poniedziałek, 31 sierpnia 2015

09| Wspomnienia

Rozłączyła się, a ja kurwa czułem się jak na haju, czemu to zrobiła? Mimo szalejącego wewnątrz mnie huraganu, kazałem Horanowi zlokalizować komórkę, z której dzwoniła. Jednak już po paru sekundach wiedziałem, że sprytnie pozbyła się karty. Czemu nie chciała byśmy wiedzieli gdzie jest? Uderzyłem w ścianę, zaskakując sam siebie, inni mogli myśleć, że to z powodu spierdolenia sprawy po całości, ale jest coś innego. Zupełnie innego. Jak mogła mi powiedzieć, że mnie kocha, kiedy nie zrobiłem niczego w tym kierunku by tak się stało? Nie chciałem tego uczucia, boję się go odkąd bliskie mi osoby z dnia na dzień postanowiły mnie zostawić. Jak może wywracać mój świat do góry nogami, kiedy nie dałem jej nawet pieprzonego zaproszenia, żeby do niego weszła. Nie jestem w stanie kiwnąć palcem bez myślenia o sposobie  w jakim układają się jej usta by wypowiedzieć słowa rujnujące wszystko.

Uświadamiam sobie, że tak naprawdę, jest dla mnie ważna, nie wiem czy mogę odpowiedzieć jej tym samym, ale niewątpliwie czuję coś, co ściąga mnie w  dół, sprawia że świruję gdy jestem blisko niej. Troszczę się o nią bardziej niż powinienem, miewam sny, myślę o ucieczce dla nas (czego nigdy nie powinienem przyznać) i po prostu uwielbiam seks z nią jak z żadną inną kobietą, z którą spałem. Jest idealna, jej ciało jest. Kurwa!

Uciekam przed spojrzeniami wszystkich, zanim zaczną pytać o cokolwiek, naprawdę jednak nie martwię się nimi, ale wiem, że Niall coś zauważył. I wiem, że wiedział to dużo wcześniej. Wpadam do pokoju, gdzie ostatni raz była, zwijam się w kłębek na pomiętej pościeli i zastanawiam się co do kurwy robię? Potrzebuje siłowni i papierosa i od razu wypadam z sypialni. Chwytając kurtkę widzę zaniepokojone spojrzenia, ale mało obchodzi mnie teraz ktokolwiek czy cokolwiek. Nie widzę konturów, kiedy mknę samochodem. Klnę, bo omal nie wpadłem pod ciężarówkę, gdy przejechałem na czerwonym, ale nic nie poradzę na to, że czuje się jak dziecko w wielkim mieście, rzucony na głęboką wodę bez umiejętności pływania. 

Warczę, gdy nie mogę wejść na sale w stronę worka treningowego, bo jakaś laska ze słabym tyłkiem dopytuje o karnet i zniżkę stałego klienta. Zdenerwowany mijam zaskoczone kobiety i bez przebierania się czy ubierania rękawic wale w ciemną skórę. Worek kręci się we wszystkie strony, ktoś odciąga mnie od niego, więc niechętnie opadam na ziemię i obcieram pot z czoła. 

-Porozmawiajmy.
-Skąd ty tu?- nie kończę, bo to pytanie nie ma najmniejszego sensu, wiem jak się tu dostał. Mogę nawet zgadywać, który samochód wziął. - Powiedziała, że mnie kocha Niall.. kurwa jestem żałosny.
-Co? O czym ty mówisz? -zaskoczenie i szok maluję się na jego twarzy, najpierw mruga gwałtownie a potem spuszcza głowę. 

-Co jest?- podnoszę się gwałtownie i łapię go za koszulkę zanim zdążę dokładnie pomyśleć o tym co robię. Ściskam materiał i widzę zdezorientowany wyraz twarzy kumpla. Czemu nie zauważyłem tego wcześniej? To całe pomaganie i bronienie, kurwa ona się mu podoba! A ja zupełnie, totalnie mam coś przeciwko. Rzucam nim o ziemię i przyciskam kolanem. Przez moje żyły przepływa gniew i zdaje się. że zaraz wybuchnę, chce coś powiedzieć, kiedy uderzam jego twarz... a potem wycofuję się pod ścianę i mam ochotę krzyczeć. 
- Zayn to nie tak jak myślisz! - podnosi ręce do góry i ociera zranioną wargę z krwi. - To tylko moja przyjaciółka, kocham ją ale jak siostrę,za to ty chyba w nieco inny sposób. 
- O czym ty mówisz?
- Gdyby tak nie było, nie rzucił byś się na mnie.- mówi i zaczyna się śmiać, tak znajomo, tak miło, że mam ochotę przewrócić oczami i robię to, a potem odpycham go od siebie, gdy siada koło mnie.
 - Nikomu nie powiem, chyba, że znowu mi coś uszkodzisz. - grozi, a ja wiem, że mój sekret jest u niego bezpieczny. Mój sekret, moja Rachel.
- Wiesz... Nigdy nie podejrzewałbym Ciebie o coś takiego. - spojrzał na mnie z lekkim uśmiechem.
- Naprawdę? Ja nigdy nie znałem słowa miłość... Stary, co ja mam teraz zrobić? - złapałem moją twarz w dłonie.
- Cóż, to wszystko zależy od twoich uczuć. Wiem, że nigdy nie wyobrażałeś sobie tego, że jesteś w stanie się zakochać. To jest jak uderzający piorun... Nie wiesz kiedy i jak, ale zdajesz sobie sprawę, że jest to coś mocnego. Patrzysz na tę osobę i chcesz poznać każdy cal jej osobowości i ciała. Nie dbasz o konsekwencje. Nie spierdol tego, Zayn. Uwierz mi, że w całym twoim pieprzonym życiu nie spotkasz kogoś takiego jak ona.

Mówił prawdę. Laski do których przywykłem były albo nad wyraz nachalne i cóż... sztuczne, albo były mega niewinne i nie dały się nawet dotknąć, więc ten czas, który musiałbym poświęcić, aby dobrać się do ich majtek byłby zdecydowanie za długi. Rachel była mieszanką wszystkiego. Potrafiła być niewinna, ale w ten bardzo podniecający mnie sposób, umiała też pokazać kto tu rządzi. Kiedy pierwszy raz ją spotkałem wiedziałem, że prędzej czy później wylądujemy w łóżku. Siła charakterów.
- Wiesz, że Styles zabije nas wszystkich jak się dowie? Nie mogę ryzykować. Nie mogę was w to mieszać...
- Nie wydaje ci się, że już jesteśmy w to zamieszani? Do niczego nas nie zmuszałeś, Zayn. Sami wybraliśmy sobie takie życie i szczerze? Odpowiada mi to. Mam 4 przyjaciół, na których zawsze mogę liczyć. Dużo razem przeżyliśmy i jak czasami przypominam sobie nasze pierwsze akcje to nie wiem czy mam się śmiać, czy może płakać. Pamiętasz zamach na Lucasa? - zaśmiał się.

Tak, to była nasza pierwsza wspólna akcja. Mieliśmy zlikwidować jednego z tych niższych 'stopniem' gangsterów, bo jak to w tym biznesie bywa, był nam dłużny bardzo dużą ilość pieniędzy. Otóż my, totalnie niedoświadczeni zapomnieliśmy uwaga... broni! Było to totalnie nieodpowiedzialne z naszej strony, ale finał był taki, że i tak sobie poradziliśmy i to bez żadnych komplikacji. Wystarczyła dobra improwizacja oraz szybki ruch ręką, aby złamać ku kark.
- Tak, to było mocne. - śmiałem się z Horanem.
- Zbieramy się? Czy może chcesz jeszcze wyładować swoje emocje? - spytał wstając i otrzepując swoje spodnie.
- Możemy iść na piwo? - spytałem
- O nie, Zayn i prowadzić po alkoholu? - spytał z udawanym szokiem.
- Stary, jesteśmy gangsterami. Nie zachowujmy się jak cipy, błagam. - poklepałem go przyjacielsko po ramieniu i opuściliśmy budynek siłowni.
 W sumie od zawsze Horan był mi najbliższą osobą z ekipy, ufałem mu najbardziej.. Ale dzisiaj dopiero zobaczyłem, że serio dobry z niego kumpel. Wiem, że bardzo zależy mu na Rachel, ale ufam mu, że tak, jak sam to nazwał, czyli traktuje ją po prostu jak siostrę. Nic więcej. Nie uważałem go jako zagrożenie, ale nie moja wina, że jestem o nią tak kurewsko zazdrosny. Co jak ją znajdę? Co dalej? Teraz, po tym wszystkim nie wyobrażam sobie żyć jak dawniej. Kurwa, ktoś mnie kocha. Z jednej strony jest to uczucie po prostu zajebiste, ale z drugiej cholernie obce i nowe. Najgorsze jest to, że ja nie wiem czy ją kocham. Nie wiem jak wygląda to uczucie i jak się je okazuje. Rachel jest dla mnie najważniejsza i spokojnie mógłbym oddać za nią życie. W całym moim życiu nie spotkałem kogoś takiego, przysięgam. Jesteśmy do siebie tak bardzo podobni, że czasami mam wrażenie że to moja siostra. Łączy nas bardzo wiele. Na przykład oboje lubimy ostrą zabawę i nie mam na myśli tutaj strzelanin ani tego typu rzeczy. Jest niegrzeczna, co bardzo mi się w niej podoba. Pewnie rozmyślałbym o niej jeszcze bardzo długo, ale mój wewnętrzny monolog przerwał dźwięk stawianego kufla na barze.
- Zdrowie Rachel? - spytał Horan
Kiwnąłem głową i już po chwili zanurzyłem moje wargi w tym napoju stworzonym dla Bogów.
- Więc co zamierzasz zrobić?
- Szczerze? Nie wiem. Pierwszy raz w życiu naprawdę nie mam pojęcia co dalej.
- Co Rachel Ci w ogóle powiedziała? - spytał Niall
- Cóż, w sumie to nic wielkiego. Tylko, że uciekła i póki co jest bezpieczna, ale nie możemy jej teraz znaleźć. Musi odzyskać siły i obiecała mi, że wróci. Potem... sam wiesz co powiedziała mi potem.
Kiwnął głową ze zrozumieniem.
- Boisz się, że zwieje?
- Akurat to jest rzecz, której się najmniej boję. To nie jest ten typ. Skoro obiecała, dotrzyma słowa. Zresztą żadna laska nie wyjawi facetowi miłości, a później zwieje... Dobra, może są takie dziewczyny, ale nie ona. Rachel jest słowna jak nikt inny.
- O tak. Pamiętasz te wszystkie akcje które nam wyrządziła? Przez te dziewczynę mieliśmy bardzo dużo kłopotów, ale... było fajnie. Wreszcie jakaś dziewczyna dała ci popalić! - zaśmiał się, klepiąc mnie przyjacielsko po ramieniu.
Resztę wieczoru wspominaliśmy nasze wszystkie akcje. Od dłuższego czasu czułem się naprawdę odprężony. Wiem, że ten stan nie potrwa długo, ale chciałem chodź na chwilę nie myśleć o tym wszystkim. Chciałem odpocząć, ale moją głowę dalej zajmowała pewna sukowata laska, dla której jestem gotów zrobić wszystko.
___________________________________________________________________________
I mamy rozdział 9! Nie wierzę, że już jutro rozpoczęcie roku szkolnego... Te wakacje minęły mi bardzo szybko, za szybko.
Z okazji nadchodzącego roku szkolnego, minuta ciszy... [*]
Natalia

czwartek, 20 sierpnia 2015

08| Tak lżej.

Rachel

Poruszyłam palcami. Powoli i ociężale budziłam się ze snu, który całkowicie zawladnął moim ciałem. Byłam tak bardzo wyczerpana. Zamrugałam kilkakrotnie, aby moje oczy przyzwyczaiły się do panującego tutaj światła. Właśnie. Chryste, gdzie ja jestem? Rozejrzałam się po pokoju, usiłując przypomnieć sobie cokolwiek, co choć trochę wyjaśniłoby mi jak się tutaj znalazłam. Pomieszczenie było urządzone w kolorach czerwieni i bieli, przez co wydawało się bardzo przestronne. Na przeciwko łóżka była plazma zawieszona na ścianie, a pod nią komoda. Na niej były zdjęcia jakiejś dziewczyny i chłopaka, całujących się na moście. Kojarzyłam go. Zakryłam twarz dłońmi, zmuszając mój mózg do pracy na wyższych obrotach. 
Ucieczka, drzewo, Luke... Właśnie, Luke! Zerwałam się z łóżka, przez co omal nie zemdlałam. Przypomniałam sobie, jak wczoraj zemdlałam z wyczerpania. Kiedy już miałam zakładać buty, aby jak najszybciej stąd zwiać, ktoś otworzył drzwi. 
- O, wstałaś. Miałem Cię budzić na śniadanie. Mam nadzieję, że lubisz omlet? - chłopak uśmiechnął się do mnie promiennie i szczerze? 
Kiedy spojrzał na nie do końca wsunięty but, skrzywił się i ruszył w moją stronę.
- Chyba sobie żartujesz. Nigdzie Cię nie wypuszczę. Spójrz, ledwo trzymasz się na nogach. Chcesz znowu zemdleć? Spokojnie, Ci od których uciekłaś na pewno nas nie śledzili. Sprawdzałem, czy nikt za mną nie jedzie. Nie wiem co takiego zrobiłaś, ale szczerze? Nie interesuje mnie to ani trochę. Chcę, żebyś trochę odpoczęła, zregenerowała się i wtedy pójdziesz w swoją stronę. Nie chcę mieć Cię na sumieniu... Właśnie, jak ty masz w ogóle na imię?
Patrzyłam na chłopaka i nie wiedziałam, co mam powiedzieć. Czy mogę mu zaufać? Póki co nie mam innego wyjścia. 
- Rach... Rachel. 
Przez chwilę chciałam podać mu fałszywe imię, ale widać, że koleś naprawdę nie ogarnia z kim na do czynienia, więc odpuściłam. 
- Ładnie
Uśmiechnął się do mnie i opuścił pokój. Dopiero teraz zauważyłam, że z mojej nogi nie leci krew, a ja byłam ubrana w o wiele za dużą koszulkę i jakieś dresy. Chłopak musiał pożyczyć mi swoje ciuchy, miło z jego strony. Rozejrzałam się w poszukiwaniu łazienki. W pokoju znalazłam drzwi, które za pewnie należały do niej. Uchyliłam je, nie myląc się. Weszłam do środka. Przemyłam twarz wodą i spojrzałam w lustro. Wyglądałam okropnie. Moje wargi praktycznie w każdym miejscu były uszkodzone, a twarz pokrytą miałam wieloma siniakami i zadrapaniami. Rozebrałam się i weszłam do kabiny. Woda lała się po moim ciele, a ja rozpłakałam się jak małe dziecko. Może z bezsilności, a może z bólu. Nie wiedziałam. Za każdym razem gdy patrzyłam na siebie, czułam jego ręce oplatające moje ciało i ściskające je z ogromną siłą. Spojrzałam na palce odbite na moich biodrach. Dotknęłam tego i czułam to. Czułam, jak każda cząstka mojego ciała krzyczy. Kiedy próbowałam się wyrwać, ale byłam zbyt słaba, żeby to zrobić. A on śmiał się. Śmiał się z tego, jak bardzo w tym momencie cierpiałam. Uderzyłam pięścią w ścianę i osunęłam się po niej. Woda dalej lała się na moją twarz, a jej krople spływały. Nie umiałabym już odróżnić ich od łez. 


Nikt. Nikt kto czegoś takiego nie przeżył, nie będzie wiedział co w tym momencie czuję. Usłyszałam, jak ktoś puka do drzwi. 
- Rachel, zostawiam tutaj świeże ubrania. Jak będziesz gotowa, to wyjdź. 
- Dzięki
Powiedziałam to tak cicho, że nie byłam pewna czy chłopak usłyszał to, co do niego powiedziałam. 
- Wszystko okej? 
- Ta-ak, już wycho-odzę.
Zakręciłam wodę i wyszłam z kabiny. Osuszyłam moje ciało, ubrałam się. Poczekałam, aż oznaki mojego płaczu całkowicie znikną i będę mogła wyjść do Luka i ominąć pytania, które na pewno zacząłby  zadawać. Siedział w kuchni i czekał na mnie. Posłałam mu lekki uśmiech i usiadłam przy stole. 
- Jedz. 
Podsunął mi talerz pełny jedzenia. Poczułam zapach i od razu pociągnęło mnie na wymioty. To był pewnie efekt tego, że przez bardzo długi czas nic nie jadłam.
- Dobrze się czujesz? 

- Tak, chyba tak. Dawno nie jadłam. To nic. - wzięłam pierwszy kęs jajecznicy i od razu pożałowałam, wszystko podeszło mi do gardła, zapiekło i sunęło w górę dopóki szybkim krokiem nie wróciłam do łazienki. Opróżniałam swój żołądek stanowczo zbyt długo, zwłaszcza, że nic w nim nie było. 


Kiedy skończyłam odgarnęłam włosy z twarzy i oparłam spocone czoło o kafelki, miałam chyba gorączkę, ale nie chciałam myśleć co było jej przyczyną. Niewątpliwie był to wynik długotrwałego męczenia mojego organizmu. Po chwili usłyszałam za sobą czyjeś kroki. 
- Już okej? - spytał Luke nie pamiętam już po raz który.
- Mógłbyś mi zrobić kubek ciepłej herbaty? - spytałam 
Chłopak pokiwał głową i udał się do kuchni. Spojrzałam ponownie w lustro. Musiałam odżyć, bo nawet wyglądem nie przypominałam samej siebie. Przerażało mnie to. Poczułam nagle chęć sięgnięcia po papierosa. Co z tego, że dosłownie sekundę temu opróżniłam swój żołądek niemal do zera. Zawsze brałam fajki od Malika... Właśnie, Malik. Musiałam mu dać znak, że żyję. Wyszłam z łazienki i udałam się w poszukiwaniu Luka. 
- Luke, mogę pożyczyć komórkę? - spytałam opierając się o ścianę. 
- Co? A tak, jasne. Trzymaj - podał mi swojego -nikogo to nie zdziwi- iphona. Wróciłam się do sypialni raz po raz bijąc się z myślami. Nie wiedziałam czy zrobię dobrze, jeżeli odezwę się do Malika. Przecież jest  to okazja doskonała, aby uciec, prawda? Z drugiej strony jeżeli chłopcy mnie nie odnajdą- zginą. Nie znałam za dobrze Harrego, ale wiedziałam na co go stać. Wybrałam numer, który na szczęście znałam na pamięć. Jeden sygnał, drugi, trzeci...
- Halo? - usłyszałam głos. Ten głos. 
- Zayn?
- Boże Rachel, gdzie jesteś? Nic ci nie jest? 
- Posłuchaj, jestem póki co bezpieczna. Nie mogę teraz wrócić, jestem... muszą mi wrócić siły. Wiesz z czym będziemy musieli się zmierzyć? Nawet... Nawet sobie nie wyobrażasz co się tam działo. Udawaj, że dalej mnie szukasz i o niczym nie wiesz, błagam cię. Odezwę się i wrócę, obiecuję.
- Ale Rachel?
- Ja pierdole Zayn, nie jesteśmy parą zakochanych gołąbków. Uwierz mi, że wolałabym, abyśmy teraz zajęli się czymś bardziej przyjemnym, ale musimy się z tym uporać. 
- Wiem -usłyszałam lekką chrypkę w jego głosie. 
- A i Zayn? 
- Hm? 
- Chyba... Chyba Cię kocham.
Powiedziałam to na jednym wdechu i rozłączyłam się. Nie wierzę, że to zrobiłam. Mimo wszystko czuje się... lżej?

_______________________________________________________________________

Dużo problemów ostatnio, serio przepraszamy. 

Piszcie jak wam się podoba i do następnego, którego napiszę już ja, a tym razem łapcie rozdział od Tali, serio zastanawiam się czy napisać osobną notkę o tym co się u nas ostatnio dzieje. Kolejnego spodziewajcie się w następnym tygodniu, kochamy was :*

Olek

poniedziałek, 3 sierpnia 2015

07| Ulga.

Czy byłam przerażona? Może trochę. Udało mi się uciec. Dziękowałam Bogu, który za pewne gdzieś tam jest, że ofiarował mi taką okazję. Nie byłam sobą w tym momencie. Czułam się jak dzikuska, jak ktoś, kto wyszedł z ukrycia po parunastu latach. Nie miałam pojęcia gdzie pójdę. Przez te wszystkie dni karmili mnie kroplówkami. Czy pamiętam jak wygląda jedzenie? Czy będę w stanie je jeszcze poczuć? Dotknąć? Zayn... Gdybyś tylko tutaj był...
Siedziałam na tym cholernym drzewie, czekając na cud. Człowiek nie zdaje sobie sprawy jak kruche jest życie. Jak krucha może okazać się jego psychika. Czy mogli zniszczyć mnie bardziej niż dotąd byłam? Czułam się tak strasznie słaba. Czułam, że dłużej nie dam rady. Przypomniałam sobie moment, kiedy to wszystko się zaczęło. Ciężkie ciało mojego ojca, spoczywające w moich drobnych ramionach. 




Ta mała została sama, ciekawe czy sobie poradzi...

Jej ojciec był taki dobry... cudowny człowiek...

Świat Rachel właśnie legł w gruzach, wszyscy musimy jej współczuć...

Trumna z jakiego drewna? 

Jutro prosimy wstawić się w kancelarii, w celu odczytania testamentu...

Jesteś głodna? Pewnie jesteś tak załamana, że nic nie jadłaś...

Teraz mogłabym zaśmiać się im w twarz. To wszystko było takie... cienkie, powierzchowne i fałszywe. Tak naprawdę ludzie mieli w dupie kim był mój ojciec, a policja na pewno umorzyłaby sprawę szybciej, gdybym tylko im na to pozwoliła. To dlatego chciałam zacząć wszystko na własną rękę. Dla mamy i dla niego. Mimo tego, że okazał się największym sukinsynem na świecie. To mój ojciec. Kochałam go.  
W jedne chwili usłyszałam jakiś szelest. Moje serce się zatrzymało, a ciało zaczęło się trząść. Sprawdziłam, czy w kieszeni moich zakrwawionych spodni jest dalej broń i czekałam. Nie  możliwe, żeby Tom znalazł mnie tak szybko. Nie może być aż tak dobry. Zaczerpnęłam świeżego powietrza, aby nawet mój oddech stał się niesłyszalny. Stał tyłem. Miał kaptur i dobrze zbudowaną sylwetkę. Przez chwilę myślałam... myślałam, że to Zayn. Przyszedł po mnie. Przyszedł, aby mnie uratować. Tajemnicza postać odwróciła się, ale dalej nie byłam w stanie dostrzec jej twarzy. Nie widział mnie, ale ja go doskonale. Podszedł pod drzewo, usiadł opierając się o nie. Odetchnęłam z ulgą, bo wiedziałam, że to nie jest żaden człowiek Toma. 
- Dlaczego siedzisz na drzewie? - usłyszałam po chwili ochrypły głos. 
Zamarłam. Szybko wyciągnęłam spluwę, zeskoczyłam z drzewa i wycelowałam pistolet w stronę chłopaka. 
- Hej, hej. Nic ci nie zrobię! Tak w ogóle to... Skąd ty masz broń?! - wstał i podniósł ręce w obronnym geście. 
- Zamknij się. Musisz mi pomóc. 
- Słodki Jezu, ty krwawisz! 
Chłopak już chciał do mnie podejść.
- Nie ruszaj się! - krzyknęłam - Nie ruszaj się albo cie zabije! 
Nie wiedziałam co robić. Musiałam jakoś się stąd wydostać, ale sama nie dałabym rady. Ciągłe zawroty w głowie dawały o sobie dość dobrze znać. Musiałam coś zjeść, odpocząć, zasnąć nie czując tego cholernego zapachu stęchlizny. 
- Dobra, spokojnie, nie bój się. Pomogę Ci, ale opuść broń, bo jeszcze przypadkiem może stać się komuś krzywda. 
- Co ty tu robisz? On cie przysłał? Nie wrócę tam, rozumiesz? Nie chcę tam wrócić, nie mogę, nie wytrzymam tego dłużej! To jak śmierć, śmierć jest chyba lepsza, Boże, nie!
Wpadłam w panikę. Upuściłam broń i zaczęłam histerycznie płakać. Ciągnęłam za włosy bardzo mocno, czując jak tysiące igiełek wbijają mi się w głowę. Poczułam jak ktoś łapie mnie od tyłu i przytrzymuje. 
Tom rozrywający moje ciało od środka
Brutalność
Ból
- Nie pozwól... Błagam, nie pozwól żeby mnie zabrali! 
- Spokojnie. Nie jestem od tego, przed którym uciekasz. Jestem Luke i przyszedłem tutaj po prostu na fajkę. Pomogę Ci, ale nie możesz już krzyczeć, rozumiesz? Teraz Cie puszczę, a ty się uspokoisz, dobrze? Już, jesteś silna. 
Moja klatka opadała i podnosiła się bardzo szybko. Czułam, że już nie wytrzymam. Moje ciało stało się bezradne i kompletnie nie chciało współpracować z resztą. Zatracałam się w ciemności. Poczułam, że spadam w dół, a ktoś próbuje mnie podtrzymać. 
Zobaczyłam coś pięknego, Zayn stał na przeciwko i patrzył się na mnie z uśmiechem. To było coś niewyobrażalnego. Mój Zayn. Przyszedł. Obiecał i dotrzymał słowa. Przyszedł. 

Zayn 

Samochód, który prowadziłem przecinał powietrze zdecydowanie za szybko, by ktokolwiek z zewnątrz nie postrzegał go jako rozmytej plamy. Obok mnie na miejscu pasażera siedział blondyn skupiąc nerwowo zębami usta. Coś w jego zachowaniu było płochliwego i niecierpliwego. Jeszcze nigdy nie miałem okazji go takiego widzieć, mimo, że w każdej akcji  był ze mną. Niewątpliwie to z nim dogadywałem się najlepiej kiedy chciałem być po prostu sobą, bo jeśli chodziło o imprezowanie kierowałem się do Lou, a na ostry trening wybierałem Liama. Jednak Nialla mogę nazwać swoją bratnią duszą, więc kiedy on odczuwał niepokój, ja też. Zwłaszcza, że chodziło o moją Rachel. 
-Kurwa, to stanowczo zbyt długo trwa, nie ma jakiegoś skrótu? 
- Nie. - pokręciłem głową zrezygnowany, do chuja akurat w tamto miejsce nikt nie wymyślił szybszej drogi, no żeś kurwa mać. Klnąłem w myślach co sekundę, ale to nie pomagało. 

- Nie pozwolę, żeby jej się coś stało. Do cholery jest moją przyjaciółką. - popatrzyłem na niego nieco gniewnie. - No co? Nie patrz tak, ja nie będę ukrywać, że jest dla mnie ważna, nie umiem. Przecież widzę. 
-Co widzisz? - mimo sytuacji prychnąłem, trzeba zachować pozory. Trzeba, prawda?
-Coś jest między wami, po co poruszasz niebo i ziemię by ją znaleźć, zabijasz wszystkich na swojej drodze i stanowczo za duzo upijasz się odkąd zniknęła? 
- Jest ważna dla Harrego, więc i dla mnie. Chce wykonać zdanie i jechać na wakacje. Niczego teraz bardziej nie potrzebuje jak gorącej plaży i usługującego mi tuzina lasek w bikini. 

Pokręcił głową, ale się nie odezwał. Jak mogłem wymyślić te brednie i sprzedać je przyjacielowi kiedy sam w nie, nie wierzyłem? Tchórz, tylko jedno słowo nasuwało mi się na myśl. Byłem tchórzem, ale dla jej bezpieczeństwa zrobię wszystko. Mogę nawet zostawić ją w spokoju byle by tylko udało mi się wyciągnąć ją z kłopotów.

Wreszcie dojechaliśmy do drogi wiodącej do Ilford Park. Po obu naszych stronach rozciągały się drzewa, liście jak na tę porę roku wyścielały polną drogę, kamyki chrzęściły pod kołami, wznoszącymi tumany kurzu. Było nas dwóch, czy to wystarczająco by powstrzymać tych bydlaków? 

Ona była tam sama, szepnął mi głos w mojej głowie, załamałem się. Chcę już mieć ją w ramionach i trzymac tak długo jak tylko zdołam, zanim ktoś znowu mi ją odbierze. Zawsze każdy starał się zabierać mi najcenniejsze co mam, więc czemu teraz ma być inaczej?

Mimo to chcę się cieszyć tymi chwilami, które mogę ukraść dla nas obojga.

Sypiący się budynek ukryty był w gąszczu pomarańczowych zarośli, stał tam rozpadający się z dala od miasta i ludzi, którzy mogli słyszeć jej krzyki. 

Zaparkowałem w pobliskiej gęstwinie i wypadłem z wozu tak szybko jak tylko zdołałem. Wcześniej ustalone punkty planu wyświetlały się  w mojej głowie. Otworzyłem bagażniki i wyciągnąłem z niego broń. Niall zrobił to samo i po chwili staliśmy po obu stronach wejścia, drzwi okazały się otwarte a w progu leżał martwy blondyn. Co tu się wydarzyło?

Zagłębiając się dalej znaleźliśmy jeszcze jednego młodego chłopaka w celi, w której prawdopodobnie ją trzymali. Ściany wyklejone były folią bombelkową, na środku stało krzesło, a u jego stóp zaschnięta kałuża krwi. Była rana. 

Blondyn widząc to co ja, kucnął i chwytając się za głowę ukrył twarz w rękach. Załamał się widząc strzykawkę i środki przeciwbólowe, których nie zdążył podać ten szczeniak. 

Jednak ponad to wszystko wyodrębniał się tylko jeden fakt. 

Uciekła, dała radę, żyje. 

Zacząłem się śmiać na głos tak radośnie. a zarazem historycznie jak było to tylko możliwe. Niebieskie oczy przeszyły mnie swoim zaciekawieniem.

- Uciekła, dała radę. No jasne, że tak jest silna jak sam skurwesyn. - powtarzałem, a cień uśmiechu zagościł na jego twarzy. Nie wiedząc co robię,.podszedłem do niego i objąłem. klepiąc po plecach, gdy nagle usłyszałem silnik samochodu. 

-Skryj się tam, to musi być ten Hanks. Nie zabij go. - zastrzegłem i czekałem, aż wejdzie.

Kiedy odkrył trupa, wbiegł tak szybko jak pozwoliły mu na to dobrze wypastowane buty, ohyda.
Pokazał się w świetle lamp i wiedziałem już, że to on. Miał brodę, ciemną karnację i wielkie siniaki na szyi. Dusiła go? Boże. szaleję za tą dziewczyną.

Potem wszystko działo się szybko, Niall przestrzelił mu kolana, a on upadając miał strach w oczach. Bał się jej? Myślał, że moja mała dzielna dziewczynka chce zemsty? W takim razie co jej zrobił? Chce i wyciągnę to z niego siłom, a potem zadając dwa razy większy ból zabiję.
-Spokojnie, to ci już nie będzie potrzebne. - kopnąłem w rękę, którą starał się wyciągnąć broń i jeszcze raz strzeliłem, w drugie kolano dzięki czemu upadł na ziemię.

-Zwiąż go i wyciągnij wszystko czego chcemy wiedzieć, ale nie zabijaj. Sam to zrobię. - uśmiechnąłem się niemrawo zaważając strugę krwi.

Po jej śladach dotarłem do drzewa. Ukryła się na nim? W tamtym miejscu kałuża była duża, ale było to też miejsce gdzie ślad się urywał.

Mimo to, żyła. 

Moja mała, dzielna dziewczynka. Oh jak bardzo pragnąłem jej w tej chwili. 


____________________________________________________________________

Mamy kolejny, piszcie co myślicie, mamy nadzieję, że bd więcej komentarzy niż pod poprzedni mi do następnego, który napewno pojawi się w następnym tygodniu, jeszcze nie wiemy, w który dzień :)