Miałem go dość. Z każdą kolejną sekundą mój poziom złości wzrastał. Facet darł mordę na całe pomieszczenie, ale póki co nie dawał za wygraną.
- Gdzie ona jest? Pytam kurwa ostatni raz! - krzyczałem, ledwo powstrzymując się od ponownego rzucenia się na faceta. Jego ból przestał mnie już nawet bawić. Wszystko już dawno przestało być zabawne. Coraz bardziej brakowało mi dotyku jej miękkich, delikatnych dłoni. Dniami i nocami marzyłem o jej ustach. Te charakterystyczne marszczenie nosa, kiedy próbowałam przekonać mnie do swoich racji. To wszystko sprawiło, że Rachel stała się dla mnie tak ważna, że nie potrafiłbym z niej tak po prostu zrezygnować. Nie wiem kiedy to się stało, ale w ogóle tego nie żałuję. Rachel jest wspaniała. Jest moja.
Z moich rozmyśleń wyrwał mnie ponowny krzyk. Wróciłem do rzeczywistości.
- Kurwa! Dobra, powiem! Ja pierdole, powiem!
Dałem znak Horanowi, żeby podniósł wiadro. To co zobaczyłem trochę mnie... obrzydziło? Tak, to chyba właściwe określenie. Z brzucha faceta tryskała krew, a gryzoń uciekł przerażony tym, przez co musiał przejść...
- To jak? Gdzie ona jest? - nachyliłem się nad jego poszarpanym ciałem.
W zasadzie to fascynujące, ile bólu i cierpienia może zadać tak mała i krucha istota... Zupełnie jak Rachel. Tylko ona na pewno nie jest małą istotą. W moich oczach jest to wielka, niezależna kobieta. Mimo wszystko potrzebuje dużo troski i wsparcia. Nie znam nikogo, kto przeszedł tyle co ona.
- I...Ilford Park.
- Co? Trzymacie ją w parku?
- To tylko taka nazwa. Tak naprawdę jest to dawny zakład weteranów wojennych... Jest tam dużo szczątek ciał, dlatego nikt się tam nie zapuszcza. To idealne miejsce na przetrzymywanie kogoś takiego jak ona.
Spojrzałem w oczy Horana, które wyrażały złość. Kiwnąłem potwierdzająco głową. Wiedział co mam w tej chwili na myśli. Potwierdził to później jego ruch. Wyjął pistolet i wycelował lufę prosto w głowę Jerrego.
- Przecież powiedziałem wam gdzie jest! Ej, możemy się dogadać! Mam dużo forsy, bardzo dużo.
- Wiesz co? Nie interesują mnie twoje brudne pieniądze. To wszystko za to, przez co teraz przechodzi moja Rachel. Horan, czyń swoją powinność.
Odwróciłem się, poczym usłyszałem strzał. Gówno mnie obchodziło, czy policja najdzie jego ciało, czy nie. Mimo to, trzeba było coś z nim zrobić.
- Spalmy go.
- Co?
- Spalmy go. W ten sposób nikt nie będzie nawet wiedział o jego istnieniu i o tym, co się tutaj wydarzyło. - Horan wzruszył ramionami.
- Zajmij się tym.
Wiem, że nie powinienem zostawiać go z tym samego, ale teraz naprawdę nie miałem głowy do tego, aby zająć się szczątkami ciała tego sukinsyna. Założyłem moje okulary i opuściłem to pomieszczenie. Musiałem działać dalej.
Nie bałem się, że ktoś zadzwoni po policję. Wybrałem takie miejsce a nie inne, bo tutaj po prostu takie sytuacje były czymś normalnym. Dlatego nie zdziwiłem się, kiedy wychodząc z pomieszczenia, nie czekały na mnie przerażone oczy przypadkowych klientów. Pomijam fakt, że większość lokalu zajmowali tutaj motocykliści i ci, którzy tak jak ja załatwiali dzisiaj brudne interesy. Kiedy miałem naciskać na klamkę szklanych drzwi, usłyszałem pytanie kelnera przy barze.
- Wszystko poszło okej? - spytał, wycierając rzędy szklanek i kufli na barze.
Odwróciłem się twarzą do niego. Miał podły wyraz twarzy i chytry uśmieszek. Nie cierpiałem takich typów. Nie powinni mieszać się w sprawy, które ich nie dotyczyły. Wciągnąłem nosem zapach palonego tytoniu i innego typu zielsk.
- Słuchaj, to nie jest chyba twoja sprawa. Nie sądzisz? - podszedłem pod bar, opierając się o niego.
- Może i nie moja, ale faktu nie zmienisz. Wszystko słyszałem. Musisz serio kochać te laske, skoro tyle dla niej ryzykujesz.
Zacisnąłem powieki, a serce przyspieszyło w niewiarygodnie szybkim tempie. Nie kocham jej. Nie mogę jej kochać...
- Nie mam ochoty na filozoficzne dyskusje, bo mam jeszcze dużo spraw do załatwienia. Mam nadzieję, że umiesz trzymać język za zębami, tak, jak robią to twoi koledzy. Inaczej możesz podzielić los mojego już zmarłego kolegi. Rozumiesz? - odruchowo pociągnąłem go za kołnierz jego firmowej koszulki.
- Spokojnie, masz to jak w banku. Może piwerko? - machnął mi kuflem przed oczami.
Zawahałem się. Nie miałem zbyt dużo czasu, ale w sumie i tak musiałem czekać, aż Horan spali ciało Jerrego. Nie wiem kiedy stałem się tak okrutny. Chyba życie mnie tego nauczyło. Po chwili zobaczyłem przed sobą piwo, na które czekałem. Sączyłem je powoli, delektując się smakiem i myślami, które ciągle zaprzątały mi głowę. Ona na mnie czekała. Jest silna, nie wątpiłem w to. Tylko pytanie... Jak długo? Z tego co zdążyłem wywnioskować ze słów Jerrego, nie traktowali jej tam dobrze. Odpłacę się im tym samym. Zabiję ich wszystkich. Nikt nie może jej krzywdzić. Nikt.
wiele problemów było z tym rozdziałem, wiele problemów miałyśmy z internetem i komputerem więc oto jest, mam nadzieje, że nam to wybaczycie. W następnym tyg rozdział powinnien pojawić się w sobote :)
Rozdział dodaję w imieniu Tali, która opala dupsko nad morzem xx
Olek.