________________________________________
Cześć! Rozdział dodaję dzisiaj, bo jutro mogę nie mieć na to czasu. Mam nadzieję, że wam się spodoba :)
Koniec roku się zbliża wielkimi krokami, a moje oceny są... jakby to powiedzieć, nie takie jakich oczekiwałam. No nic, nie można mieć wszystkiego. Ja już nie mam siły na to, naprawdę. Byle do wakacji...
Natalia ♥ 

24 komentarze:

  1. Blog jest genialny <3
    Ciagle go czytam, a teraz zacznę go komentować, żeby była motywacja :*
    xblack_eyes

    OdpowiedzUsuń
  2. Poprostu naj!


    Wiktoria

    Xx

    OdpowiedzUsuń
  3. Hej!
    Rozdział jak zawsze super! Jestem strasznie ciekawa kim jest ten facet, który porwał Rachel i czego on od niej chce... Swoją drogą ktoś tu bardzo za nią tęskni i chyba przyznał się, że się zakochał ;)
    Co do szkoły to wiem co czujesz i łączę się z Tobą w bólu. Na szczęście jeszcze trochę i będzie przerwa od tych męczarni ;)
    Z niecierpliwością czekam na kolejny rozdział i ściskam mocno xx

    OdpowiedzUsuń
  4. Genialne, cudowne po porostu kocham ♡♡ Czekam na jakąś konfrontacje Rachel Zayna i Harrego ;) Życzę dużo dużo weny :**

    OdpowiedzUsuń
  5. Super rozdział :D Olls :***

    OdpowiedzUsuń
  6. Rozdział genialny masz naprawdę wielki talent czekam z niecierpliwością na next ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡

    OdpowiedzUsuń
  7. Cudowny! Czekam na następny rozdzial! Jestes poprostu genialna! <3

    OdpowiedzUsuń
  8. cudo, tylko czekam aż ją znajdzie. Czekam na następny <333

    OdpowiedzUsuń
  9. *_* napaczec sie nie moge

    OdpowiedzUsuń
  10. Jak zawsze cudowny :*
    Czekam na następny ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Wspaniały rozdział :))

    OdpowiedzUsuń
  12. Genialny rozdział :*:*:*

    OdpowiedzUsuń
  13. Cudowny <3<3<3

    OdpowiedzUsuń
  14. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  15. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  16. Cudny :*
    Teraz tylko proszę szybko next!

    OdpowiedzUsuń
  17. Kiedy następny?

    OdpowiedzUsuń
  18. Super rozdział ;) Dawaj szybciutko następny, prosimy!

    OdpowiedzUsuń