czwartek, 17 grudnia 2015

15| Spokój?

Wróciliśmy do mieszkania, tylko my. Nasza trójka, szczęśliwi, ja w poszarpanych ubraniach w uścisku dwóch najbliższych mi osób. Pomogli mi usiąść na kanapie i przynieśli lód na moją obolałą stopę. Noga puchła i robiła się lekko fioletowa. Wiedziałam jak się nią zająć więc nie panikowałam. Podniosłam się do siadu i rozdarłam koszulę, kilka guzików posypało się po sofie, a ja w końcu mogłam oddychać.

Związałam włosy w niechlujnego koka w momencie w którym dwie pary oczu zaczęły mi się przyglądać. W prawdzie prawie nie miałam na sobie ubrania, a oni byli facetami, ale to chyba jeszcze nie powód by tak obsesyjnie się w kogoś wgapiać.

-Co jest?
-Pilnujemy cię. - odpowiedzieli chórem i obaj podparli głowę ręką. Okej.. to się robiło dziwne. Przewróciłam oczami, a Zayn się roześmiał.

-Jest tu dopiero od 15 min, zdążyła przewrócić trzy razy oczami, prychnąć, za każdym razem użyć sarkazmu i wkurzyć mnie tym wszystkim. Jak ona to robi? - dopiero teraz napięcie zniknęło z jego twarzy, uśmiechał się a w tym robiły to też jego oczy. Z rozbawieniem rozsiadł się na kanapie i szturchnął Horana. Po raz kolejny zrobiłam młynek oczami i przybrałam groźną minę.

Byłam w mieszkaniu z którego mnie porwano, ktoś mnie śledził, to nie jest normalne by tak po prostu siedzieć w tym samym miejscu kilka tygodni później.

-Musimy się stąd wynosić. Tak jak pisałam ktoś mnie śledził, myślę, że zgubiłam go. Nie jestem tego w stu procentach pewna, ale... mam taką nadzieję. 

- Dobra, masz jakiś plan? 

- W zasadzie to... mam. Trzeba to wszystko spalić.

- W sumie dobry pomysł... Czekaj, co? Zwariowałaś? - Malik ożywił się momentalnie -  Chcesz zniszczyć wszystko to, na co pracowaliśmy tyle lat? To, co stworzył twój ojciec? 

Na te słowa lekko się wzdrygnęłam, ale nie dałam po sobie tego poznać. 

- Nie mamy innego wyjścia. Dobrze o tym wiesz. - mówiłam, wiążąc supeł przy nodze, która z każdą chwilą stawała się większa. 

- Rachel ma racje. Spójrz, jeśli wyjedziemy i zostawimy to wszystko, mają nas w garści. Dobrze wiesz ile informacji tutaj się znajduje. Imiona, nazwiska, numery kont, a przede wszystkim... dane naszych rodziców. Chcesz żeby coś się im stało? 

Zauważyłam, że na słowo rodzice Zayn zamknął oczy. Nie wiedziałam, co między nimi zaszło i dlaczego Zayn nie utrzymuje z nimi kontaktów, ale w zasadzie... nie chciałam go o to pytać. Tak samo, jak nie chciałam, że ktoś pytał o to samo mnie. Wiedziałam, że zanim się stąd zmyjemy, musimy wysadzić to  wszystko w powietrze. Ryzykowne, ale skuteczne. 

- Dobra, to jak to robimy? - spytał Malik, pomagając mi przy mojej nodze.

- Po pierwsze, trzeba zebrać najważniejsze informacje i zgrać je na jeden plik. Trzeba go dobrze ukryć, znam kolesia, który umie wmontować takie rzeczy w telefon, naszyjnik, pasek od spodni, cokolwiek chcesz. Trzeba się z nim skontaktować, mogę się tym zająć. Przede wszystkim potrzebna nam bomba. Macie coś w zanadrzu? 

- Myślę, że coś się znajdzie. - chłopcy wymienili jednoznaczne spojrzenia. 

- Dobra ja idę zrobić coś do jedzenia. 

Kiwnęłam głową i już chciałam wstać i iść do sypialni Zayna znaleźć coś do założenia na siebie, ale poczułam, że ktoś łapie mnie za rękę i przyciągnął  mnie do siebie. 

 - Nigdy. W całym moim życiu nie bałem się tak bardzo o Ciebie. Jak sobie pomyślę, że oni mogli... Błagam, powiedz mi, że nie... 

- Cii - przytuliłam Zayna do mojej piersi i włożyłam rękę w jego włosy, aby się rozluźnił. Zamknęłam oczy. 
Szarpała tak mocno, że dostała kilkanaście ciosów wymierzonych pasem, odbiła się nawet klamra na jednym z jej pośladków. Dotykana była wszędzie, aż nie zrobiło się jej niedobrze i nie zwymiotowała, potem długo jeszcze próbowała wyrzucić ze swojego ciała pokarm, którego tam nie było. Aż wreszcie mężczyzna wdarł się do jej środka i poruszał szybko, ostro i niekontrolowanie sprawiając sobie przyjemność. Może i nawet by jej się to podobało, gdyby nie to, że jej całe jestestwo krzyczało, a dusza wiła się w agonii. Bolało tak jakby ktoś palił ją na stosie. Wszystko zaszło mgłą, a ona całą noc spędzoną z tą bestią doprowadzająca siebie do wielokrotnego spełnienia wyobrażała sobie twarz Zayna Malika.
Teraz mogłam patrzeć na niego godzinami. 

- Powiedz, proszę powiedz to.  

Nigdy... prawie nigdy nie widziałam go w takim stanie. Był roztrzęsiony i zagubiony. 

- Nie, nic mi nie zrobili. Broniłam się. - zacisnęłam usta.

- Tak strasznie mi ulżyło. Modliłem się, żeby to się nie wydarzyło. Tak strasznie się o Ciebie bałem.

Wiedziałam, ze powinnam powiedzieć mu prawdę. Wiedziałam też, to nie skoczyłoby się dobrze. Zayn wpadłby w furię. Przytuliłam go mocniej obiecując sobie, że nikt nigdy nie dowie się o tym, co działo się w tej celi. To będzie moja tajemnica. Mój sekret.

- Dobra gołąbeczki, obiad gotowy! - nagle do salonu wparował szczęśliwy jak nigdy dotąd Niall.

Uśmiechnęłam się do Zayna jak gdyby nic, złapałam go za rękę i udaliśmy się do kuchni. Faktycznie, wszystko było gotowe. Na stole czekał na nas makaron, sos i szampan. Spojrzałam pytająco na blondyna.

- Stwierdziłem, że trzeba uczcić to, że mamy cię w końcu tutaj z powrotem. Wiesz Rachel... Zayn wariował jak cię nie było. Dosłownie. Wydawało się, że będzie dupczył każdą poduszkę, rzecz jaka stanie mu na drodze. Pewnie jego pytonik dzisiaj ujrzy światło dzienne. - poruszył zabawnie brwiami.  Malik w odwecie rzucił go makaronem.

- Stary, taka prawda! - Horan ściągał z siebie długie nitki makaronu do spaghetti.

W końcu poczułam, że jestem z tymi z ludźmi, z którymi powinnam być. Wszystko co złe, za niedługo się skończy. Będzie dobrze. Będę w końcu szczęśliwa.
______________________________________________

I mamy 15! Jak wam się podoba?
Tala

6 komentarzy: