sobota, 25 lipca 2015

06| Bar.

W brudnym barze, gdzie dym był tak gęsty, że widoczność była bardzo ograniczona postanowiłem poczekać na mojego kumpla. Razem z Niallem kilka dni temu zlokalizowaliśmy MOŻLIWE miejsce pobytu Rachel, siedziałem jak na szpilkach, bo nie chciałem za chuja spieprzyć tej sprawy. Wpisując w wyszukiwarkę hasło: Jerry Collins, pojawiło się chyba z miliard stron, odnośnie jakiś parszywych dupków. Zmniejszając wyszukiwanie, wyniki doprowadziły nas do 12 w okolicy 200 km, a ja nie mogłem uznać tego za bardziej proste niż z każdym z nich się spotkać. Obaj z Horanem i resztą ekipy spędziliśmy dwa dni, które mogłem stracić, (chociaż i tak rozwalałem wszystko co popadnie z tych nerwów, ciągłego Stylesa na głowie i przemożnej chęci wkońcu ujrzenia tych jej brązowych oczu, niczego więcej nie pragnąłem!) to uczucie, które bylo mi obce, a pojawiło się znikąd rozwalało mnie od środka, dusiło i zacieśniało węzy. Tyle rzeczy, które mogłem robić z nią codziennie, jej usta stały się moja obsesją. Byłem gdzieś na pograniczu zalewającego mnie podniecenia przez obrazy w mojej głowie, gdy ciemna postać wyłonila się zza rogu. Oceniłem wygląd faceta, stwierdzając, że miał długą brązową brodę i ciemną karnacię, a w dłoni dzierżył papierosa. -Ty jesteś Zayn Malik? -Tak, siadaj. - warknąłem i jednocześnie wydałem polecenie. Mężczyzna dokończył używkę i wyciągnął paczkę, uprzedni kierując ją w moją stronę, wyciągnąłem jednego w celu przeyjrzeniu mu się dokładniej i chyba byłem w domu. Bo papieros miał jeden szczególny znak, który znalazłem u naszej próbki. Bez ceregieli wstałem, wywracając przy tym krzesło i złapałem gościa za koszulę, kierując się w stronę zaplecza, gdzie czekał na mnie blondyn. Rzuciłem nim jak workiem o stół i przywiązałem ręce, szarpał się, ale adrenalina krążąca w moich żyłach nie pozwalała się mu wymknąć. Dodawała mi sił. -Gdzie ona jest? - zadałem pytanie, rozrywając jego koszulę. Guziki rozsypały się po całej podłodze. -Ale kto?- był przestraszony. -Rachel Todd, mówi ci to coś? - widziałem w jego oczach, że wie o kogo chodzi, ba on uśmiechnął się w perfidny sposób dając mi znać, że obraz dziewczny w jego głowie bardzo mu się podoba. -Ach, ta mała suka, nie wiem do czego potrzebna jest szefowi, ale chętnie zaopiekowałbym się nią, tak jak zrobił to szef kilka dni temu, nawet nie krzyczała, ale dźwięk pasa na jej ciele byl melodią dla uszu, aż sam chciałbym tak z nią pofiglować. - ledwie skończył kiedy rzuciłem się na niego z pięściami, Horan patrzył na mnie jak na opętanego, ale sam ledwo się powstrzymywał. Cóż, teraz było jasne, że oboje mieliśmy do Rill słabość i najwidoczniej wieczorem znajdę się pod ostżałem pytań. Mniejsza z tym, zostawiłem śmiecia i przyniosłem szczura, wiaderko i palnik z składiku obok. Położyłem gryzonia na brzuchu tego gnoja i zakryłem wiadrem, a potem zacząłem je nagrzewać, widziałem jak patrzyl z niepokojem na to co się dzieje, a potem zaczął krzyczeć kiedy mysz zaczęła go gryżć chcąc sie wydostać. - Teraz powiesz mi, gdzie ona jest? Albo zostaniemy tutaj dłużej, aż Pan Gibby sobie pozwoli na ucieczkę, wgryzając się w twoją skórę i wnętrzności. - powiedziałem, a potem zaśmiałem się całkowicie histerycznie i z obłędem.

Miałem go dość. Z każdą kolejną sekundą mój poziom złości wzrastał. Facet darł mordę na całe pomieszczenie, ale póki co nie dawał za wygraną. - Gdzie ona jest? Pytam kurwa ostatni raz! - krzyczałem, ledwo powstrzymując się od ponownego rzucenia się na faceta. Jego ból przestał mnie już nawet bawić. Wszystko już dawno przestało być zabawne. Coraz bardziej brakowało mi dotyku jej miękkich, delikatnych dłoni. Dniami i nocami marzyłem o jej ustach. Te charakterystyczne marszczenie nosa, kiedy próbowałam przekonać mnie do swoich racji. To wszystko sprawiło, że Rachel stała się dla mnie tak ważna, że nie potrafiłbym z niej tak po prostu zrezygnować. Nie wiem kiedy to się stało, ale w ogóle tego nie żałuję. Rachel jest wspaniała. Jest moja. Z moich rozmyśleń wyrwał mnie ponowny krzyk. Wróciłem do rzeczywistości. - Kurwa! Dobra, powiem! Ja pierdole, powiem! Dałem znak Horanowi, żeby podniósł wiadro. To co zobaczyłem trochę mnie... obrzydziło? Tak, to chyba właściwe określenie. Z brzucha faceta tryskała krew, a gryzoń uciekł przerażony tym, przez co musiał przejść... - To jak? Gdzie ona jest? - nachyliłem się nad jego poszarpanym ciałem. W zasadzie to fascynujące, ile bólu i cierpienia może zadać tak mała i krucha istota... Zupełnie jak Rachel. Tylko ona na pewno nie jest małą istotą. W moich oczach jest to wielka, niezależna kobieta. Mimo wszystko potrzebuje dużo troski i wsparcia. Nie znam nikogo, kto przeszedł tyle co ona. - I...Ilford Park. - Co? Trzymacie ją w parku? - To tylko taka nazwa. Tak naprawdę jest to dawny zakład weteranów wojennych... Jest tam dużo szczątek ciał, dlatego nikt się tam nie zapuszcza. To idealne miejsce na przetrzymywanie kogoś takiego jak ona. Spojrzałem w oczy Horana, które wyrażały złość. Kiwnąłem potwierdzająco głową. Wiedział co mam w tej chwili na myśli. Potwierdził to później jego ruch. Wyjął pistolet i wycelował lufę prosto w głowę Jerrego. - Przecież powiedziałem wam gdzie jest! Ej, możemy się dogadać! Mam dużo forsy, bardzo dużo. - Wiesz co? Nie interesują mnie twoje brudne pieniądze. To wszystko za to, przez co teraz przechodzi moja Rachel. Horan, czyń swoją powinność. Odwróciłem się, poczym usłyszałem strzał. Gówno mnie obchodziło, czy policja najdzie jego ciało, czy nie. Mimo to, trzeba było coś z nim zrobić. - Spalmy go. - Co? - Spalmy go. W ten sposób nikt nie będzie nawet wiedział o jego istnieniu i o tym, co się tutaj wydarzyło. - Horan wzruszył ramionami. - Zajmij się tym. Wiem, że nie powinienem zostawiać go z tym samego, ale teraz naprawdę nie miałem głowy do tego, aby zająć się szczątkami ciała tego sukinsyna. Założyłem moje okulary i opuściłem to pomieszczenie. Musiałem działać dalej.


Nie bałem się, że ktoś zadzwoni po policję. Wybrałem takie miejsce a nie inne, bo tutaj po prostu takie sytuacje były czymś normalnym. Dlatego nie zdziwiłem się, kiedy wychodząc z pomieszczenia, nie czekały na mnie przerażone oczy przypadkowych klientów. Pomijam fakt, że większość lokalu zajmowali tutaj motocykliści i ci, którzy tak jak ja załatwiali dzisiaj brudne interesy. Kiedy miałem naciskać na klamkę szklanych drzwi, usłyszałem pytanie kelnera przy barze. - Wszystko poszło okej? - spytał, wycierając rzędy szklanek i kufli na barze. Odwróciłem się twarzą do niego. Miał podły wyraz twarzy i chytry uśmieszek. Nie cierpiałem takich typów. Nie powinni mieszać się w sprawy, które ich nie dotyczyły. Wciągnąłem nosem zapach palonego tytoniu i innego typu zielsk. - Słuchaj, to nie jest chyba twoja sprawa. Nie sądzisz? - podszedłem pod bar, opierając się o niego. - Może i nie moja, ale faktu nie zmienisz. Wszystko słyszałem. Musisz serio kochać te laske, skoro tyle dla niej ryzykujesz. Zacisnąłem powieki, a serce przyspieszyło w niewiarygodnie szybkim tempie. Nie kocham jej. Nie mogę jej kochać... - Nie mam ochoty na filozoficzne dyskusje, bo mam jeszcze dużo spraw do załatwienia. Mam nadzieję, że umiesz trzymać język za zębami, tak, jak robią to twoi koledzy. Inaczej możesz podzielić los mojego już zmarłego kolegi. Rozumiesz? - odruchowo pociągnąłem go za kołnierz jego firmowej koszulki. - Spokojnie, masz to jak w banku. Może piwerko? - machnął mi kuflem przed oczami. Zawahałem się. Nie miałem zbyt dużo czasu, ale w sumie i tak musiałem czekać, aż Horan spali ciało Jerrego. Nie wiem kiedy stałem się tak okrutny. Chyba życie mnie tego nauczyło. Po chwili zobaczyłem przed sobą piwo, na które czekałem. Sączyłem je powoli, delektując się smakiem i myślami, które ciągle zaprzątały mi głowę. Ona na mnie czekała. Jest silna, nie wątpiłem w to. Tylko pytanie... Jak długo? Z tego co zdążyłem wywnioskować ze słów Jerrego, nie traktowali jej tam dobrze. Odpłacę się im tym samym. Zabiję ich wszystkich. Nikt nie może jej krzywdzić. Nikt.


wiele problemów było z tym rozdziałem, wiele problemów miałyśmy z internetem i komputerem więc oto jest, mam nadzieje, że nam to wybaczycie. W następnym tyg rozdział powinnien pojawić się w sobote :)

Rozdział dodaję w imieniu Tali, która opala dupsko nad morzem xx

Olek.

6 komentarzy:

  1. Świetny! <3 czekam na nastepny! :**

    OdpowiedzUsuń
  2. wow wow wow! nie no nie moge się doczekać aż Malik zobaczy Reachel. Tak wgl. to się później będzie musiał tłumaczyć. Ech Malik szkoda mi cb, ale bardziej Reachel.
    Rozdział jest świetny dziewczyny i już nire mogę się doczekać następnego.
    Buziaki
    NiceHairx z wattpada

    OdpowiedzUsuń
  3. Biedak zwariuje jak jej szybko nie zobaczy ale piwerko zawsze dobre :P świetny rozdział <3 Olls :***

    OdpowiedzUsuń
  4. Omg! Megaa *-* Kocham i czekam na next c;

    OdpowiedzUsuń