piątek, 16 października 2015

12| Strzał.

Wiedziałam, że nie mogę dłużej zostać u Luka. Wiedziałam też, że nie mogę tam wrócić. Dzięki niemu zauważyłam, że jednak są dobrzy ludzie na tym świecie, jakieś cząstki, dla których nie liczy się tylko kasa. Z plecakiem na plecach podążam w stronę metra. Jest późno, nawet nie zauważyłam, kiedy zrobiło się tak ciemno i ponuro. Powietrze jest gęste, otulone mgłą,  która nadaje temu wszystkiemu odrobinę tajemniczości. Poprawiam szlufkę mojego plecaka, który jest ze mną od początku tego całego syfu. Po chwili czuję lekką wibrację w moim telefonie. Wyciągam go i odbieram. Słyszę głos Luka.
- Rachel, gdzie ty jesteś?
- Słuchaj, wiem, że nie powinnam tak znikać, ale... nie mogę dłużej u Ciebie zostać. Dziękuję za to, że mi pomogłeś. Dziękuję, że nie sprzedałeś mnie policji, chociaż miałeś do tego pełne prawo. Może... może nawet powinieneś to zrobić, ale nie zrobiłeś. Takich ludzi jak ty bardzo sobie cenię, wiesz?
- Co teraz z Tobą będzie? Gdzie pójdziesz? Nie masz ani domu, ani pieniędzy.
Zaśmiałam się do słuchawki, no tak, przecież on nic o mnie nie wie.
- Luke, dużo rzeczy o mnie jeszcze nie wiesz. Nie jestem tą osobą, za którą się podaję. Teraz jestem na takim etapie życia, że nie wiem co dalej będzie. Muszę zrobić coś złego, bardzo, ale to bardzo złego. Nie chce Cię w to mieszać. Jesteś za dobrym człowiekiem. Nie chcę Cię psuć, bo wystarczy, że sama jestem zepsuta.
- Co ty pieprzysz! Nie możesz tak odejść, przecież nawet nie wyzdrowiałaś do końca!
Boże, jaki on jest dziecinny... Przewróciłam oczami na jego słowa.
- Czasami trzeba podjąć ryzyko, rozumiesz? Ja znikam, nie ma mnie, nie istnieję. Zapomnij, że mnie znalazłeś, że zatrzymałam się u Ciebie. Tak będzie lepiej. Dziękuję jeszcze raz za wszystko.
- Ale..
- Żegnaj Lukey.
Rozłączyłam się i po raz kolejny tego dnia, wymieniłam kartęe, uprzednią łamiąc i wyrzucając do kosza. Nie jestem w stanie zliczyć, ile już kart przewinęło się przez moje ręce. Miałam trzy dni na dostanie się do Menchesteru, ale to mi wystarczyło.
Nie mogę się doczekać spotkania z Zaynem. Jest moim uzależnieniem. Nie wiem kiedy to się stało, ale mogę śmiało przyznać, że jest teraz najważniejszą osobą w moim życiu.  Może dlatego, że inne osoby to twoi wrogowie idiotko? Niall... za tym chłopakiem też tęsknię. Szanuję go ogromnie za to, że zdecydował się nam pomóc. Jest dla mnie jak brat, którego nigdy nie miałam. Jako małe dziecko, zawsze chciałam mieć starsze rodzeństwo, najlepiej właśnie brata, który miał mnie chronić przed światem, złem i potworami, które noc w noc opanowywały moją szafę. Tata był dla mnie wszystkim w jednej osobie. Był moim nauczycielem,matką, ochroniarzem, ojcem... Teraz rozumiałam, dlaczego zawsze kładł nacisk na moją sprawność fizyczną i zdolność do samoobrony. Wiedział, że kiedyś to bardzo mi się przyda. Kiedy stałam wpatrzona w niebo, zorientowałam się, że czas przyjazdu metra jest bliski, więc szybkim krokiem zeszłam do stacji metra. Nie było tam nikogo. Po ziemi walały się kawałki starych wydań  gazet i innych śmieci. Czułam wyraźny zapach stęchlizny. Po chwili nogi zaczęły mi drżeć, co oznaczało, że metro nadjeżdża. Upewniłam się, że pieniądze są na swoim miejscu i wsiadłam.



W metrze były może trzy osoby, ale kompletnie nie zainteresowane tym, kto wsiadł na tym przystanku. Skupione były na swoich książkach, gazetach czy telefonie. Odpowiadało mi to. Im mniej osób zainteresowanych, tym lepiej. Wolałam pozostać w ukryciu, bo tak zawsze jest bezpieczniej. Zawsze jest to mniejsze zagrożenie. Teraz musiałam uważać podwójnie, bo wiedziałam, że zło czeka za rogiem. Ryzykowałam bardzo dużo, ale nie mogłam nic innego zrobić. Metrem miałam jechać jakieś 20 minut, do najbardziej odległej części miasta. Pewnie zdziwicie się, że jeździ tam metro, ale cóż... wiele osób z tamtych terenów pracuje w mieście i to po najniżej krajowej. Można więc powiedzieć, że jest to jedyny środek transportu odwożący ich do pracy. Postanowiłam sobie usiąść, nie męczyć się wtedy, kiedy nie trzeba. Po chwili przysiadł się do mnie staruszek, około 60 z uśmiechem na twarzy.
- Panienka to się nie boi tak jeździć sama o tej porze? - spytał
- Nie boje się - odpowiedziałam obojętnie.
- Eh, Ci młodzi to teraz tylko narkotyki, alkohol papierosy i Bóg wie co jeszcze.
Zaśmiałam się pod nosem. Nie chciałam być nie miła, ale dziadziuś nie wyglądał na takiego, co ma na ten temat jakieś pojęcie.
- Wie pan, to zależy od człowieka.
- Panienka wygląda na taką, co nie wie gdzie się w życiu podziać. Nieszczęśliwe zakochana?
Ależ przeciwnie!

- Nie, nie jestem zakochana. Przepraszam, ale się spiesz...
Nie zdążyłam dokończyć, bo na stacji do metra wsiadło dwóch kolesi. Bardzo podejrzanych kolesi. Odruchowo złapałam za gazetkę dziadka i zakryłam nią twarz.
- Panienka się czegoś boi?
- Widzi pan tamtych dwóch, którzy wsiedli na tej stacji?
- Tych przerosłych gogusiów w skórzanych kurtkach? A no są, siedzą sobie 3 miejsca przed nami.
- Cholera
Mężczyzna skarcił mnie wzrokiem.
- Dobrze, zrobimy tak. Panienka mi poda moją laskę, o tam leży, na przeciwko!- wskazał ręką na drewnianą laskę z wygrawerowanym imieniem- Ben
- Co pan chce zrobić?
- Pomogę Ci, wy młodzi myślicie, że to dziadki się już do niczego nie nadają! Słuchaj, ja ich zagadam, a ty na najbliższej stacji zwiejesz, rozumiemy się? - uśmiechnął się do mnie ciepło.
- Nie wiem jak mam Panu podziękować...
Mężczyzna wstał, machnął ręką, uśmiechnął się ostatni raz i udał się w stronę tej dwójki. Bałam się o niego, bo wiem, jak agresywni mogą być. Musiałam jednak uciec, bo wiedziałam, że przeszłość coraz bardziej mnie ściga. Nie mogłam tam wrócić... Po prostu nie mogłam. Poczułam, że zaczynam się cała trząść. Nie wrócisz tam do cholery jasnej, uspokój się, słyszysz? Karciłam sama siebie w myślach. Spojrzałam w stronę Bena, który siedział już przy dwójce nieznajomych, próbując ich zagadać. Puścił mi oczko i przystąpił do akcji. Metro w tym czasie zatrzymało się, a mnie w środku już nie było. Po chwili usłyszałam strzał. Zatrzymałam się i zatkałam dłonią usta.

wtorek, 6 października 2015

11| Plan. (+mała niespodzianka)

Zayn

Czułem, że moje serce na chwilę przystało, aby móc znowu bić swoim własnym tempem. Nie wiedziałem, czy mój mózg dobrze zarejestrował słowa, które wypowiedziała Rachel. Patrzyłem w telefon, ale nie wiedziałem co mam odpowiedzieć, to samo Niall. Patrzył na mnie przerażonym wzrokiem, mimo że widziałem te jego guwniane ogniki w oczach i determinację.
- Co? - tyle zdołałem z siebie wykrztusić.
- To co słyszałeś, muszę go zabić i w końcu to wszystko zakończyć. Za długo to trwa, Zayn. Zdecydowanie za długo. 
- Ty chyba nie mówisz poważnie...? 
- Mówię to jak najbardziej poważnie. Sami zobaczcie co on z wami zrobił. Co zrobił z moim życiem. Jestem doskonałym przykładem na to, jak łatwo zniszczyć wszystko co kochasz w ciągu sekundy. Tak jak mówiłam albo mi pomożecie, albo załatwię to na własną rękę.
- Ty nie wiesz w co się pakujesz, Rachel. - odezwał się blondyn.
- Nie mam wyboru, zrozumcie. Daje wam tydzień do namysłu. Sprawa jest prosta... 
- Nie jest prosta, Rachel. Jeżeli się nie zgodzimy, nasze drogi się rozejdą, tak? 
Dobrze wiedziała o czym mówię. Nikt poza nami nie znał tak na prawdę znaczenia tych słów, które w tym momencie odgrywały tak bardzo znaczącą rolę.
- Słuchaj... - westchnęła- to zależy tylko od Ciebie...
Świetnie. Musiałem wybierać, chociaż zdawałem sobie sprawę, że gdybym tylko mógł od razu rzuciłbym to wszystko w cholerę i pojechał do niej od razu. No właśnie, gdybym mógł. Nie mogłem zostawić chłopców, bo czułem się w jakiś sposób za nich odpowiedzialny. Zawsze to ja podejmowałem kluczowe decyzje, chociaż nigdy nie nazwałem siebie szefem.



-To zobaczenia za tydzień. Przyjeżdżasz do nas, a potem działamy na moich zasadach. - mimo wątpliwości zasisnąłem szczękę i zdecydowałem się na coś co mogło być katastroficzne w skutkach.
-Twoich warunkach? - prychnęła. Wiem, że jest teraz wściekła, ale nie porzucę swoich racji od tak, muszę wiedzieć co kombinuje, czym się kieruje i czy ma plan awaryjny. Harry to skurwysyn ale jest tym, którego znam prawie od początku, zawsze był władczy i zbuntowany, mimo to nie przeszkadzało mi to tak bardzo bo sam taki byłem, później zacząłem dostrzegać jak bardzo to wszystko było szkodliwe. Nie było dnia, żeby nie oberwał od Mike'a, bo coś zawalił, albo nie zastosował się do poleceń, do każdego planu dokładał coś swojego, dbał żeby nie było nudy i żeby każdy go podziwiał, aż zaczął walczyć. Nie z nami czy z samym sobą, ale z ojcem Rachel, kłócił się i zamykał z nim w gabinecie do którego włamała się Todd, myślałem że coś tam znajde, jednak myliłem się. Chciałem odpowiedzi, bo nie wiem dlaczego ale Styles ukarał za coś Mike, może chciał po prostu własy.. Jednak cholera ta dziewczyna była dla mnie ważna i byłem między młotem a kowadłem.

-Nie dyskutuj, obmyśl plan i wracaj do nas, jeśli coś pójdzie nie tak, zrobisz co będziesz musiała. Ja i Niall ci ufamy, ty też nam zaufaj. - rozłączyłem się i rzuciłem telefonem o ziemię. Nie byłem pewien niczego. Wrzasnąłem z frustracji, to już prawie miesiąc gdy zwodze Harrego, trzyma mi nóż na gardle, niemal w dosłownym tego słowa znaczeniu kurwa! Klnąłem na wszystko i wszystkich. Musze zadzwonić do Stylesa i mu wszytsko wyjaśnić, narazie nasza przykrywka to taka, że mamy tutaj trochę kłopotów z tym gościem, co się napatoszył. W gruncie rzeczy to prawda, gość narobił nam wszystkim tylu problemów. Musiałem w akcje wtajemniczyć Liama i Louisa, mimo to żaden z nich nie wie, że kontaktujemy się z Rachel. Jest coś co nie pozwala mi im zaufać w tej kwestii, więc zleciłem im jej poszukiwanie, wiem że jedyne co robie w tym momencie to tracę nasz cenny czas, ale to jedyne wyjście narazie.

Przestałem kopać rozwalone krzesło w momencie, gdy poczułem ciepłą dłoń na ramieniu.
-Tydzień.. wytrzymaj tydzień, potem wam pomogę. - powiedział z determinacją w oczach.
-Co? -nie wierzyłem w to co słyszę, Niall chce nam pomagać? Do cholery przecież to się nie uda.. ja nawet nie wiem co czuje do tej dziewczyny, wszytsko w moim umyśle jest tak ciemne, niejasne i zagmatwane. Potrzebuję pomocy.
- To co słyszysz, pomożesz tej złamanej dziewczynie, bo to jedyne czego pragnę, choćbym miał zginąc, kocham ją jak siostrę, którą straciłem. Teraz mam wybór i nie pozwolę jej skrzywdzić, zadbaj o to. Potem możesz ją zostawić, zrobić cokolwiek.
-Niall.. jak ty? - nie umiałem dobrać słów.
-Chodź, musimy obgadać wszystko.


Potem rozmawialiśmy długo, zamknięci w moim domu na cztery spusty, ciężko mi było tutaj wrocić, zwłaszcza, że byłem tu ostatni raz z nią. Potłuczone szkło nadal gdzieniedzie leżało na ziemi w kuchni. Tak bardzo pragnę wrócić do tych chwil. To było tak dawno..

Ostatecznie ustaliliśmy termin powrotu, miało to być za 5 dni w Menchesterze, miała przyjść do naszego mieszkania poszarpana i poplamiona krwią. Czekałem na ten moment jak dziecko na święta, bo byłem pewien że w tej roli będzie świetna i seksowna, a ja wkońcu ją zobacze. Plan był taki, że wraz z jej powrotem wracamy z powrotem w trasę, jedziemy do Harrego, a potem się zobaczy. Chcę wierzyć, że wyjdziemy z tego cało, ale boję się pomyśleć, że stracę kogoś na kim mi zależy, Niall jest pewny swego, a ja czuję, że jest mi jak brat, nie wybaczę sobie jeśli kogoś jeszcze zabraknie w moim życiu.




Rachel

To już tylko trzy dni, odliczam je jakbym czekała na ważne wydarzenie a w gruncie rzeczy musze wrócić i się ukorzyć. Z jednej strony chcę to zrobić, bo to może być ostatnie spotkanie moje z chłopakami. Tak się z nimi zżyłam, że oddycham bo to by ich zobaczyć, wierzę że uda mi się zrobić to o czym marzę tak dawno. U Luke'a jest mi dobrze, mogę robić to na co mi się podoba w chwilach kiedy nie myślę o wszystkim innym, jak o sposobie zamordowania Stylesa, chcę zrobić to wolno, zadając niewyobrażalny, palący ból. Zdaję sobie sprawę, że w morderstwo rodziców zamieszanie jest więcej osób, ale wiem że głównym odpowiedzialnym jest on. Za każdym razem mam przed oczami jego lodowate, zielone oczy, zdradziecki uśmiech, a w uszach ten arogancki ton. I pomyśleć, że miałam go wtedy na wyciągnięcie ręki, byłam tak blisko. Wtedy nie wiedziałam nawet, że to ten który zadał mi tyle bólu, obserwował mnie, nie wiem tylko dlaczego nie wykończył mnie w tamtej chwili. Zadał sobie i chłopakom tyle trudu, żeby mnie porwać i więzić kiedy mógł to zakończyć już dawno temu i mieć spokój. Wiem, że dokonał tylu czynów po to żeby mieć władzę, nie mogę zrozumieć co nim kierowało.


Przecieram zaspane oczy i rozciągam się, moje kości szczelają, ale to dobre uczucie, przynajmniej wiem, że żyję. Ubieram na siebie czarne obcisłe rurki, białą dopasowaną bluzkę i skórę. Włosy przeczesuję tylko palcami, pośpiesznie wsuwając buty na stopy zostawiam wiadomość Lukowi, wiem, że muszę mu coś podarować w zamian za jego dobroć, jestem mu bardzo wdzięczna.

Wybiegam z budynku i decyduję iść na piechotę do pobliskiej kawiarni, muszę skorzystać z komputera i telefonu, a takie zachowanie anonimowości mi odpowiada. Odsuwam krzesło i hakuję komputer tak by przetwarzał dane, o które mi chodzi, po chwili jestem w systemie szpitala rejonowego, w którym znajduję się mała siostrzyczka Luka chora na białaczkę. Najpierw myślałam, że zdobędę dla niego pieniądze, ale po chwili doszłam do wniosku, że nie przyjął by ich, w dodaktu gdyby jakimś cudem się dowiedział skąd je mam, a nie były by z legalnego źródła.

Przeczesuję rejestry danych i już wiem, że mam kłopoty bo mnie wykryto, zanim jednak dzieje się coś nieporządanego, klikam w zdjęcie małej blondyneczki i daję ją na listę osób, ktore za mniej niż dwa tygodnie mogą spodziewać się przeszczepu. Przesyłam jeszcze trochę pieniędzy na jej konto w fundacji, gdyby operacja nie doszła do skutku i usuwam wszelkie ślady mojej obecności tutaj. Następnie chwytam za słuchawkę od telefonu i wykręcam numer.

Chcę usłyszeć głos Zayna, od paru dni, dzwonię do niego, a on wita mnie cichym kochanie nawet nie wiesz, co chciałbym teraz z tobą robić. Śmieję się, bo po kilku razach stało się to po prostu śmieszne, chichoczę cicho i wzdycham. To nie może tak dalej wyglądać, prędzej czy później ktoś to zauważy i zrobi się problem większy niż jest teraz. Potem przez kilka minut snuję opowieści o piaszczystej plaży, żartuję nawet o Zaynie w spodenkach kąpielowych i rękawkach (kiedyś opowiadał mi, że nie pływa zbyt dobrze i boi się wody). Następnie rozłączam się i długo myślę o naszej rozmowie.



Dziś jednak nie mam czasu na rozmyślanie, muszę załatwić jeszcze kilka spraw z moim powrotem, zabezpieczam się na przyszłość, gdybym miała uciekać. Wstepuję do sklepu z przyrządami wspinaczkowymi i kupuję kilka metrów liny, plecak, butłak na wodę i mały śpiwór.

Kolejny na mojej liście jest sklep z militarią, nie mam pozwolenia na broń, więc to pewnie utrudnienie, w tym mieście nie mam znajomych, więc skombinowanie broni jest dwa razy trudniejsze. Mam ochotę uciec jak najdalej, jednak zabieram tasak to mięsa, kilka harcerskich noży i siekierę. Mało, ale narazie musi wystarczyć.

Oprócz tego w plecaku mam gaz pieprzowy (smutne wspomnienie tego pierwszego, który kupił dla mnie tata), kilka paczek żywności pakowanej próżniowo, latarkę.

W podszewce kurtki mam zapas pieniędzy, które starczą mi na conajmniej trzy miesiące, to stosunkowo dużo, ale mam wrażenie, że mogłoby być ich jeszcze więcej. Nie to, żebym była rozpuszczona, wiem po prostu, że na koncie Mikea, jest dość okragła sumka, w dodatku moja zarobiona forsa z wyścigów czyni mnie prawdopodobnie najbogatszą zaginioną małoletnią obywatelką na całym świecie.

Duma mnie rozpiera na myśl, że radzę sobie już tak długo, jednak boleśnie mrużę oczy na wspomnienie, że za kilka dni może być po wszystkim.

Jestem przygotowana. Szkoda mi tylko Zayna, Nialla, El, Lou a nawet Liama, bo beze mnie jego życie będzie szare, nudne i udręczone. Wiem, że dzięki mnie ma co robić, raz nawet podsłuchałam jak wymyśla teksty, żeby mnie zagiąć.

To było tak śmieszne, że w tej chwili nawet poczułam do niego cień sympatii, mimo, że na drugi dzień dostałam od niego conajmniej dwa razy w twarz.

Każdy policzek czegoś uczy, moje na przykład dodają mi odwagi, więc z odwagą zmierzę się z Harrym Stylesem.

Harry Styles, młody chłopak, zabójca Mikea i Kate Smitch, tręczyciel i prześladowca Rachel Todd, domniemany dobry kumpel i człowiek udręczony przez płomienie z piekieł, które na niego czekają.

Ten właśnie tekst będzie widniał  na jego nagrobku kiedy już z nim skończę. Przyrzekam.



________________________________________________________________________________
Hej misie, rozdział trochę później bo pisany na raty, ale chciałyśmy dodać coś dłuższego. Poza tym mamy dla was jeszcze małą niespodziankę, którą macie pod tą właśnie mini notatką.

Piszcie jak się wam podoba. Mam cichą nadzieję, że aktywność powróci  do czasów świetności, ale narazie zadawalamy się tymi komentarzami, które są i liczbą wyświetleń (98) mimo, że bywała większa. Za wszystko dziękujemy! :*



Olek