niedziela, 6 września 2015

Notka

Hej, wiec nie będę pisać dlaczego rozdział sie nie pojawił, bo nawet nie mam poczucia winy i tego ze powinnam/śmy sie tłumaczyć. Jest nam przykro, ze wykazujecie tak małe zainteresowanie tym co tworzymy, zwlaszcza ze taka akcja nie jest po raz pierwszy. Mimo to teraz przechodzicie same siebie, wiemy ze nie dodawalysmy regularnie rozdzialow, ale z każdym rokiem jest coraz trudniej. 1 liceum ssie juz teraz ale chcemy to dokończyć dla was, szkoda ze prawie nikogo tu nie ma. Bylysmy przyzwyczajone do czegoś innego, teraz jesyemy po prostu zawiedzione. Zastanówcie się, czy jesteście wobec nas fair, bo kiedy widzimy dwa dni po dodaniu rozdziału 2 komentarze, to pisać się nie chce :)

poniedziałek, 31 sierpnia 2015

09| Wspomnienia

Rozłączyła się, a ja kurwa czułem się jak na haju, czemu to zrobiła? Mimo szalejącego wewnątrz mnie huraganu, kazałem Horanowi zlokalizować komórkę, z której dzwoniła. Jednak już po paru sekundach wiedziałem, że sprytnie pozbyła się karty. Czemu nie chciała byśmy wiedzieli gdzie jest? Uderzyłem w ścianę, zaskakując sam siebie, inni mogli myśleć, że to z powodu spierdolenia sprawy po całości, ale jest coś innego. Zupełnie innego. Jak mogła mi powiedzieć, że mnie kocha, kiedy nie zrobiłem niczego w tym kierunku by tak się stało? Nie chciałem tego uczucia, boję się go odkąd bliskie mi osoby z dnia na dzień postanowiły mnie zostawić. Jak może wywracać mój świat do góry nogami, kiedy nie dałem jej nawet pieprzonego zaproszenia, żeby do niego weszła. Nie jestem w stanie kiwnąć palcem bez myślenia o sposobie  w jakim układają się jej usta by wypowiedzieć słowa rujnujące wszystko.

Uświadamiam sobie, że tak naprawdę, jest dla mnie ważna, nie wiem czy mogę odpowiedzieć jej tym samym, ale niewątpliwie czuję coś, co ściąga mnie w  dół, sprawia że świruję gdy jestem blisko niej. Troszczę się o nią bardziej niż powinienem, miewam sny, myślę o ucieczce dla nas (czego nigdy nie powinienem przyznać) i po prostu uwielbiam seks z nią jak z żadną inną kobietą, z którą spałem. Jest idealna, jej ciało jest. Kurwa!

Uciekam przed spojrzeniami wszystkich, zanim zaczną pytać o cokolwiek, naprawdę jednak nie martwię się nimi, ale wiem, że Niall coś zauważył. I wiem, że wiedział to dużo wcześniej. Wpadam do pokoju, gdzie ostatni raz była, zwijam się w kłębek na pomiętej pościeli i zastanawiam się co do kurwy robię? Potrzebuje siłowni i papierosa i od razu wypadam z sypialni. Chwytając kurtkę widzę zaniepokojone spojrzenia, ale mało obchodzi mnie teraz ktokolwiek czy cokolwiek. Nie widzę konturów, kiedy mknę samochodem. Klnę, bo omal nie wpadłem pod ciężarówkę, gdy przejechałem na czerwonym, ale nic nie poradzę na to, że czuje się jak dziecko w wielkim mieście, rzucony na głęboką wodę bez umiejętności pływania. 

Warczę, gdy nie mogę wejść na sale w stronę worka treningowego, bo jakaś laska ze słabym tyłkiem dopytuje o karnet i zniżkę stałego klienta. Zdenerwowany mijam zaskoczone kobiety i bez przebierania się czy ubierania rękawic wale w ciemną skórę. Worek kręci się we wszystkie strony, ktoś odciąga mnie od niego, więc niechętnie opadam na ziemię i obcieram pot z czoła. 

-Porozmawiajmy.
-Skąd ty tu?- nie kończę, bo to pytanie nie ma najmniejszego sensu, wiem jak się tu dostał. Mogę nawet zgadywać, który samochód wziął. - Powiedziała, że mnie kocha Niall.. kurwa jestem żałosny.
-Co? O czym ty mówisz? -zaskoczenie i szok maluję się na jego twarzy, najpierw mruga gwałtownie a potem spuszcza głowę. 

-Co jest?- podnoszę się gwałtownie i łapię go za koszulkę zanim zdążę dokładnie pomyśleć o tym co robię. Ściskam materiał i widzę zdezorientowany wyraz twarzy kumpla. Czemu nie zauważyłem tego wcześniej? To całe pomaganie i bronienie, kurwa ona się mu podoba! A ja zupełnie, totalnie mam coś przeciwko. Rzucam nim o ziemię i przyciskam kolanem. Przez moje żyły przepływa gniew i zdaje się. że zaraz wybuchnę, chce coś powiedzieć, kiedy uderzam jego twarz... a potem wycofuję się pod ścianę i mam ochotę krzyczeć. 
- Zayn to nie tak jak myślisz! - podnosi ręce do góry i ociera zranioną wargę z krwi. - To tylko moja przyjaciółka, kocham ją ale jak siostrę,za to ty chyba w nieco inny sposób. 
- O czym ty mówisz?
- Gdyby tak nie było, nie rzucił byś się na mnie.- mówi i zaczyna się śmiać, tak znajomo, tak miło, że mam ochotę przewrócić oczami i robię to, a potem odpycham go od siebie, gdy siada koło mnie.
 - Nikomu nie powiem, chyba, że znowu mi coś uszkodzisz. - grozi, a ja wiem, że mój sekret jest u niego bezpieczny. Mój sekret, moja Rachel.
- Wiesz... Nigdy nie podejrzewałbym Ciebie o coś takiego. - spojrzał na mnie z lekkim uśmiechem.
- Naprawdę? Ja nigdy nie znałem słowa miłość... Stary, co ja mam teraz zrobić? - złapałem moją twarz w dłonie.
- Cóż, to wszystko zależy od twoich uczuć. Wiem, że nigdy nie wyobrażałeś sobie tego, że jesteś w stanie się zakochać. To jest jak uderzający piorun... Nie wiesz kiedy i jak, ale zdajesz sobie sprawę, że jest to coś mocnego. Patrzysz na tę osobę i chcesz poznać każdy cal jej osobowości i ciała. Nie dbasz o konsekwencje. Nie spierdol tego, Zayn. Uwierz mi, że w całym twoim pieprzonym życiu nie spotkasz kogoś takiego jak ona.

Mówił prawdę. Laski do których przywykłem były albo nad wyraz nachalne i cóż... sztuczne, albo były mega niewinne i nie dały się nawet dotknąć, więc ten czas, który musiałbym poświęcić, aby dobrać się do ich majtek byłby zdecydowanie za długi. Rachel była mieszanką wszystkiego. Potrafiła być niewinna, ale w ten bardzo podniecający mnie sposób, umiała też pokazać kto tu rządzi. Kiedy pierwszy raz ją spotkałem wiedziałem, że prędzej czy później wylądujemy w łóżku. Siła charakterów.
- Wiesz, że Styles zabije nas wszystkich jak się dowie? Nie mogę ryzykować. Nie mogę was w to mieszać...
- Nie wydaje ci się, że już jesteśmy w to zamieszani? Do niczego nas nie zmuszałeś, Zayn. Sami wybraliśmy sobie takie życie i szczerze? Odpowiada mi to. Mam 4 przyjaciół, na których zawsze mogę liczyć. Dużo razem przeżyliśmy i jak czasami przypominam sobie nasze pierwsze akcje to nie wiem czy mam się śmiać, czy może płakać. Pamiętasz zamach na Lucasa? - zaśmiał się.

Tak, to była nasza pierwsza wspólna akcja. Mieliśmy zlikwidować jednego z tych niższych 'stopniem' gangsterów, bo jak to w tym biznesie bywa, był nam dłużny bardzo dużą ilość pieniędzy. Otóż my, totalnie niedoświadczeni zapomnieliśmy uwaga... broni! Było to totalnie nieodpowiedzialne z naszej strony, ale finał był taki, że i tak sobie poradziliśmy i to bez żadnych komplikacji. Wystarczyła dobra improwizacja oraz szybki ruch ręką, aby złamać ku kark.
- Tak, to było mocne. - śmiałem się z Horanem.
- Zbieramy się? Czy może chcesz jeszcze wyładować swoje emocje? - spytał wstając i otrzepując swoje spodnie.
- Możemy iść na piwo? - spytałem
- O nie, Zayn i prowadzić po alkoholu? - spytał z udawanym szokiem.
- Stary, jesteśmy gangsterami. Nie zachowujmy się jak cipy, błagam. - poklepałem go przyjacielsko po ramieniu i opuściliśmy budynek siłowni.
 W sumie od zawsze Horan był mi najbliższą osobą z ekipy, ufałem mu najbardziej.. Ale dzisiaj dopiero zobaczyłem, że serio dobry z niego kumpel. Wiem, że bardzo zależy mu na Rachel, ale ufam mu, że tak, jak sam to nazwał, czyli traktuje ją po prostu jak siostrę. Nic więcej. Nie uważałem go jako zagrożenie, ale nie moja wina, że jestem o nią tak kurewsko zazdrosny. Co jak ją znajdę? Co dalej? Teraz, po tym wszystkim nie wyobrażam sobie żyć jak dawniej. Kurwa, ktoś mnie kocha. Z jednej strony jest to uczucie po prostu zajebiste, ale z drugiej cholernie obce i nowe. Najgorsze jest to, że ja nie wiem czy ją kocham. Nie wiem jak wygląda to uczucie i jak się je okazuje. Rachel jest dla mnie najważniejsza i spokojnie mógłbym oddać za nią życie. W całym moim życiu nie spotkałem kogoś takiego, przysięgam. Jesteśmy do siebie tak bardzo podobni, że czasami mam wrażenie że to moja siostra. Łączy nas bardzo wiele. Na przykład oboje lubimy ostrą zabawę i nie mam na myśli tutaj strzelanin ani tego typu rzeczy. Jest niegrzeczna, co bardzo mi się w niej podoba. Pewnie rozmyślałbym o niej jeszcze bardzo długo, ale mój wewnętrzny monolog przerwał dźwięk stawianego kufla na barze.
- Zdrowie Rachel? - spytał Horan
Kiwnąłem głową i już po chwili zanurzyłem moje wargi w tym napoju stworzonym dla Bogów.
- Więc co zamierzasz zrobić?
- Szczerze? Nie wiem. Pierwszy raz w życiu naprawdę nie mam pojęcia co dalej.
- Co Rachel Ci w ogóle powiedziała? - spytał Niall
- Cóż, w sumie to nic wielkiego. Tylko, że uciekła i póki co jest bezpieczna, ale nie możemy jej teraz znaleźć. Musi odzyskać siły i obiecała mi, że wróci. Potem... sam wiesz co powiedziała mi potem.
Kiwnął głową ze zrozumieniem.
- Boisz się, że zwieje?
- Akurat to jest rzecz, której się najmniej boję. To nie jest ten typ. Skoro obiecała, dotrzyma słowa. Zresztą żadna laska nie wyjawi facetowi miłości, a później zwieje... Dobra, może są takie dziewczyny, ale nie ona. Rachel jest słowna jak nikt inny.
- O tak. Pamiętasz te wszystkie akcje które nam wyrządziła? Przez te dziewczynę mieliśmy bardzo dużo kłopotów, ale... było fajnie. Wreszcie jakaś dziewczyna dała ci popalić! - zaśmiał się, klepiąc mnie przyjacielsko po ramieniu.
Resztę wieczoru wspominaliśmy nasze wszystkie akcje. Od dłuższego czasu czułem się naprawdę odprężony. Wiem, że ten stan nie potrwa długo, ale chciałem chodź na chwilę nie myśleć o tym wszystkim. Chciałem odpocząć, ale moją głowę dalej zajmowała pewna sukowata laska, dla której jestem gotów zrobić wszystko.
___________________________________________________________________________
I mamy rozdział 9! Nie wierzę, że już jutro rozpoczęcie roku szkolnego... Te wakacje minęły mi bardzo szybko, za szybko.
Z okazji nadchodzącego roku szkolnego, minuta ciszy... [*]
Natalia

czwartek, 20 sierpnia 2015

08| Tak lżej.

Rachel

Poruszyłam palcami. Powoli i ociężale budziłam się ze snu, który całkowicie zawladnął moim ciałem. Byłam tak bardzo wyczerpana. Zamrugałam kilkakrotnie, aby moje oczy przyzwyczaiły się do panującego tutaj światła. Właśnie. Chryste, gdzie ja jestem? Rozejrzałam się po pokoju, usiłując przypomnieć sobie cokolwiek, co choć trochę wyjaśniłoby mi jak się tutaj znalazłam. Pomieszczenie było urządzone w kolorach czerwieni i bieli, przez co wydawało się bardzo przestronne. Na przeciwko łóżka była plazma zawieszona na ścianie, a pod nią komoda. Na niej były zdjęcia jakiejś dziewczyny i chłopaka, całujących się na moście. Kojarzyłam go. Zakryłam twarz dłońmi, zmuszając mój mózg do pracy na wyższych obrotach. 
Ucieczka, drzewo, Luke... Właśnie, Luke! Zerwałam się z łóżka, przez co omal nie zemdlałam. Przypomniałam sobie, jak wczoraj zemdlałam z wyczerpania. Kiedy już miałam zakładać buty, aby jak najszybciej stąd zwiać, ktoś otworzył drzwi. 
- O, wstałaś. Miałem Cię budzić na śniadanie. Mam nadzieję, że lubisz omlet? - chłopak uśmiechnął się do mnie promiennie i szczerze? 
Kiedy spojrzał na nie do końca wsunięty but, skrzywił się i ruszył w moją stronę.
- Chyba sobie żartujesz. Nigdzie Cię nie wypuszczę. Spójrz, ledwo trzymasz się na nogach. Chcesz znowu zemdleć? Spokojnie, Ci od których uciekłaś na pewno nas nie śledzili. Sprawdzałem, czy nikt za mną nie jedzie. Nie wiem co takiego zrobiłaś, ale szczerze? Nie interesuje mnie to ani trochę. Chcę, żebyś trochę odpoczęła, zregenerowała się i wtedy pójdziesz w swoją stronę. Nie chcę mieć Cię na sumieniu... Właśnie, jak ty masz w ogóle na imię?
Patrzyłam na chłopaka i nie wiedziałam, co mam powiedzieć. Czy mogę mu zaufać? Póki co nie mam innego wyjścia. 
- Rach... Rachel. 
Przez chwilę chciałam podać mu fałszywe imię, ale widać, że koleś naprawdę nie ogarnia z kim na do czynienia, więc odpuściłam. 
- Ładnie
Uśmiechnął się do mnie i opuścił pokój. Dopiero teraz zauważyłam, że z mojej nogi nie leci krew, a ja byłam ubrana w o wiele za dużą koszulkę i jakieś dresy. Chłopak musiał pożyczyć mi swoje ciuchy, miło z jego strony. Rozejrzałam się w poszukiwaniu łazienki. W pokoju znalazłam drzwi, które za pewnie należały do niej. Uchyliłam je, nie myląc się. Weszłam do środka. Przemyłam twarz wodą i spojrzałam w lustro. Wyglądałam okropnie. Moje wargi praktycznie w każdym miejscu były uszkodzone, a twarz pokrytą miałam wieloma siniakami i zadrapaniami. Rozebrałam się i weszłam do kabiny. Woda lała się po moim ciele, a ja rozpłakałam się jak małe dziecko. Może z bezsilności, a może z bólu. Nie wiedziałam. Za każdym razem gdy patrzyłam na siebie, czułam jego ręce oplatające moje ciało i ściskające je z ogromną siłą. Spojrzałam na palce odbite na moich biodrach. Dotknęłam tego i czułam to. Czułam, jak każda cząstka mojego ciała krzyczy. Kiedy próbowałam się wyrwać, ale byłam zbyt słaba, żeby to zrobić. A on śmiał się. Śmiał się z tego, jak bardzo w tym momencie cierpiałam. Uderzyłam pięścią w ścianę i osunęłam się po niej. Woda dalej lała się na moją twarz, a jej krople spływały. Nie umiałabym już odróżnić ich od łez. 


Nikt. Nikt kto czegoś takiego nie przeżył, nie będzie wiedział co w tym momencie czuję. Usłyszałam, jak ktoś puka do drzwi. 
- Rachel, zostawiam tutaj świeże ubrania. Jak będziesz gotowa, to wyjdź. 
- Dzięki
Powiedziałam to tak cicho, że nie byłam pewna czy chłopak usłyszał to, co do niego powiedziałam. 
- Wszystko okej? 
- Ta-ak, już wycho-odzę.
Zakręciłam wodę i wyszłam z kabiny. Osuszyłam moje ciało, ubrałam się. Poczekałam, aż oznaki mojego płaczu całkowicie znikną i będę mogła wyjść do Luka i ominąć pytania, które na pewno zacząłby  zadawać. Siedział w kuchni i czekał na mnie. Posłałam mu lekki uśmiech i usiadłam przy stole. 
- Jedz. 
Podsunął mi talerz pełny jedzenia. Poczułam zapach i od razu pociągnęło mnie na wymioty. To był pewnie efekt tego, że przez bardzo długi czas nic nie jadłam.
- Dobrze się czujesz? 

- Tak, chyba tak. Dawno nie jadłam. To nic. - wzięłam pierwszy kęs jajecznicy i od razu pożałowałam, wszystko podeszło mi do gardła, zapiekło i sunęło w górę dopóki szybkim krokiem nie wróciłam do łazienki. Opróżniałam swój żołądek stanowczo zbyt długo, zwłaszcza, że nic w nim nie było. 


Kiedy skończyłam odgarnęłam włosy z twarzy i oparłam spocone czoło o kafelki, miałam chyba gorączkę, ale nie chciałam myśleć co było jej przyczyną. Niewątpliwie był to wynik długotrwałego męczenia mojego organizmu. Po chwili usłyszałam za sobą czyjeś kroki. 
- Już okej? - spytał Luke nie pamiętam już po raz który.
- Mógłbyś mi zrobić kubek ciepłej herbaty? - spytałam 
Chłopak pokiwał głową i udał się do kuchni. Spojrzałam ponownie w lustro. Musiałam odżyć, bo nawet wyglądem nie przypominałam samej siebie. Przerażało mnie to. Poczułam nagle chęć sięgnięcia po papierosa. Co z tego, że dosłownie sekundę temu opróżniłam swój żołądek niemal do zera. Zawsze brałam fajki od Malika... Właśnie, Malik. Musiałam mu dać znak, że żyję. Wyszłam z łazienki i udałam się w poszukiwaniu Luka. 
- Luke, mogę pożyczyć komórkę? - spytałam opierając się o ścianę. 
- Co? A tak, jasne. Trzymaj - podał mi swojego -nikogo to nie zdziwi- iphona. Wróciłam się do sypialni raz po raz bijąc się z myślami. Nie wiedziałam czy zrobię dobrze, jeżeli odezwę się do Malika. Przecież jest  to okazja doskonała, aby uciec, prawda? Z drugiej strony jeżeli chłopcy mnie nie odnajdą- zginą. Nie znałam za dobrze Harrego, ale wiedziałam na co go stać. Wybrałam numer, który na szczęście znałam na pamięć. Jeden sygnał, drugi, trzeci...
- Halo? - usłyszałam głos. Ten głos. 
- Zayn?
- Boże Rachel, gdzie jesteś? Nic ci nie jest? 
- Posłuchaj, jestem póki co bezpieczna. Nie mogę teraz wrócić, jestem... muszą mi wrócić siły. Wiesz z czym będziemy musieli się zmierzyć? Nawet... Nawet sobie nie wyobrażasz co się tam działo. Udawaj, że dalej mnie szukasz i o niczym nie wiesz, błagam cię. Odezwę się i wrócę, obiecuję.
- Ale Rachel?
- Ja pierdole Zayn, nie jesteśmy parą zakochanych gołąbków. Uwierz mi, że wolałabym, abyśmy teraz zajęli się czymś bardziej przyjemnym, ale musimy się z tym uporać. 
- Wiem -usłyszałam lekką chrypkę w jego głosie. 
- A i Zayn? 
- Hm? 
- Chyba... Chyba Cię kocham.
Powiedziałam to na jednym wdechu i rozłączyłam się. Nie wierzę, że to zrobiłam. Mimo wszystko czuje się... lżej?

_______________________________________________________________________

Dużo problemów ostatnio, serio przepraszamy. 

Piszcie jak wam się podoba i do następnego, którego napiszę już ja, a tym razem łapcie rozdział od Tali, serio zastanawiam się czy napisać osobną notkę o tym co się u nas ostatnio dzieje. Kolejnego spodziewajcie się w następnym tygodniu, kochamy was :*

Olek

poniedziałek, 3 sierpnia 2015

07| Ulga.

Czy byłam przerażona? Może trochę. Udało mi się uciec. Dziękowałam Bogu, który za pewne gdzieś tam jest, że ofiarował mi taką okazję. Nie byłam sobą w tym momencie. Czułam się jak dzikuska, jak ktoś, kto wyszedł z ukrycia po parunastu latach. Nie miałam pojęcia gdzie pójdę. Przez te wszystkie dni karmili mnie kroplówkami. Czy pamiętam jak wygląda jedzenie? Czy będę w stanie je jeszcze poczuć? Dotknąć? Zayn... Gdybyś tylko tutaj był...
Siedziałam na tym cholernym drzewie, czekając na cud. Człowiek nie zdaje sobie sprawy jak kruche jest życie. Jak krucha może okazać się jego psychika. Czy mogli zniszczyć mnie bardziej niż dotąd byłam? Czułam się tak strasznie słaba. Czułam, że dłużej nie dam rady. Przypomniałam sobie moment, kiedy to wszystko się zaczęło. Ciężkie ciało mojego ojca, spoczywające w moich drobnych ramionach. 




Ta mała została sama, ciekawe czy sobie poradzi...

Jej ojciec był taki dobry... cudowny człowiek...

Świat Rachel właśnie legł w gruzach, wszyscy musimy jej współczuć...

Trumna z jakiego drewna? 

Jutro prosimy wstawić się w kancelarii, w celu odczytania testamentu...

Jesteś głodna? Pewnie jesteś tak załamana, że nic nie jadłaś...

Teraz mogłabym zaśmiać się im w twarz. To wszystko było takie... cienkie, powierzchowne i fałszywe. Tak naprawdę ludzie mieli w dupie kim był mój ojciec, a policja na pewno umorzyłaby sprawę szybciej, gdybym tylko im na to pozwoliła. To dlatego chciałam zacząć wszystko na własną rękę. Dla mamy i dla niego. Mimo tego, że okazał się największym sukinsynem na świecie. To mój ojciec. Kochałam go.  
W jedne chwili usłyszałam jakiś szelest. Moje serce się zatrzymało, a ciało zaczęło się trząść. Sprawdziłam, czy w kieszeni moich zakrwawionych spodni jest dalej broń i czekałam. Nie  możliwe, żeby Tom znalazł mnie tak szybko. Nie może być aż tak dobry. Zaczerpnęłam świeżego powietrza, aby nawet mój oddech stał się niesłyszalny. Stał tyłem. Miał kaptur i dobrze zbudowaną sylwetkę. Przez chwilę myślałam... myślałam, że to Zayn. Przyszedł po mnie. Przyszedł, aby mnie uratować. Tajemnicza postać odwróciła się, ale dalej nie byłam w stanie dostrzec jej twarzy. Nie widział mnie, ale ja go doskonale. Podszedł pod drzewo, usiadł opierając się o nie. Odetchnęłam z ulgą, bo wiedziałam, że to nie jest żaden człowiek Toma. 
- Dlaczego siedzisz na drzewie? - usłyszałam po chwili ochrypły głos. 
Zamarłam. Szybko wyciągnęłam spluwę, zeskoczyłam z drzewa i wycelowałam pistolet w stronę chłopaka. 
- Hej, hej. Nic ci nie zrobię! Tak w ogóle to... Skąd ty masz broń?! - wstał i podniósł ręce w obronnym geście. 
- Zamknij się. Musisz mi pomóc. 
- Słodki Jezu, ty krwawisz! 
Chłopak już chciał do mnie podejść.
- Nie ruszaj się! - krzyknęłam - Nie ruszaj się albo cie zabije! 
Nie wiedziałam co robić. Musiałam jakoś się stąd wydostać, ale sama nie dałabym rady. Ciągłe zawroty w głowie dawały o sobie dość dobrze znać. Musiałam coś zjeść, odpocząć, zasnąć nie czując tego cholernego zapachu stęchlizny. 
- Dobra, spokojnie, nie bój się. Pomogę Ci, ale opuść broń, bo jeszcze przypadkiem może stać się komuś krzywda. 
- Co ty tu robisz? On cie przysłał? Nie wrócę tam, rozumiesz? Nie chcę tam wrócić, nie mogę, nie wytrzymam tego dłużej! To jak śmierć, śmierć jest chyba lepsza, Boże, nie!
Wpadłam w panikę. Upuściłam broń i zaczęłam histerycznie płakać. Ciągnęłam za włosy bardzo mocno, czując jak tysiące igiełek wbijają mi się w głowę. Poczułam jak ktoś łapie mnie od tyłu i przytrzymuje. 
Tom rozrywający moje ciało od środka
Brutalność
Ból
- Nie pozwól... Błagam, nie pozwól żeby mnie zabrali! 
- Spokojnie. Nie jestem od tego, przed którym uciekasz. Jestem Luke i przyszedłem tutaj po prostu na fajkę. Pomogę Ci, ale nie możesz już krzyczeć, rozumiesz? Teraz Cie puszczę, a ty się uspokoisz, dobrze? Już, jesteś silna. 
Moja klatka opadała i podnosiła się bardzo szybko. Czułam, że już nie wytrzymam. Moje ciało stało się bezradne i kompletnie nie chciało współpracować z resztą. Zatracałam się w ciemności. Poczułam, że spadam w dół, a ktoś próbuje mnie podtrzymać. 
Zobaczyłam coś pięknego, Zayn stał na przeciwko i patrzył się na mnie z uśmiechem. To było coś niewyobrażalnego. Mój Zayn. Przyszedł. Obiecał i dotrzymał słowa. Przyszedł. 

Zayn 

Samochód, który prowadziłem przecinał powietrze zdecydowanie za szybko, by ktokolwiek z zewnątrz nie postrzegał go jako rozmytej plamy. Obok mnie na miejscu pasażera siedział blondyn skupiąc nerwowo zębami usta. Coś w jego zachowaniu było płochliwego i niecierpliwego. Jeszcze nigdy nie miałem okazji go takiego widzieć, mimo, że w każdej akcji  był ze mną. Niewątpliwie to z nim dogadywałem się najlepiej kiedy chciałem być po prostu sobą, bo jeśli chodziło o imprezowanie kierowałem się do Lou, a na ostry trening wybierałem Liama. Jednak Nialla mogę nazwać swoją bratnią duszą, więc kiedy on odczuwał niepokój, ja też. Zwłaszcza, że chodziło o moją Rachel. 
-Kurwa, to stanowczo zbyt długo trwa, nie ma jakiegoś skrótu? 
- Nie. - pokręciłem głową zrezygnowany, do chuja akurat w tamto miejsce nikt nie wymyślił szybszej drogi, no żeś kurwa mać. Klnąłem w myślach co sekundę, ale to nie pomagało. 

- Nie pozwolę, żeby jej się coś stało. Do cholery jest moją przyjaciółką. - popatrzyłem na niego nieco gniewnie. - No co? Nie patrz tak, ja nie będę ukrywać, że jest dla mnie ważna, nie umiem. Przecież widzę. 
-Co widzisz? - mimo sytuacji prychnąłem, trzeba zachować pozory. Trzeba, prawda?
-Coś jest między wami, po co poruszasz niebo i ziemię by ją znaleźć, zabijasz wszystkich na swojej drodze i stanowczo za duzo upijasz się odkąd zniknęła? 
- Jest ważna dla Harrego, więc i dla mnie. Chce wykonać zdanie i jechać na wakacje. Niczego teraz bardziej nie potrzebuje jak gorącej plaży i usługującego mi tuzina lasek w bikini. 

Pokręcił głową, ale się nie odezwał. Jak mogłem wymyślić te brednie i sprzedać je przyjacielowi kiedy sam w nie, nie wierzyłem? Tchórz, tylko jedno słowo nasuwało mi się na myśl. Byłem tchórzem, ale dla jej bezpieczeństwa zrobię wszystko. Mogę nawet zostawić ją w spokoju byle by tylko udało mi się wyciągnąć ją z kłopotów.

Wreszcie dojechaliśmy do drogi wiodącej do Ilford Park. Po obu naszych stronach rozciągały się drzewa, liście jak na tę porę roku wyścielały polną drogę, kamyki chrzęściły pod kołami, wznoszącymi tumany kurzu. Było nas dwóch, czy to wystarczająco by powstrzymać tych bydlaków? 

Ona była tam sama, szepnął mi głos w mojej głowie, załamałem się. Chcę już mieć ją w ramionach i trzymac tak długo jak tylko zdołam, zanim ktoś znowu mi ją odbierze. Zawsze każdy starał się zabierać mi najcenniejsze co mam, więc czemu teraz ma być inaczej?

Mimo to chcę się cieszyć tymi chwilami, które mogę ukraść dla nas obojga.

Sypiący się budynek ukryty był w gąszczu pomarańczowych zarośli, stał tam rozpadający się z dala od miasta i ludzi, którzy mogli słyszeć jej krzyki. 

Zaparkowałem w pobliskiej gęstwinie i wypadłem z wozu tak szybko jak tylko zdołałem. Wcześniej ustalone punkty planu wyświetlały się  w mojej głowie. Otworzyłem bagażniki i wyciągnąłem z niego broń. Niall zrobił to samo i po chwili staliśmy po obu stronach wejścia, drzwi okazały się otwarte a w progu leżał martwy blondyn. Co tu się wydarzyło?

Zagłębiając się dalej znaleźliśmy jeszcze jednego młodego chłopaka w celi, w której prawdopodobnie ją trzymali. Ściany wyklejone były folią bombelkową, na środku stało krzesło, a u jego stóp zaschnięta kałuża krwi. Była rana. 

Blondyn widząc to co ja, kucnął i chwytając się za głowę ukrył twarz w rękach. Załamał się widząc strzykawkę i środki przeciwbólowe, których nie zdążył podać ten szczeniak. 

Jednak ponad to wszystko wyodrębniał się tylko jeden fakt. 

Uciekła, dała radę, żyje. 

Zacząłem się śmiać na głos tak radośnie. a zarazem historycznie jak było to tylko możliwe. Niebieskie oczy przeszyły mnie swoim zaciekawieniem.

- Uciekła, dała radę. No jasne, że tak jest silna jak sam skurwesyn. - powtarzałem, a cień uśmiechu zagościł na jego twarzy. Nie wiedząc co robię,.podszedłem do niego i objąłem. klepiąc po plecach, gdy nagle usłyszałem silnik samochodu. 

-Skryj się tam, to musi być ten Hanks. Nie zabij go. - zastrzegłem i czekałem, aż wejdzie.

Kiedy odkrył trupa, wbiegł tak szybko jak pozwoliły mu na to dobrze wypastowane buty, ohyda.
Pokazał się w świetle lamp i wiedziałem już, że to on. Miał brodę, ciemną karnację i wielkie siniaki na szyi. Dusiła go? Boże. szaleję za tą dziewczyną.

Potem wszystko działo się szybko, Niall przestrzelił mu kolana, a on upadając miał strach w oczach. Bał się jej? Myślał, że moja mała dzielna dziewczynka chce zemsty? W takim razie co jej zrobił? Chce i wyciągnę to z niego siłom, a potem zadając dwa razy większy ból zabiję.
-Spokojnie, to ci już nie będzie potrzebne. - kopnąłem w rękę, którą starał się wyciągnąć broń i jeszcze raz strzeliłem, w drugie kolano dzięki czemu upadł na ziemię.

-Zwiąż go i wyciągnij wszystko czego chcemy wiedzieć, ale nie zabijaj. Sam to zrobię. - uśmiechnąłem się niemrawo zaważając strugę krwi.

Po jej śladach dotarłem do drzewa. Ukryła się na nim? W tamtym miejscu kałuża była duża, ale było to też miejsce gdzie ślad się urywał.

Mimo to, żyła. 

Moja mała, dzielna dziewczynka. Oh jak bardzo pragnąłem jej w tej chwili. 


____________________________________________________________________

Mamy kolejny, piszcie co myślicie, mamy nadzieję, że bd więcej komentarzy niż pod poprzedni mi do następnego, który napewno pojawi się w następnym tygodniu, jeszcze nie wiemy, w który dzień :)


sobota, 25 lipca 2015

06| Bar.

W brudnym barze, gdzie dym był tak gęsty, że widoczność była bardzo ograniczona postanowiłem poczekać na mojego kumpla. Razem z Niallem kilka dni temu zlokalizowaliśmy MOŻLIWE miejsce pobytu Rachel, siedziałem jak na szpilkach, bo nie chciałem za chuja spieprzyć tej sprawy. Wpisując w wyszukiwarkę hasło: Jerry Collins, pojawiło się chyba z miliard stron, odnośnie jakiś parszywych dupków. Zmniejszając wyszukiwanie, wyniki doprowadziły nas do 12 w okolicy 200 km, a ja nie mogłem uznać tego za bardziej proste niż z każdym z nich się spotkać. Obaj z Horanem i resztą ekipy spędziliśmy dwa dni, które mogłem stracić, (chociaż i tak rozwalałem wszystko co popadnie z tych nerwów, ciągłego Stylesa na głowie i przemożnej chęci wkońcu ujrzenia tych jej brązowych oczu, niczego więcej nie pragnąłem!) to uczucie, które bylo mi obce, a pojawiło się znikąd rozwalało mnie od środka, dusiło i zacieśniało węzy. Tyle rzeczy, które mogłem robić z nią codziennie, jej usta stały się moja obsesją. Byłem gdzieś na pograniczu zalewającego mnie podniecenia przez obrazy w mojej głowie, gdy ciemna postać wyłonila się zza rogu. Oceniłem wygląd faceta, stwierdzając, że miał długą brązową brodę i ciemną karnacię, a w dłoni dzierżył papierosa. -Ty jesteś Zayn Malik? -Tak, siadaj. - warknąłem i jednocześnie wydałem polecenie. Mężczyzna dokończył używkę i wyciągnął paczkę, uprzedni kierując ją w moją stronę, wyciągnąłem jednego w celu przeyjrzeniu mu się dokładniej i chyba byłem w domu. Bo papieros miał jeden szczególny znak, który znalazłem u naszej próbki. Bez ceregieli wstałem, wywracając przy tym krzesło i złapałem gościa za koszulę, kierując się w stronę zaplecza, gdzie czekał na mnie blondyn. Rzuciłem nim jak workiem o stół i przywiązałem ręce, szarpał się, ale adrenalina krążąca w moich żyłach nie pozwalała się mu wymknąć. Dodawała mi sił. -Gdzie ona jest? - zadałem pytanie, rozrywając jego koszulę. Guziki rozsypały się po całej podłodze. -Ale kto?- był przestraszony. -Rachel Todd, mówi ci to coś? - widziałem w jego oczach, że wie o kogo chodzi, ba on uśmiechnął się w perfidny sposób dając mi znać, że obraz dziewczny w jego głowie bardzo mu się podoba. -Ach, ta mała suka, nie wiem do czego potrzebna jest szefowi, ale chętnie zaopiekowałbym się nią, tak jak zrobił to szef kilka dni temu, nawet nie krzyczała, ale dźwięk pasa na jej ciele byl melodią dla uszu, aż sam chciałbym tak z nią pofiglować. - ledwie skończył kiedy rzuciłem się na niego z pięściami, Horan patrzył na mnie jak na opętanego, ale sam ledwo się powstrzymywał. Cóż, teraz było jasne, że oboje mieliśmy do Rill słabość i najwidoczniej wieczorem znajdę się pod ostżałem pytań. Mniejsza z tym, zostawiłem śmiecia i przyniosłem szczura, wiaderko i palnik z składiku obok. Położyłem gryzonia na brzuchu tego gnoja i zakryłem wiadrem, a potem zacząłem je nagrzewać, widziałem jak patrzyl z niepokojem na to co się dzieje, a potem zaczął krzyczeć kiedy mysz zaczęła go gryżć chcąc sie wydostać. - Teraz powiesz mi, gdzie ona jest? Albo zostaniemy tutaj dłużej, aż Pan Gibby sobie pozwoli na ucieczkę, wgryzając się w twoją skórę i wnętrzności. - powiedziałem, a potem zaśmiałem się całkowicie histerycznie i z obłędem.

Miałem go dość. Z każdą kolejną sekundą mój poziom złości wzrastał. Facet darł mordę na całe pomieszczenie, ale póki co nie dawał za wygraną. - Gdzie ona jest? Pytam kurwa ostatni raz! - krzyczałem, ledwo powstrzymując się od ponownego rzucenia się na faceta. Jego ból przestał mnie już nawet bawić. Wszystko już dawno przestało być zabawne. Coraz bardziej brakowało mi dotyku jej miękkich, delikatnych dłoni. Dniami i nocami marzyłem o jej ustach. Te charakterystyczne marszczenie nosa, kiedy próbowałam przekonać mnie do swoich racji. To wszystko sprawiło, że Rachel stała się dla mnie tak ważna, że nie potrafiłbym z niej tak po prostu zrezygnować. Nie wiem kiedy to się stało, ale w ogóle tego nie żałuję. Rachel jest wspaniała. Jest moja. Z moich rozmyśleń wyrwał mnie ponowny krzyk. Wróciłem do rzeczywistości. - Kurwa! Dobra, powiem! Ja pierdole, powiem! Dałem znak Horanowi, żeby podniósł wiadro. To co zobaczyłem trochę mnie... obrzydziło? Tak, to chyba właściwe określenie. Z brzucha faceta tryskała krew, a gryzoń uciekł przerażony tym, przez co musiał przejść... - To jak? Gdzie ona jest? - nachyliłem się nad jego poszarpanym ciałem. W zasadzie to fascynujące, ile bólu i cierpienia może zadać tak mała i krucha istota... Zupełnie jak Rachel. Tylko ona na pewno nie jest małą istotą. W moich oczach jest to wielka, niezależna kobieta. Mimo wszystko potrzebuje dużo troski i wsparcia. Nie znam nikogo, kto przeszedł tyle co ona. - I...Ilford Park. - Co? Trzymacie ją w parku? - To tylko taka nazwa. Tak naprawdę jest to dawny zakład weteranów wojennych... Jest tam dużo szczątek ciał, dlatego nikt się tam nie zapuszcza. To idealne miejsce na przetrzymywanie kogoś takiego jak ona. Spojrzałem w oczy Horana, które wyrażały złość. Kiwnąłem potwierdzająco głową. Wiedział co mam w tej chwili na myśli. Potwierdził to później jego ruch. Wyjął pistolet i wycelował lufę prosto w głowę Jerrego. - Przecież powiedziałem wam gdzie jest! Ej, możemy się dogadać! Mam dużo forsy, bardzo dużo. - Wiesz co? Nie interesują mnie twoje brudne pieniądze. To wszystko za to, przez co teraz przechodzi moja Rachel. Horan, czyń swoją powinność. Odwróciłem się, poczym usłyszałem strzał. Gówno mnie obchodziło, czy policja najdzie jego ciało, czy nie. Mimo to, trzeba było coś z nim zrobić. - Spalmy go. - Co? - Spalmy go. W ten sposób nikt nie będzie nawet wiedział o jego istnieniu i o tym, co się tutaj wydarzyło. - Horan wzruszył ramionami. - Zajmij się tym. Wiem, że nie powinienem zostawiać go z tym samego, ale teraz naprawdę nie miałem głowy do tego, aby zająć się szczątkami ciała tego sukinsyna. Założyłem moje okulary i opuściłem to pomieszczenie. Musiałem działać dalej.


Nie bałem się, że ktoś zadzwoni po policję. Wybrałem takie miejsce a nie inne, bo tutaj po prostu takie sytuacje były czymś normalnym. Dlatego nie zdziwiłem się, kiedy wychodząc z pomieszczenia, nie czekały na mnie przerażone oczy przypadkowych klientów. Pomijam fakt, że większość lokalu zajmowali tutaj motocykliści i ci, którzy tak jak ja załatwiali dzisiaj brudne interesy. Kiedy miałem naciskać na klamkę szklanych drzwi, usłyszałem pytanie kelnera przy barze. - Wszystko poszło okej? - spytał, wycierając rzędy szklanek i kufli na barze. Odwróciłem się twarzą do niego. Miał podły wyraz twarzy i chytry uśmieszek. Nie cierpiałem takich typów. Nie powinni mieszać się w sprawy, które ich nie dotyczyły. Wciągnąłem nosem zapach palonego tytoniu i innego typu zielsk. - Słuchaj, to nie jest chyba twoja sprawa. Nie sądzisz? - podszedłem pod bar, opierając się o niego. - Może i nie moja, ale faktu nie zmienisz. Wszystko słyszałem. Musisz serio kochać te laske, skoro tyle dla niej ryzykujesz. Zacisnąłem powieki, a serce przyspieszyło w niewiarygodnie szybkim tempie. Nie kocham jej. Nie mogę jej kochać... - Nie mam ochoty na filozoficzne dyskusje, bo mam jeszcze dużo spraw do załatwienia. Mam nadzieję, że umiesz trzymać język za zębami, tak, jak robią to twoi koledzy. Inaczej możesz podzielić los mojego już zmarłego kolegi. Rozumiesz? - odruchowo pociągnąłem go za kołnierz jego firmowej koszulki. - Spokojnie, masz to jak w banku. Może piwerko? - machnął mi kuflem przed oczami. Zawahałem się. Nie miałem zbyt dużo czasu, ale w sumie i tak musiałem czekać, aż Horan spali ciało Jerrego. Nie wiem kiedy stałem się tak okrutny. Chyba życie mnie tego nauczyło. Po chwili zobaczyłem przed sobą piwo, na które czekałem. Sączyłem je powoli, delektując się smakiem i myślami, które ciągle zaprzątały mi głowę. Ona na mnie czekała. Jest silna, nie wątpiłem w to. Tylko pytanie... Jak długo? Z tego co zdążyłem wywnioskować ze słów Jerrego, nie traktowali jej tam dobrze. Odpłacę się im tym samym. Zabiję ich wszystkich. Nikt nie może jej krzywdzić. Nikt.


wiele problemów było z tym rozdziałem, wiele problemów miałyśmy z internetem i komputerem więc oto jest, mam nadzieje, że nam to wybaczycie. W następnym tyg rozdział powinnien pojawić się w sobote :)

Rozdział dodaję w imieniu Tali, która opala dupsko nad morzem xx

Olek.

wtorek, 23 czerwca 2015

05| Ból.


Rozdział zawiera dość ostre sceny, tak mi się wydaje, w każdym razie no, jeśli nie chcecie czytać to omińcie,ale myślę, że nie jest to coś wielkiego :)

Mamy kolejny, nie bd sie rozpisywać, po prostu piszcie jak wam sie podoba, liczę na duuuzo komentarzy,bo w moim odczuciu to bardzo dobry rozdział.
Trochę inna narracja, ale od następnego wracamy do pierwszoosobowej XD
Trzymajcie się i do następnego.

Miłego czytania! Olek x

Mała skulona postać leżała pod brudną ścianą, wyglądała jakby była pogrążona we śnie, lecz nieustające dreszcze nie dawały jej zasnąć. Bała się? NIE. Jej po prostu było zimno, w pokoju gdzie nie docierał ani jeden promyk słońca, które tak bardzo kochała jako dziecko. Przypominały jej chwilę spędzone w białym domu z ogródkiem, gdzie panem był jej tata, a ona z mamą jego księżniczkami. Stopniowo obraz zacierał się w wracał do autentycznie szarej rzeczywistości, aż nagle przyszła panika. Brunetka zdała sobie sprawę, że nie pamięta twarzy ojca, a fakt, że nie ma jego zdjęcia przy sobie oprowadzał ją do wściekłości.

Na początku tylko szeptała i zatykała uszy, potem zaczęła szarpać za włosy brudnymi rękami, wplątując w nie mokrą ziemię, aż wreszcie poderwała się i zaczęła biegać po celi jak furiatka. Kilka razy przeszkodził jej w tym kabel do kroplówki, którą ją karmili. Potykała się i leciała jak długa twarzą prosto na ubite błoto. Jednak zawsze podnosiła się z coraz większą siłą wymalowaną w jej spojrzeniu. Każdy upadek wzmacniał ją, aż wreszcie nadszedł czas codziennych męczarni.



Z zadowoleniem spostrzegła, że tego dnia nie odwiedził jej mężczyzna o ciemnej karnacji z brodą i czarnymi oczami, ale jego młodszy pomocnik. Skrycie rozmawiała z nim by wiedzieć chociaż jaki był dzień i czy tym razem oberwie się jej tak, że straci przytomność i będzie mogła zanurzyć się w fikcji kreowanej przez jej mózg i znaleźć się w objęciach mężczyzny, którego tak boleśnie pragnęła.

Niestety w ostatniej chwili wyprzedził go brodacz, a jej chciało się wymiotować prosto na jego wypolerowane ciężkie buty i białą koszule znajdującą się pod ciemną skórą. Jednak nie dzisiaj, dzisiaj nie był dzień na milczenie,a wyjawienie całej prawdy, chciał jej? To ją dostanie.

Mocne pociągnięcia za włosy postawiły ją do pionu, usiadła na wysłużonym krześle i czekała na szereg pytań. Za każdym razem przewracała oczami, albo pyskowała jak to miało w zwyczaju.

-Gdzie klucz?
-Jaki klucz? Do mojej celi?Masz go chyba w kieszeni głuptasku prawda?- mocne warknięcia, przerywały równie mocne uderzenia w policzek, aż po którymś razie nie wytrzymała. Ona miała dać tak sobą pomiatać? Ona? Rachel Todd, która ma swój charakter i nigdy go nie straci choćby nie wiem co?


Wstała usiłując złapać równowagę, wyrwała igłę z ręki i wbiła ją w jego szyję, starała się z całych sił utrzymać swoje ciało, ale brak jedzenia dawał jej o sobie znać. Uderzyła zwiniętą ręką w pięść jego nos, a potem z półobrotu brzuch, seria ciosów w twarz, z których połowa została zatrzymana pozbawiła ją tchu, oparła się nieznacznie rękami o kolana,a kiedy jej przeciwnik chciał ją powalić, wykorzystała swoje zwinne ciało i prześlizgnęła się pod jego nogami. Stał do niej plecami przez co wskoczyła na niego i zaczęła go przyduszać. Miotał się, a po jego szyi pełznął ogniście czerwony język zmieniający zabarwienie jego skóry. Oddech stal się płytki, ale Rachel też już powoli odpływała. Wiedziała, że musi zmienić pozycje by nie zemdleć, więc poruszyła tak swoim ciałem, że oboje upadli, wtedy zaparła się nogami w ziemi i dalej ściskała jego gardło.

Brak krzyków dziewczyny zbudził czujność strażników, nie wiedzieli co dzieje się w pomieszczeniu obok i nie wiedzieli, że ich szef powoli umiera. Gdyby tylko brunetka miała trochę więcej czasu, ale tak niestety nie było. Odciągnięta od zemdlonego ciała mężczyzny została rzucona o ścianę,a jej nierówność przecięła i tak już popękaną wargę. Miejsce po wenflonie słabo krwawiło to samo było z twarzą, łukiem brwiowym. Mocno fioletowy siniak na twarzy gorzał przyprawiając ją o fale gorąca. A najgorsze miało dopiero nadejść.

Zostawiono ją w celi, wyprutą z wszelkich myśli, przynajmniej próbowała się stąd wydostać, powtarzała sobie. Tom Hanks jednak był innego zdania, skoro zrobiła to raz zrobi i drugi, więc musi do tego nie dopuścić. Jak tylko doszedł do siebie, jeszcze z lekko palącym przełykiem wrócił do celi ukrytej w samym środku lasu. W prawej ręce trzymał skórzany pas, a w lewej grube, połyskujące ostrze. Wcześniej kazał przewiązać córkę najsłynniejszego gangstera na świecie do krzesła podwójnym sznurem. Kobieta była silna, a on pod wrażeniem jej umiejętności. Starał się pojąć jej chęć walki i przeżycia, ale nie mógł. Wchodząc do pomieszczenia przybrał obojętny wyraz twarzy i łobuzerki uśmiech, z myślą, że się jej odpłaci stanął nad obojętną dziewczyną ściskającą wpijające się wiązki w ręce.

-Gdzie jest klucz do sejfu, w którym twój ojciec ukrył coś dla mnie cennego?- skąd mogła to wiedzieć? Wzruszyła ramionami,.a ostrze zrobiło niegłębokie nacięcie na jej udzie. Nie krzyczała, do momentu, aż z jednej pręgi zrobiło się 30. Tak, że nie widziała już ciemnej skóry tylko szkarłatną ciecz pokrywającą całą kończynę. Następnie wypuszczona i przyparta do ziemi została pozbawiona ubrań. Brudne ręce znalazły się na jej poniszczonym ciele.

Szarpała tak mocno, że dostała kilkanaście ciosów wymierzonych pasem, odbiła się nawet klamra na jednym z jej pośladków. Dotykana była wszędzie, aż nie zrobiło się jej niedobrze i nie zwymiotowała, potem długo jeszcze próbowała wyrzucić ze swojego ciała pokarm, którego tam nie było. Aż wreszcie mężczyzna wdarł się do jej środka i poruszał szybko, ostro i niekontrolowanie sprawiając sobie przyjemność. Może i nawet by jej się to podobało, gdyby nie to, że jej całe jestestwo krzyczało, a dusza wiła się w agonii. Bolało tak jakby ktoś palił ją na stosie. Wszystko zaszło mgłą, a ona całą noc spędzoną z tą bestią doprowadzająca siebie do wielokrotnego spełnienia wyobrażała sobie twarz Zayna Malika.


Leżała na ziemi nadal naga kiedy ktoś wszedł do celi, nie podniosła nawet oczu, gdy delikatnie ktoś dotknął jej ran, najpierw miała nadzieję, ale potem młody mężczyzna wstrzyknął jej środki przeciwbólowe prosto do organizmu, przemył jej zasklepiające się rany i obandażował. Na koniec starał się ją ubrać, a kiedy to zrobił chwyciła go za nadgarstek i przybliżyła do swojej twarzy. Uśmiech ukazał się na jej twarzy mimo, że nie miała na niego najmniejszej ochoty, pocałowała młodzieńca i a potem skręciła mu kark. Padł na ziemię z oczami szeroko rozwartymi w szoku. Ona sama w nim była, zdziwiona tym jak łatwo poszło, był Bogu ducha winny, ale był zagrożeniem, a takie osoby trzeba likwidować. Za paskiem od spodni wymacała pistolet i pęk kluczy, niemożliwe jak sprzyjało jej szczęście. Jeszcze kilka godzin temu była żywcem obdzierana ze skóry, a teraz dzieliło ją tylko 5 martwych ciał od upragnionej wolności, którą zapewniła sobie ona, nie rycerz na białym koniu w slniącej zbroi ale ona Rachel Todd i była z tego dumna.


Ostrożnie podniosła się i otworzyła drzwi, sprawdziła czy pistolet jest naładowany i oczyma wyobraźni przypomniała sobie kierunki manewrów jakie wykonywał ten, który ją tu niósł. Skręciła korytarzem w prawo, przemknęła obok prowizorycznego pokoju dla personelu i zmęczona przywarła do zimnej ściany. Szło za łatwo a ona już teraz ledwo łapała oddech. Mimo to wystrzeliła jak proca zza betonu i natchnęła się na wysokiego blondyna. Nie wyglądał na bandytę, porywacza, był przystojny i mógł się nadawać na modela, mimo to kopnęła go łamiąc nos i przewracając na ziemię, a potem strzelając prosto w jego głowę. Chwyciła jego broń, która miała tłumnik z czego się cieszyła i wybiegła wprost na leśną polanę. Prowadziła do niej tylko jedna droga, ale fakt ze w każdej chwili mógł przejeżdżać nią Tom Hanks trochę ją niepokoił. Wbiegła więc w gęstwinę i nie przestała dopóki jej spodnie nie przesiąknęły krwią. Wtedy wdrapała się na drzewo i ukryła wśród liści, by móc rozkoszować się promieniami zachodzącego słońca.

poniedziałek, 15 czerwca 2015

04| Tortury.

Leżałam na zimnym i obłoconym dnie bagażnika. Poobijane i wyziębione ciało odbijało się o drzwi auta na każdej nierówności drogi. Miałam zasłonięte oczy cuchnącym i lepkim materiałem, dłonie związane boleśnie obdzierającym nadgarstki sznurem. Krzyczałam w środku od braku manier tych potworów, gdy wywlekli mnie z pojazdu za koszulkę i rzucili na żwir.

Potem czułam tylko ich dłonie na ''obcym'' chodź bardzo dobrze znanym ciele. Nie miałam pojęcia gdzie byłam, na poddaszu, w piwnicy czy w drewnianej chacie,ale miałam nadzieję, że znajdę sposób by się wydostać. Tak, tylko to miałam.

*

Pomieszczenie w którym byłam dzień?kilka dni? JAKIŚ CZAS, wydawało się być wyścielone dziwną folią, za każdym razem gdy próbowałam zbadać ten pokój napotykałam chropowatą strukturę, moja bogata wyobrażnia jednak nie zarejestrowała znajomości tej ściany.


Dzień6
Wkońcu byłam w stanie dojść do tego ile już tu jestem, nie wyobrażałam sobie że to będzie trwać aż tyle czasu, myślałam, że Zayn mnie znajdzie. Właśnie on, ten głupi chłopak przez te wszystkie dni przewijał sie w moich myślach zdecydowanie za dużo razy.

Ciemny zadymiony pokój, czerwone skórzane kanapy i pełno rysunków na ścianie. Znałam je na pamięć, ale w innej formie, mimo to tatuaże Zayna w większym wymiarze były jak najlepszy obraz Leonarda da Vinci. W środku oprócz wymienionych rzeczy nie było nic. Otwarte na oścież okno wbrew pozorom nie pomagało pozbyć sie pozostałości po papierosach, a dawało odpoczynek, chwilę wyciszenia skulonej w kącie postaci. Byłam tam zmęczona, chuda i blada. Ledwno obejmowałam swoje kolana kościstymi dłońmi. W potarganej białej sukience, wyglądałam jak w zużytej chusteczce. Miałam mimo, że zawsze starałam się tego nie pokazywać ślady łez na policzkach, oznakę słabości. I nagle w progu drzwi, które zmaterializowały się na tle surowego betonu stanął on. Przyniósł ze sobą powiew wiatru i ulgę. Stanął przede mną i wyciągnął rękę, a gdy po całej wieczności ją chwyciłam na powrót byłam sobą, a raczej moją twardą wersją. Włosy ułożone w idealnie skręcone spirale, czerwona szminka na wykrzywiających się w drwiącym uśmiechu ustach i mocno zarysowane oko. 
Pomógł mi stanąć na nogi, on. Zayn cyniczny pieprzony wróg Malik, chłopak którego nienawidziłam i kochałam za jego umieśnione ciało, rysunki je zdobiące i noce, które należały tylko do nas. 

Nagle wszystko się rozmyło, a ja zobaczyłam siebie uwiezioną w rozpadającej się rezydencji. 

Po tym gdy się obudziłam, a sen który mi się przyśnił dalej żywo tlił się w mojej pamięci znowu ogarnęło mnie dziwne uczucie, takie które towarzyszyło wszystkim ważnym i znaczącym, małym przepowiednią mojej głowy. To dodawało mi sił.

Dzień11
Zapomniałam wspomnieć o jednym znaczącym szczególe. Od kilku dni, szczególnie brutalnie rano byłam budzona mocnym szarpnięciem za włosy. Gdy pozbyłam się opaski z oczu ze zdumieniem stwierdziłam, że ów folia to nic innego jak folia bombelkowa, której ideologi nie rozumiałam.
Mężczyzna w średnim wieku z brodą i czarnymi oczami uważnie mnie obserwował. Z jego ust pachniało papierosami, dokładnie tak jak wtedy gdy mnie porwał. Nie widziałam go nigdy wcześniej na oczy.

Za każdym razem wymyślał inny sposób na torturowanie mnie. Za każdym razem chciał mnie złamać. Za każdym razem odchodził z niczym.


____________________________________________________________________________

Hej kochani! Dzisiaj krótko, szybko i ogólnie. Rozdziału nie było z powodu mojego zepsutego komputera, braku weny, problemów technicznych Tali z internetem. Naprawdę w tym tygodniu tyle było tych przeciwności, że to aż niemożliwe.

Postaram się coś jeszcze dłuższego (za to gówno dzsiaj -,-) napisać w okolicach końca tygodnia,myślę, że znajdę na to czas i wene na kolejny rozdział z perspektywy Rachel :)

Pozdrawiam i przepraszam ;/ Olek