wtorek, 24 listopada 2015

14| Przerażające.

Podróż samochodem była szybsza niż autobusem mimo to, nie czułam się dobrze. Świadomość, że siedzę za kółkiem jednak dawała mi poczucie swobody. Kocham szybkość i wiatr we włosach. Szyby mimo lekkiego chłodu na dworze całkowicie opuściłam. Zadbałam też o odpowiednią muzykę, napędzającą moje działania.


W Menchesterze byłam na godzinę 22 i od momentu przekroczenia granicy poczułam się inaczej. Fakt, że nikt mnie nie śledził przez całą drogę był jak lizak dla dziecka pragnącego słodyczy i w ogóle nie równa się z uczuciem gdy dotarłam na miejsce. Mimo, że nie jest to mój rodzinny dom to w głowie zaświtała mi absurdalna myśl.



Dom twój tam gdzie rodzina twoja. A teraz moją rodziną był Niall, Zayn i reszta zbuntowanych, niegrzecznych chłopców niosących za sobą ból, tęsknotę, żal i morze trupów. Nic jednak na to nie poradzę, jestem teraz częścią tej potworniej mieszanki. Nie przez tatę, z własnego wyboru.

Myślę, że on wiedział. Wiedział, że jestem jak on i choć nieświadomie podążę jego drogą, nawet jeśli przez pewien czas będę mieć pretensje do niego, to nic nie zmieni, bo to ja i mój temperament tego chcą.

Charakteryzacja nie była trudna, więc gdy tylko podjechałam pod supermarket bardziej poszarpałam swoje ubrania i rozmazałam trochę sztucznej krwi na ranach utworzonych wcześniej.

Porzuciłam samochód, elegancko go zamykając, za kilka lat, gdy nikt się po niego nie zgłosi, stanie się antykiem. Może lub nie wrócę po niego, bo ma historie ale raczej tak się nie stanie.

Zabrałam ze sobą moje rzeczy, nie ma ich dużo, zwykły plecak z rzeczami kupionymi kilka dni wcześniej w sklepie, który i tak muszę porzucić gdzieś obok mieszkania.

Nie mogłam tak po prostu wrócić i zapukać do drzwi więc zdecydowałam, że podłożę się chłopakom.

Zayn miał znaleźć przy pomocy Liama fałszywy trop i mieli go sprawdzić. Dostałam wiadomość, że wyjeżdżają z mieszkania więc ukryłam bagaż w parku w zaroślach i kilka razy w szybkim tempie okrążyłam skwer. Chciałam nadać swojemu oddechowi szybkiego tępa, mimo, że za chwilę i tak przemierzę kilka przecznic.

Gdy wiedziałam, że zdążę na czas zaczęłam szybki marsz zmieniając go w trucht a potem w bieg, ręce trzęsły mi się z podniecenia i adrenaliny a także z stanu, w który wprowadziłam swoje ciało.
Dodałam do tego oszalały wzrok i poburzone włosy i śmiało można by pokusić się o stwierdzenie, że uciekłam ze szpitala psychiatrycznego.

Gdy dotarłam do końca drogi, nie zawahałam się, wybiegłam na ulicę słysząc pisk. Obiłam się o maskę auta. Dobrze znałam ten samochód. Mimo wielkiej chęci zatrzymania się omiotłam go tylko spojrzeniem i pobiegłam dalej. Schowałam się za rogiem i zwinęłam w kłębek. Po chwili usłyszałam kroki.



- O mój boże Rachel. - Niall pochwycił mnie w ramiona. Wtulił twarz w moje włosy i cicho wyszeptał, że jestem niesamowita. Uśmiechnęłam się lekko, na krótko by po chwili go odepchnąć i odegrać rolę do końca.


-Nie dotykaj. - warknęłam, posyłając mu zirytowane spojrzenie. - Nie podchodźcie! - krzyczałam zanurzając dłonie we włosach. Moja postawa była pochylona, trzymałam się za bok, prawdopodobnie miałam uszkodzone żebro no i dalej bolała mnie zaklinowana noga.

Nie dałam się dotknąć nikomu przez 15 min dopóki Niall jednym zdecydowanym ruchem przytrzymał moje ręce. Wyrywałam się, ale byłam już zmęczona. Pozwoliłam się wprowadzić do pojazdu. Usiadłam z tyłu. Wraz ze mną był tylko Horan. Louis i Liam od razu mieli wyruszyć w drogę, więc czekali na samochód.

Mimo to chciałam tylko jednego. Zayn przybiegł tak szybko jak tylko się uspokoiłam. Był już w Land Roverze i teraz spoglądał na mnie niepewnie.



Tyle czasu marzyłam o jego ciepłych tęczówkach, zawadiackim uśmiechu i ustach, ciepłych i miękkich, o jego dużych dłoniach trzymających mnie ciasno przy sobie więc nawet nie zorientowałam się kiedy to się działo.

Dopadł do mnie i docisnął mnie do siedzenia przez co syknęłam. Zatopiłam palce w jego miękkich puklach i zaczęłam namiętnie całować. Całą sobą.



Widziałam jak blondyn z przodu przewraca oczami i cicho się śmieje pod nosem więc kopnęłam jego siedzenie nie przerywając pocałunku. Jego głowa uderzyła w sufit ale to go nie powstrzymało.

Prychnęłam pod nosem a Zayn uśmiechnął się poprzez pocałunek, uwielbiam te jego małe rzeczy przez które nie wie ale jest bardzo uroczy.



Od kiedy stałam się taka ckliwa?

Przyparłam go bardziej do fotela i usiadłam na nim okrakiem.

- Znajdzie sobie pokój.
-Zamknij się Horan. - jakim cudem w tym samym czasie to wyszło z naszych ust? To przerażające.



- Nie zapominajcie, że jestem tym który was kryje i wam kibicuje. To było dobre. No wiecie jak darmowe porno mimo, że mam też na myśli twoje przedstawienie.


Zaczęłam się śmiać i z uznaniem pokiwałam głową. Zdecydowanie mi tego brakowało, więc gdy miałam okazje śmiałam się i żartowałam.

Byle by tylko odreagować i zapomnieć, przestać rozmawiać o trudnych sprawach jak  ja i Zayn oraz Harry.

Dobrze myślicie, cholernie piekielny trójkąt.
 ______________________________________________________________________________

Krótko, ale chciałam coś napisać.
Nie mogłyśmy się z Talą dogadać co do rozdziału więc wkońcu go napisałam.

Powinnam dodawać coś zawsze kolo pon/wtorków.

Trzymajcie się cieplutko :*

Olek

piątek, 6 listopada 2015

13| Szczęście?

Zaraz po usłyszeniu wystrzału zatrzymałam się, bałam się odwracać, by nie ujrzeć przyjaznego staruszka w kałuży krwi, więc poderwałam się do biegu. Miałam jedynie nadzieję, że nie stało się nic poważnego, jednak świadomość, że mam tak dobrego człowieka na sumieniu przyprawia mnie o dreszcze.

Stawiałam potężne kroki dopóki nie dotarłam do wejścia na stację, wysiadłam kilka przystanków wcześniej, ale po przejściu na drugą stronę ulicy ujrzałam zajezdnię autobusową.

Po sprawdzeniu rozkładu stwierdziłam, że za 30 min, będę mogła wsiąść do pojazdu i bez żadnych przystanków dojechać do Manchesteru.

Powłócząc nogami dotarłam do ławki i na niej usiadłam, byłam zmęczona, a moje zniszczone plecy bolały. Miałam nadzieję, że żadna z ran nie otworzyła się ponownie i nie zacznie krwawić.

Nie chciałam wyjść na jakąś wariatkę, w końcu mam nie zwracać na siebie uwagi. Westchnęłam i otarłam czoło, oczy same mi się zamykały ale starałam się nie zasnąć.

W końcu wsiadłam do busa, gdzie mogłam oprzeć głowę o szybę i w miarę wyciągnąć nogi. Plecak, który miałam ze sobą położyłam na siedzeniu obok, jako znak by nikt koło mnie nie zajął miejsca. Dzięki temu zagwarantowałam sobie chwilę spokoju.

Ciemność. Ogłuszająca cisza i pojedynczy słup światła prowadzący do metalowych drzwi. Idę w ich kierunku i znajduję się w sali laboratoryjnej. Nie jestem w niej sama, o stół opiera się chłopak z kruczoczarnymi włosami, które przeczesuję agresywnie. Kiedy słyszy, że podchodzę do niego, odwraca się z wypisanym bólem na twarzy i tym samym odsłania to co zakrywał. Na osuniętej dużej szufladzie znajduje się ciało mojego ojca. Jest siny, ale na jego twarzy widnieje uśmiech. Zamieram, bo zdaję sobie sprawę, że jestem w kostnicy. Dreszcze wstrząsają moim ciałem, a łzy spływają po policzku kiedy odpycham od siebie Zayna. W jednym momencie z przystojnego mężczyzny stał się potworem. Mam ochotę zwymiotować, gdy widzę wzrok wyrażający skruchę, ale gdy dostrzegam zakrwawiony nóż w jego dłoni, widzę tylko szkarłatne litery układające się w napis ''zabójca''.



Wstaję gwałtownie przez co uderzam głową w siedzenie przed sobą. Widzę zaciekawione spojrzenie dziewczyny siedzącej po mojej lewej, ale ignoruję je i masuję czoło. Zapewne utworzy się na nim mały siniak, ale to akurat mnie cieszy, będę wyglądać jeszcze bardziej wiarygodnie niż mam zamiar.

-Krzyczałaś. - stwierdza, zupełnie nie proszona. Prycham, bo już mam dość rozmowy z nią, mimo, że jeszcze jej nie odpowiedziałam. Nie mam na to ochoty. Wzruszam ramionami, ale ona nie przestaje.
-Twój telefon dzwonił. - jest bardzo ciekawa, a ja wiem, że jeszcze trochę i to może ją zgubić. Krzywię się, bo niewygodna pozycja dała o sobie znać, przeklinam transport miejski w momencie wyciągnięcia komórki.


Na ekranie widnieje sms od Zayna, mimo, że zmieniłam kartę zaraz po wyjściu z domu. Nie wiem jak mnie namierzył, ale jeśli to zrobił, to coś ważnego i musiał poprosić o to Nialla.

Zerkam na treść krótkiej wiadomości: wszystko ok?
Kiwam głową, ale karcę się, bo on nie może tego zobaczyć. Tak, nie, nie wiem. Ktoś chyba mnie śledził. Zgubiłam ich.
Wystukuję pośpiesznie i kasuję wszystko. Przez kolejne 20 min siedzę tępo patrząc się w przestrzeń.

- Nie chcę być wścibska, ale wydajesz się być zagubiona. Wszystko gra? - wszystko będzie dobrze, jak przestaniesz mówić.
- Tak, zajmij się sobą okej? - pytam, ale nie czekam odpowiedzi. Pociągam dziewczynę w swoją stronę. Autobus uderza w przydrożne drzewo wgniatając blachę w miejsce, gdzie irytująca dziewczynka pojękiwała minutę temu. Pod wpływem uderzenia tłukę mocno rękę. Moje nogi są przygniecione, ale mogę nimi ruszać. Blondynka, którą uratowałam patrzy szeroko otwartymi oczami na mnie, ale to nie jest teraz ważne.
-Wszystko..?- przytakuję szybko, więc wygrzebuję plecak i rozglądam się po ludziach. Ktoś płacze i przyciska dziecko do piersi, ktoś leży nieprzytomny. Wybijam szybę i przeciskam się przez okno raniąc nogę. Krew zaczyna wypływać z rozcięcia, ale idę dalej. Uciekam zanim tłum gapiów wpadnie na pomysł zadzwonienia po gliny. Ostatnie co widzę, to kierowca, który ma kulkę wpakowaną prosto w pierś.



Wpadam w panikę. Dobywam noża z plecaka i podbiegam do kierowcy, który zatrzymał się i teraz kieruje się na miejsce wypadku. Od tyłu łapię go za szyję i przykładam ostrze do pleców.

-Kluczyki. - syczę, a on posłusznie wykonuje moje polecenie. Biegnę do samochodu zanim może dostrzec moją twarz. Jadę szybko przez kolejne 40 min, dopiero potem zajeżdżam na stację benzynową i wysyłam krótką informacje do chłopaków.


Wiedzą, gdzie jestem. Właśnie zabili kierowcę autobusu i spowodowali wypadek na 50 ofiar.
To się dzieje, gra się rozpoczęła. Będę za 3 godziny.

Zgniatam butem komórkę. Wyłączam kamerę, a z auta obok odkręcam rejestrację i wymieniam ze swoją.

Wracam. Nic mnie nie powstrzyma.
Myślę i mam przed oczami twarz Mike'a.

Tato kiedy to się skończy? Kiedy będę szczęśliwa?




______________________________________________________________________________

Kolejny za tydzień. Piszcie co myślicie :)

Olek x