sobota, 30 maja 2015

|03 Już nie długo...

Minęło już sporo czasu od momentu, w którym tutaj przyszedłem. Miałem tego powoli dość. Wszystkie negatywne emocje zaczęły we mnie buzować i nawet fakt, że ta dwójka sika ze strachu na mój widok, mi nie pomagał. Brakowało mi jej. Mojej Rachel. Już nawet nie pamiętam,  kiedy  przestałem patrzeć na nią jak na cel, który za wszelką cenę muszę zlikwidować. Spojrzałem jeszcze raz na dziewczynę, która była muszę przyznać...ładna. W głowie zaczęły pojawiać się brudne myśli. Podszedłem pod nią i zacząłem wdychać jej zapach. Czuła, że jestem blisko. Widać było w jak szybkim tempie jej mięśnie zaczęły się napinać. Ten frajer doskonale sobie zdawał sprawę z tego, co się dzieje. Widział przecież, że nagannie gapię się na tyłek jego laski. Gdybym był na jego miejscu prawdopodobnie Zayn Malik już by nie żył. Nie wyobrażałem sobie, że ktoś może dotykać Rachel. Wiedziałem, że nie jest rzeczą i nie jest moją własnością, ale nie ma co udawać. Oboje lubiliśmy ten układ. Tylko... czy to aby na pewno jest tylko seks? Czy nie łączy nas już coś więcej? Otrząsnąłem się z myśli, które jak huragan zaczęły napływać do mojej głowy. Przejechałem palcami po linii jej pleców. Zauważyłem, że na jej dłoniach zaczęła pojawiać się gęsia skórka. Nachyliłem się i wyszeptałem jej do ucha:
- Lepiej się pospiesz albo twoje zwłoki będzie badał ktoś inny.
Dziewczyna momentalnie spięła się jeszcze bardziej. Miałem już dość czekania. Wreszcie  odwróciła się w moją stronę, wyminęła mnie i podeszła do drukarki. Obserwowałem jej kolesia. Ona pilnowała, aby wszystko wydrukowało się tak, jak ma być. Po chwili odwróciła się w moją stronę i trzęsącymi się rękoma podała mi papier.
- Jerry Colins. - powiedziała, poczym w ekspresowym tempie znalazła się obok swojego chłopaka.
- Jerry Colins, Jerry Colins... - ni chuja nie mogłem sobie przypomnieć kogoś o takich danych personalnych.
- Czy... czy możesz już wyjść? - spytała blondynka.
- Słucham? - moja  brew powędrowała ku górze w zdziwieniu.
- Bo... Bo zaraz przyjdzie szef i i ja, ty... my nie możemy raze tu tutaj być - wydukała.
- Posłuchaj mnie uważnie. Mogę być gdzie chcę i kiedy chcę, a twój szef tutaj nie przyjdzie.  Nigdy. - zaśmiałem się prosto w jej twarz.
- Co? Dlaczego? - spytała wystraszona.
Jej dzielny chłopak nic nie mówił, tylko tępo gapił się w sufit. Frajer.
- Zabiłem go.
 Dziewczyna zachłysnęła się powietrzem, zatykając swoje usta ręką.
- Nie nie zrobiłeś tego.
Po chwili usłyszeliśmy głośny huk. Wszyscy odwróciliśmy się w stronę okna z widokiem na parking. Systemy alarmowe samochodów zaczęły działać.
- Widzisz? Był i go nie ma. Szkoda, że nie zdążył nawet tutaj wejść. Teraz ja wyjdę, a wy zapomnicie o tym, co tutaj zaszło. Nigdy nikomu nie piśniecie ani słówka, bo spotka was to, co spotkało jego.
- On ci nic nie zrobił! Jak mogłeś go zabić! Ty... Ty potworze!
Nagle z niewinnej istotki obudziła się obrończyni ludzkiego prawa.  Posłałem jej gniewne spojrzenie, zabrałem plik papierów i puszczając ostregawcze spojrzenie wyszedłem.


Kiedy wychodziłem z ogromnego, szklanego budynku było już całkowicie ciemno. Otworzyłem potężne drzwi i minąłem się z kolesiem, który posłał mi bardzo zdziwione spojrzenie. Oczywiście, że go nie zabiłem. To była tylko jedna z podpuch, jakich użyłem aby ich zastraszyć. Gdyby nie to, pewnie nie wzięli by sprawy na poważnie i po prostu wszystkim od razu rozpaplali to, co się tutaj wydarzyło. Wyjąłem komórkę i napisałem do dziewczyny sms o treści:
Widzisz? Jednak nie jestem takim potworem, ten frajer żyje. To była podpucha, ale kurwa pamiętaj. Jeżeli ty albo twój chłopak odezwiecie się słowem na ten temat,  zmieni się ona w rzeczywistość. Do zobaczenia.
Tej cały szef, to wujek dziewczyny. Przyjechał ją odebrać, bo pewnie martwił się, że dalej siedzi w instytucie. Swoją drogą, nie jest taka głupia na jaką wygląda. Nie pisnęła słówkiem, że szef jest jej wujkiem. Martwiła się o niego bardziej niż zwykła pracownica, to było widać. Sprawdziłem wcześniej każdego, kto tutaj pracuje. Musiałem być cholernie ostrożny, bo w grę nie wchodzą pieniądze, ale... Rachel. Coś, a raczej ktoś, kto jest o wiele, wiele ważniejszy od tych papierowych gównienek. Wsiadłem do mojego samochodu, papiery odkładając na siedzenię pasażera. Otworzyłem schowek i wyjąłem z niego paczkę papierosów. Wziąłem jednego, poczym zapaliłem go, odsuwając wcześniej szybę. Oparłem głowę o wezgłowie siedzenia i próbowałem się odprężyć, jednak na marne.


Byłem zmęczony. Zmęczony tą ciągłą gonitwą, ucieczką i kłamstwami. Miałem powoli serdecznie dość tego życia, tego świata... Wiedziałem, że do niczego innego się nie nadaję. Nie chcę powiedzieć, że jestem nikim, bo nie jestem. Jedyne, czego teraz oczekuję i pragnę, to wziąć w ramiona Rachel, a potem "bawić" się z nią całą noc. Uśmiechnąłem się na samą wizję tego, co chciałbym z nią teraz robić. Otrząsnąłem się, gdyż wiedziałem, że muszę już jechać. Wpisałem w mojego gps'sa adres, aby mieć pewność, że jadę w dobrą stronę. Po chwili usłyszałem, że dzwoni mój telefon. Spojrzałem na wyświetlacz i zamarłem: HARRY STYLES. 
Nie mogłem nie odebrać, bo prawdopodobnie dzwoniłby do reszty, a te cipy na pewno od razu wygadałyby mu co się stało. Jeszcze chwilę wcześniej sam chciałem to zrobić, ale teraz wiem, że nie ma to namniejszego sensu.  Przesunąlem palcem po ekranie i przyłożyłem telefon do ucha.
- Malik
- No witaj przyjacielu. Dlaczego się nie odzywasz?
- Wiesz Harry jak to jest. Nie myśli się o takich rzeczach. - próbowałem zgrywać wyluzowanego.
- Gdzie jest moja zdobycz?
Zadał pytanie, którego obawiałem się najbardziej.
- No a gdzie może być? Siedzi zamknięta i przeklina cały świat za jego niesprawiedliwość.
- Dobrze... Bardzo dobrze. Za ile dni przybędziecie na Alaskę?
- Em... No wiesz... Ciężko powiedzieć. Zależy czy mała będzie sprawiała problemy, czy nie. Tak, to wszystko zależy.
- Informuj mnie na bierząco. Odzywaj się, bo mam już kurwa dość domyślania się czy żyjecie. Jasne?
- Tak, jasne szefie.
Usłyszałem dźwięk rozłączonego połączenia. Świetnie, po prostu świetnie. Musimy znaleść Rachel w najbliższym czasie, bo to nie skończy się dobrze. Harry chciał mieć ją żywą. Bałem się o to, co może zrobić, bądź chce zrobić z Rachel. Nie chciałem, aby stało się jej coś złego. Zależało mi na niej i nie chciałem już nawet samemu sobie zaprzeczać. To byłoby po prostu dziecinne. Poczułem, że gniew wzbiera się we mnie jeszcze bardziej niż wcześniej, kiedy byłem w laboratorium. Uderzyłem ręką w kierownicę. Może dla tego, że czułem się bezsilny albo po prostu byłem zmęczony. Postanowiłem nie przedłużać dłużej i przekręciłem stacyjkę. Samochód zawarczał i już po chwili jechałem drogą szybkiego ruchu z powrotem do mieszkania. Jedyne czego teraz chciałem to ciepłe łóżko, długa kąpiel i moja Rachel obok. Kiedy zaparkowałem przed blokiem, szybko zabrałem papiery, zamknąłem samochód i praktycznie biegiem ruszyłem w kierunku domu. Zaczęło padać, a nie chciałem aby dokumenty się zamoczyły. Były zbyt cenne. Przekroczyłem próg mieszkania i usłyszałem głosy dochodzące z salonu. Odwiesiłem moją skórzaną kórtkę i udałem się w tamtym kierunku.
- O, jesteś. Gdzieś ty się tyle podziewał? Już się martwiliśmy, że Ciebie też dopadli. - Niall posunął się, robiąc mi miejsce na kanapie.
 - Byłem w laboratorium spadać ten niedopałek. Dość długo mi to zajęło, nie powiem, ale wreszcie mam to, co chciałem. Znam jego nazwisko.
- No dawaj, mów! - niecierpliwiła się reszta.
- Nie podniecajcie się, bo to nazwisko pewnie wiele wam nie powie. Rachel porwał Jerry. Jerry Colins.
W pokoju zapadła cisza. Każdy chciał przypomnieć sobie cokolwiek o tej osobie. Niestety, obawiałem się, że nikt nigdy nie miał z nią styczności. Zastanawiało mnie tylko to, czego on od nas chciał. Czego oczekiwał. Pieniędzy? Władzy? To wszystko było rzeczami nadrzędnymi. Czymś błahym.
- Stary, nie kojarzę kolesia. - powiedział Louis, podając mi piwo.
- Ja też go kurwa nie kojarzę. Zastanawia mnie tylko to, czego ten frajer może od niej, nas chcieć.
- Może okupu?
- Myślisz, że jest na świecie osoba, która tak ryzykowałaby życie tylko dla okupu? Nie wydaje mi się. To musi być coś grubszego. Coś, co uda mi się odkryć. Już nie długo...
_________________________________________________
Cześć! Rozdział dodaję dzisiaj, bo jutro mogę nie mieć na to czasu. Mam nadzieję, że wam się spodoba :)
Koniec roku się zbliża wielkimi krokami, a moje oceny są... jakby to powiedzieć, nie takie jakich oczekiwałam. No nic, nie można mieć wszystkiego. Ja już nie mam siły na to, naprawdę. Byle do wakacji...
Natalia ♥ 

poniedziałek, 25 maja 2015

02| Labolatorium.

Zaparkowałem na parkingu podziemnym dużego, przeszklonego budynku. Znajdowalem się pod Instytutem Badawczym w Menchesterze. Wysiadłem z samochodu zabierając ze schowka broń. Było już dosyć póżno, ale zdawałem sobie sprawę, że wiele osób zostaje po godzinach. Nigdy nie zrozumiem naukowców tak gorliwie poświęcających się pracy. Dotarłem do wyjścia ewakuacyjnego  poza zasięgiem kamer, wywarzyłem wejście od wentylacji i do niego wszedłem. Przeczołgałem się do momentu, w którym rury tworzyły skrzyżowanie na końcu którego znajdował się system zabezpieczający. Podważyłem wieko i dostałem się do organu głównego IB, swoją drogą usytuowali go w gównianym miejscu. Jak coś się spiepszy, to nie wiem jak oni to robią, ale nie uśmiechałoby mi się siedzieć tutaj dlużej niż 15 min, nie dość, że duszno tu jak w saunie to śmierdzi jakby się co najmniej z 20 ciał rozkładało. Jak najszybciej rozłączyłem wszystkie potrzebne kable, światła na chwilę pogasły, następnie włączyły się lampy awaryjne. Wycofałem się i nareszcie uwolniłem od tego smrodu. Teraz na drodzę do celu stali tylko ochroniarze, którzy też jakoś specjalnie nie byli zagrożeniem. Nie zauważyli nawet, że coś jest nie tak, a przez brak jakichkolwiek alarmów, mogę stwierdzić, że nie zorientowali się także, że obraz z kamer zatrzymał się na godzinie 21:17 i dopuki nie kiwnę chodźby jednym palcem to się nie zmieni.

Przechodząc obok pokoju dla pracowników mogłem usłyszeć piosenkę ze znanej kreskówki, tęgi facet siedział z nogami na biurku i jadł pączka, do paska (który ledwno trzymał spodnie na jego tyłku) przyczepiony miał nienaładowany pistolet i palarizator (trzeba zaznaczyć, że model, który nie powaliłby nawet mrówki, bardziej groźny był dla tego kto go używał).

Pokręciłem głową tylko i wszedłem w pierwsze lepsze drzwi, znałem tutaj każdy zakamarek więc specjalnie nie bładziłem. Po cichu domknąłem szklaną pokrywę i ukryłem się za blatem. Wzrokiem otaksowałem pomieszczenie. Szczęście mi dzisiaj chyba sprzyjało, bo były w nim tylko dwie osoby. Kobieta i mężczyzna pochylający się nad mikroskopem i w obleśnie przesłodzony sposób dotykający swoich dłoni, co jest z tym kutasem nie tak? Przecież laska w kitlu i seks na blacie w laboratorium jest niezwykle pociągający. Zwłaszcza, gdyby pod białym strojem była sama wściekle czerwona, koronkowa bielizna. Oblizałem usta wyobrażając sobie w takim wydaniu Rachel. To chyba jedyny plus bycia tutaj. Wstałem na nogi i obeszłem parę od tyłu przyciągając za szyję do siebie dziewczynę. Zatkałem jej usta przez co szamotała się, ale gdy tylko poczuła zimny metal przy skórze od razu
przestała.



- Rób co ci każę,a nic jej się nie stanie. - warknąłem w stronę przerażonego faceta. Co za palant i tchórz. Kątem oka widziałem jak szuka pod stołem przycisku zawiadamiającego ochronę. Nacisnął go kilka razy niezbyt dyskretnie, a kiedy nic się nie stało pobielał.
- Nie ładnie. - pokiwałem palcem i nosem przesunąłem po profilu blondynki. - Taka piękna. - zajrzałem w jej odslonięty dekold, mimo, że mnie nie interesował. Chciałem, by wiedział, że moich słów się nie lekceważy, więc wyciągnąłem nóż. Ostrze naparło na jej plecy powodując palpitacje serca a potem jak gdyby nigdy nic wbiło się w przedramię. Cichy krzyk wypełnił pomieszczenie słumiony przez moją dłoń, a materiał zabarwił się na kolor szkarłatu. Brunet wyrwał się, ale zatrzymałem go jednym ruchem ręki,
- Powoli podejdź do mnie i z przedniej kieszeni kurtki wyciągnij plastikową torebkę. W środku znajdziesz niedopałek papierosa, zbadaj znajdujący  się na nim kod DNA tak, żebym wiedział do kogo należał. Nie.obchodzi.mnie,jak.to.zrobisz. - ostatnie słowa wycedziłem przez zęby. - Masz 30 min, inaczej mam fajną zabawę, w którą mogę się pobawić z twoją dziwką.

Widziałem łzy w oczach tej dziewczyny, zaciskała zęby z bólu. Wciągnąłem ją do kantorka rzucając na ziemię razem z jedną chusteczką, którą od razu przyjeła, potem ją zamknąłem. Musiałem przypilnować tego fagasa by nic nie robił, inaczej będziemy mieli tutaj masakrę, a oni będą jej głównymi uczestnikami.

*


Brunet pochylał się nad komputerem i drżącymi rękami stukał coś szybko na klawiaturze, zostało mu jeszcze dokładnie 25 min a ja nie zamierzałem czekać. Wiadomo, że Bóg wie czego nie zrobi, ale chciałem miec ogólny zarys, pewność, że da się z tego pierdolonego niedopałka coś odczytać. Wystarczy mi tylko jeden trop, mała wskazówka. Mógłbym siedzieć całą noc tutaj i zrobię to jeśli trzeba. Bo tu już nie chodzi tylko o moje życie i o to jak bardzo zapierdolę, jeśli nie znajdę Todd. Chodziłem w tę i z powrotem wyłamując palce i obracając na wskazującym za spust, broń. Trzymałem ją tak pewnie, że dla chłopaka, który zerkał co chwila na mnie to było coś wariackiego. Nie miałem zamiaru robić tu nie wiadomo jakiej rzeźi, chodziło o wzbudzenie w nich strachu, powiedzmy sobie szczerze, kto by po nich sprzątał? Wystarczy mi ta mała strużka krwi na podłodze. Miałem już powoli dosyć, kobieta w kantorku płakała dosyć głośno, gniew się we mnie kumulował tak, że miałem ochotę do niej podejść i jednym szybkim uderzeniem uciszyć na jakiś czas.



- Każ jej przestać, albo ją uduszę. - warknąłem rzucając niemiłe spojrzenie, dobrze wiem jak to jest czuć je na sobie. W dzieciństwie doświadczyłem tego wiele razy, za każdym wychodziłem z podbitym okiem, albo wybitym barkiem. Nie mówiąc już od nadszarpniętym uchu i rozciętej wardze. Nigdy tak naprawę nie było normalnie, ja nie byłem normalnym dzieckiem, więc niech on nie patrzy na mnie jak na szaleńca, bo jeszcze nie przybrałem swojej prawdziwej maski. Zaraz jak stąd wyjdę, muszę iść na siłownie, napić się, albo nakopać komuś do dupy. To jedyny sposób.

Westchnąłem, kiedy wreszcie blondynka się uciszyła. Posłuchała swojego kolegi, jak mniemam Teda i bardzo dobrze. Z chwilą wybicia 32 min zgarbiona postać się wyprostowała.

- Zrobiłem wszystko co się dało, wyniki będą za 12 godzin. Komputer musi przeszukać bazę danych i zbadać próbkę. - urywany szept wyszedł z jego ust. Co za pedzio.. - Mogę zacząć to robić, chodźby zaraz, ale proszę wypuść moją dziewczynę. - zaśmiałem się, no jasne, że chce żebym ją wypuścił.

Mimo wszystkiego skinąłem głową, a on szybko znalazł się przy drzwiach, porwał w objęcia Caitlin i zaczął gorączkowo szeptać jej imię. Przewróciłem oczami, bo serio? Robią to tylko po czymś takim? To co by było, gdyby kurwa ktoś porwał tą małą głupiutką dziwkę, bił ją, robił zdjęcia i chciał złamać psychicznie by potem wykorzystać do zdobycia pierdolonej forsy i zostawić jako wrak człowieka albo jego marną podróbkę ja się pytam. Nie wytrzymałem, popchnąłem ją i za łokieć rzuciłem o stół.
- Do roboty. - krzyknąłem, przełykając gule w gardle. Oboje zajęli się pracą, co chwilę na siebie spoglądając.



Chodziłem koło nich jak sęp. W pewnym momencie chwyciłem za tyłek dziewczyny i ostrożnie przejechałem po nim palcami, zamarła ale nie powstrzymała mnie.

Albo jej facet nie umie o nią zadbać, albo zapowiada się długa noc.


_______________________________________________________________________________

No hejka hej! Mamy nowy rozdział, pisany w przerwach nauki do sprawdzianu z ang, miałyśmy się podzielić nim z Talą na pół, ale niestety z powodów osobistych nie mogła go napisać, więc ja wymęczyłam cos takiego i lecę szybko z powrotem do książek.

Tala mówiła coś o tym,że napisze wam dłuższy na niedzielę, ale równie dobrze może on pojawić się w poniedziałek, tylko tak jak mówię nieco dłuższy z czego chyba jakoś specjalnie nie będziecie rozpaczać nie?

Piszcie jak się wam podoba, UWAGA TERAZ ROZDZIAŁY TYLKO PISANE Z PERSPEKTYWY ZAYNA, więc będzie się działo.

Mam nadzieję, że znowu tak ślicznie i licznie się wypowiecie. Za wszystkie komentarze BARDZO dziękujemy :*

Olek :)


poniedziałek, 18 maja 2015

01| Zajebiście czarna dziura.

Siedziałem w pokoju z chłopakami i cóż... Było miło. Wydaje mi się, że ja i Horan byliśmy najbardziej trzeźwi ze wszystkich. Godzinę wcześniej wbiło do nas jeszcze paru kolesi, którzy wiele razy uczestniczyli w naszych akcjach. Jednym słowem możemy im ufać.
- Nie brakuje wam tutaj kobiet?- spytał Josh.
- Wiesz... jest tu taka jedna, ostra jak brzytwa. - zaśmiał się Louis.





We mnie zaczęło się powoli gotować. Nikt nie mógł mowić tak o Rachel, a zwłaszcza Tomlinson. Przecież on za nią nawet nie przepadał, więc co się zmieniło? Rachel to ostra sztuka, ale jest moja. Tylko i wyłącznie moja.
- Przyprowadź ją. Chcę ją zobaczyć. - powiedział brunet, rozkładając się bardziej na fotelu. Zacisnąłem pięści, ale nie mogłem nic zrobić. Dlaczego? Jeżeli zacząłbym się awanturować, automatycznie miałbym przesrane, bo od razu zaczęłby by się głupie docinki i telefon do Harrego. Nie bałem się go, ale musiałem także uważać, za bardzo zależało mi na tej robocie i... Rachel. Tak, zależy mi na niej. Już nie chcę się okłamywać, bo jest to po prostu bez sensu. Może jej nie kocham, ale na pewno nie jest dla mnie kolejną dupą do zaliczenia. Może na początku, kiedy Styles pokazał mi jej zdjęcie, wiedziałem, że będę mógł na tym dość przyjemnie skorzystać. Nigdy jednak nie zrobiłem tego wbrew jej woli. Zresztą... o czym ja mówię? Oboje jesteśmy tacy sami jeśli chodzi o TE sprawy. Kiedyś Eleanor mi powiedziała, że jesteśmy tak zajebiście różni i podobni zarazem. Spojrzałem w stronę Josha, który czekał, aż Horan przyprowadzi Rachel. Mroziłem go wzrokiem, bo nic innego nie mogłem zrobić. Spojrzał na mnie.
- Co jest stary? - spytał zdezorientowany.
Już miałem coś powiedzieć, ale zobaczyłem bladą twarz Horana. Patrzył się na nas i nie mógł wydusić słowa. Zerwałem się i pobiegłem do sypialni. To co zastałem było tak przerażająco znajmowe... Pokój był w rozsypce. Wszystkie rzeczy Rachel rozwalone były po całym pomieszczeniu.
- O co chodzi? - za mną przyszła reszta - O kurwa...
Louis za głowę i oparł o ścianę. Nie uciekła. Nie mogła. Zresztą... obiecała mi. Ktoś musiał zabrać ją stąd siłą. Walczyła. To było pewne. Ona nigdy nie pozwoliłaby się zabrać stąd. Spojrzałem na środek pokoju. Leżało tam zdjęcie zrobione polaroidem. Była na nim Rachel. Nie płakała...Moja dzielna dziewczyna. Miała zaklejoną twarz taśmą i potargane włosy. Nie patrzyła się w stronę aparatu, ale miała przekrzywioną głowę. Spojrzałem na jej policzek. Był cały czerwony... Jeżeli oni ją uderzyli, nie daruję im tego. W ogóle im tego nie daruję. Nikt nie ma prawa jej dotykać.
 - Co robimy? - usłyszałem przestraszony głos Nialla.
- Kurwa! - krzyknąłem i uderzyłem ręką w ścianę zostawiając tam stały ślad.
- Nie denerwuj się. Nic nam to nie pomoże. Musimy ją znaleść... inaczej Harry zabije każdego z nas pokolei. Nie możemy mu póki co nic powiedzieć, bo to skończy się i dla niej i dla nas tragicznie. Wiesz jaka jest Rachel... Poradzi sobie. - trzepnął mnie po ramieniu.



Miał rację. To nie jest pierwsza lepsza dziewczyna. To maszyna do zabijania. Mimo wszystko jest krucha... Wiele razy udało mi się dotrzeć i zobaczyć, że tak naprawdę to dalej cierpi. Każdego jebanego dnia.
- Jak ty to sobie wyobrażasz? A jeżeli zadzwoni i będzie chciał z nią rozmawiać? Co jej powiesz? Że wysłaliśmy ją na wakacje do spa? Pomyśl.
- Coś wymyślimy. Zrozum kurwa, że jeżeli Styles się dowie to jesteśmy martwi. Wszyscy. Spojrzał także na Josha i resztę jego kolegów.
Co jak co, ale to przy nich porwano Rachel. Mieli obowiązek jej pilnować tak samo jak my. Dziewczyna jest czymś najcenniejszym dla Harrego. Nikt tak naprawdę nie wie czego od niej chce. Wiemy tylko, że mamy ją sprowadzić do niego na Alaskę za wszelką cenę. Żywą.
- Dobra... Może masz rację. Mimo wszystko musimy ją znaleść. Szybko.

Nic więcej nie musieliśmy mówić. Nie było to potrzebne. W jednej chwili, każdy wiedział co ma robic. Część chłopaków zajęła się przeszukiwaniem pokoju, gdy chwyciłem Horana za bluzę i wciągnąłem w ciemny kąt pomiędzy łazienką, a główną sypialnią El. Louis zadbał o to, by zabrać ją zanim rozpęta się wojna, miał mieć teraz trochę czasu dla siebie, więc oboje spakowali się i wyjechali. Cóż, chciałbym być na ich miejscu. Miałem nadzieję, że Niall pomoże mi, wkońcu był z Rachel najbliżej i ta sytuacja zostanie pomiędzy nami.
- Możesz ją jakoś namierzyć?
- Jasne, miała telefon więc jeśli go nie znaleźli.. - przerwałem mu, uderzając pięścią zaraz koło jego twarzy w ścianę.
- Kurwa! Zabrałem jej go, jak tylko dojechaliśmy tutaj! - zaczynałem się drzeć, bo cholera, zrobiłem coś tak glupiego. Zacząłem chodzić po pokoju w te i z powrotem, dłońmi energicznie przeczesywałem i tak już zmierzwione włosy, kiedy wpadłem na pomysł.

-Sprawdź system, The Crips, Tom ten kumpel Rachel, skontaktuj sie z nim, będzie wiedział o co chodzi.
- Zayn? - spojrzałem na niego.
- No?
- Kim on jest?
- On? On jest naszym szpiegiem. - wzruszyłem ramionami. Prawda o Tommym, przyjacielu Todd z dzieciństwa jest taka, że jej szukał, a kiedy nie mógł znaleźć wpadł na nas, zupełnie ''przypadkiem'', i żebym odpracować dług musiał dla nas coś zrobić. Bo to nie tak, że w otoczeniu brunetki były same serdeczne osoby, a ona nie miała pojęcia o przestępczym świecie. Żyła w nim cały czas, zupełnie nie wiem jak mogła się nie połapać. Tak świetnie do niego pasuje, jeśli miałbym wybierać pomiędzy jej wersjami wybrałbym tą, w której zabija faceta z taką precyzją, że kula przelatuje dosłownie milimetry ode mnie i trafia prosto w głowę, tego do którego mierzyła. To kurewsko seksowne. Serio, ostre laski to najlepsze laski. Wróciłem do pomieszczenia. W środku było pełno tych debili, przeżucali jej ubrania, wywalali szafki z biurka i przeglądali osobiste rzeczy, a wystarczyło tylko podejść do otwartego okna i mieć trochę spostrzegawczości.

Na obdrapanym parapecie dało się zauważyć popiół z papierosa, a pod nim cały niedopałek, który z pewnością nie należał do nikogo z nas. W gronie osób, które przebywały w pokoju paliliśmy tylko ja i Todd, oboje korzystaliśmy z jednej paczki, a ten papieros do niej nie należał. Wściekły odesłałem wszystkich i nakazałem zachować milczenie pod groźbą wybicia ich co do jednego. Byłem w stanie to zrobić, nie oszukujmy się, zero litości (tak uczył mnie Mike) nawet dla swoich, masz dbać tylko o siebie, masz przeżyć. Miałem nadzieję, że Rachel o tym wie. Chwyciłem foliowy woreczek i ostrożnie podniosłem przedmiot. W mieszkaniu zostaliśmy tylko ja i Horan i dowód, że ktoś ukradł nam nasz skarb, zostawiając jak jakiś bezmyśly dupek do niego mapę.




-Nikt nie szykował takiej akcji, The Crips o dziwo są czyści. Tom się wściekł i chodzi jak popieprzony, chce nam pomagać.
- Cholera jasna! Powiedz mu co ma robić i lepiej dla niego, żeby wykonał zlecenie, mam coś co może nam pomóc. - pomachałem torebką. Blondyn uśmiechnął się lekko, ale nagle spoważniał.
- Wiesz co to oznacza?
-Tak, skoro to nie my, ani nie oni, to jest ktoś trzeci. Ktoś, kto zdaje sobie sprawę, o co idzie gra i chce ją wygrać.

Pokręciłem głową. Wsiadłem do samochodu i pojechałem do najbliższego laboratorium. Trzeba zbadać to gówno.

_____________________________________________________________________________

Hej hej hej! Witamy was z nowym rozdziałem, sceptycznie nastawione do tej sytuacji z komentarzami, mamy nadzieję, że coś to dało, bo serio mamy tyle czytelników, że chciałybyśmy by dzielili się z nami naszą opinią. Żeby nie było, że nie doceniamy, że jesteście. Bardzo wam za to dziękujemy! Mamy pierwszy, dosyć zagmatwany, z PERSPEKTYWY ZAYNA *-*

Trochę krótko, ale musiałyśmy zakończyć w tym momencie.

Piszcie co o nim myślicie i do następnego poniedziałku <3

Olek&Tala

sobota, 9 maja 2015

Niestety

Cześć. W sumie to przypuszczałyśmy, że do tego dojdzie prędzej czy później... Nie mamy już siły i cierpliwości. Napisanie rozdziału nie jest rzeczą łatwą. Mi obrobienie, napisanie PROLOGU zajęło około 1,5 godziny. Zauważcie, jakiej długości są rodziały w porównaniu do niego. Dla nas jest to ogromna przyjemność, ale kiedy wchodzimy na bloga i widzimy godzinę po dodaniu rozdziału 40,50 wyświetleń pod nim, a 2,3 komentarze to naprawdę mamy ochotę rzucić to w cholerę. Jest gartka osób, które są naszymi stałymi czytelnikami i komentują KAŻDY rozdział... Praginiemy im ogromnie podziękować, bo pewnie gdyby nie one to liczba komentarzy wynosiłaby 0. To jest bardzo przykre, bo czujemy, że po prostu nikt nie docenia naszej pracy. Wyobraźcie sobie, że przygotowujecie się do sprawdzianu tydzień, umiecie wszystko, przychodzicie go odebrać wraz z oceną, a na kartce widzicie 1. Widzisz jakie to uczucie? Coś takiego czujemy za każdym razem, kiedy patrzymy na liczbę komentarzy. Nie jest to miłe.

Jaka jest nasza decyzja? Jeżeli sprawa nie przyjmie innego obrotu, bloga zamykamy i zwijamy to wszystko. Alarmowałyśmy już wiele razy i jedyne co, to stworzyło się błędne koło:

Rozdział --> Mało komentarzy --> Nasza apelacja --> Rozdział --> Dużo komentarzy --> Rozdział --> Rozdział --> Mało komentarzy...

I TAK W KÓŁKO.

Zobaczymy jak sprawa będzie się miała po paru rozdziałach. Jeżeli bez zmian, to tak  jak już mówiłam... koniec. Nie chodzi nam o to, żebyście pisali komentarze długości rozdziału, ale nawet słowo super wystaczy. 


Natalia&Ola

piątek, 8 maja 2015

Prolog

Ciemność. Tylko to byłam w stanie widzieć spod przymkniętych powiek moich oczu. Nic nie słyszałam albo po prostu  umarłam? Czekałam na przyjście diabła po to, ażeby zabrał moją duszę do piekła. Zasługiwałam na to. Wiedziałam o tym bardzo dobrze, bo zdawałam sobie sprawę z tego, jaka jestem albo...byłam. Cóż, nikomu nie obiecywałam, że się zmienię. Chciałam dokończyć to, co zaplanowałam już bardzo dawno temu. Nie przypuszczałam, że może połączyć mnie coś, na pozór tak wspaniałego i nieodkrytego, z Zaynem. Był przecież moim wrogiem do chuja. Co się stało? Dlaczego straciłam nad tym kontrolę? To... To dużo zmieniło. Nagle poczułam szarpnięcie, jednak dalej nic nie słyszałam ani widziałam. To było chore, ale znajome. Zresztą moje życie już dawno przestało być normalne. Boże... ale ja jestem popierdolona. Zaśmiałam się w duchu. Nagle ktoś zerwał taśmę z mojej twarzy... Tak, taśmę. Poczułam ją dość... mocno. Amatorzy. Prychnęłam. Ujrzałam przed sobą trzech mężczyzn uzbrojonych po pas. Czyli mnie znali? Oh, z pewnością. Inaczej by cię nie porwali idiotko. Nie okazywałam strachu, ale przyznam, że byłam zaniepokojona.
- No cześć... April. - odezwał się jeden z nich.
O ile się nie mylę, był to przywódca. Dystans jakim obdarzali go jego koledzy był wyczuwalny na kilometr.
- Cześć... popierdoleńcu? - nie wiedziałam jak go nazwać.
Facet zaśmiał się i zrobił zamach. Poczułam ogromny ból na moim policzku. Ałć, zabolało.
- Już na samym stracie musiałaś mnie zdenerwować...Coś czuję, że się nie polubimy. - odparł, kucając przy mnie.
- O kurczę, no szkoda. Może następnym razem. - puściłam mu oczko głupio się uśmiechając.
Tak, uwielbiałam prowokować. Miałam to chyba we krwi.
-  Mała, posłuchaj. Dość się ciebie naszukałem, więc błagam. Zamknij kurwa buźkę i mnie posłuchaj. Jesteś przynętom, rozumiesz? Moim prywatnym robaczkiem, którego nabiję na haczyk, jeżeli nie będziesz mnie słuchać. Mam nadzieję, że załapałaś metaforę. - oblizał usta.
W tej chwili już nie było mi tak do śmiechu. Przydupasy wraz z największym przydupasem opuścili to pomieszczenie, którym był pokój z łóżkiem i stolikiem nocnym. W tej chwili wiedziałam, że to może skończyć się tragicznie. Musiałam ich ostrzec. Mimo tego, że to przez nich tutaj jestem i to przez nich to wszystko się w ogóle zaczęło. Jednak... Jednak teraz to już nie miało większego znaczenia. Liczyło się to, aby uratować to, co mi pozostało. Wykonać jeden jebany, dobry uczynek na tym niesprawiedliwym świecie. W mojej głowie pojawiło się jedno słowo, jedno imię. Tylko jedno.
ZAYN

 ________________________________________________________

Cześć! Wiem, że prolog miał być wczoraj, ale zapomniałam całkiem o tym, aby go dodać. Obudziłam się o 2 w nocy i naprawdę miałam zamiar go wstawić, ale stwierdziłam, że pewnie większość osób już śpi... Nieważne.

Mamy kolejną część bloga! Jego szata graficzna się prawdopodobnie zmieni, więc czekamy na propozycje. Przepraszam za moją nieobecność, ale miałam problemy zdrowotne. Trzymajcie się cieplutko! 
Natalia xo