wtorek, 23 czerwca 2015

05| Ból.


Rozdział zawiera dość ostre sceny, tak mi się wydaje, w każdym razie no, jeśli nie chcecie czytać to omińcie,ale myślę, że nie jest to coś wielkiego :)

Mamy kolejny, nie bd sie rozpisywać, po prostu piszcie jak wam sie podoba, liczę na duuuzo komentarzy,bo w moim odczuciu to bardzo dobry rozdział.
Trochę inna narracja, ale od następnego wracamy do pierwszoosobowej XD
Trzymajcie się i do następnego.

Miłego czytania! Olek x

Mała skulona postać leżała pod brudną ścianą, wyglądała jakby była pogrążona we śnie, lecz nieustające dreszcze nie dawały jej zasnąć. Bała się? NIE. Jej po prostu było zimno, w pokoju gdzie nie docierał ani jeden promyk słońca, które tak bardzo kochała jako dziecko. Przypominały jej chwilę spędzone w białym domu z ogródkiem, gdzie panem był jej tata, a ona z mamą jego księżniczkami. Stopniowo obraz zacierał się w wracał do autentycznie szarej rzeczywistości, aż nagle przyszła panika. Brunetka zdała sobie sprawę, że nie pamięta twarzy ojca, a fakt, że nie ma jego zdjęcia przy sobie oprowadzał ją do wściekłości.

Na początku tylko szeptała i zatykała uszy, potem zaczęła szarpać za włosy brudnymi rękami, wplątując w nie mokrą ziemię, aż wreszcie poderwała się i zaczęła biegać po celi jak furiatka. Kilka razy przeszkodził jej w tym kabel do kroplówki, którą ją karmili. Potykała się i leciała jak długa twarzą prosto na ubite błoto. Jednak zawsze podnosiła się z coraz większą siłą wymalowaną w jej spojrzeniu. Każdy upadek wzmacniał ją, aż wreszcie nadszedł czas codziennych męczarni.



Z zadowoleniem spostrzegła, że tego dnia nie odwiedził jej mężczyzna o ciemnej karnacji z brodą i czarnymi oczami, ale jego młodszy pomocnik. Skrycie rozmawiała z nim by wiedzieć chociaż jaki był dzień i czy tym razem oberwie się jej tak, że straci przytomność i będzie mogła zanurzyć się w fikcji kreowanej przez jej mózg i znaleźć się w objęciach mężczyzny, którego tak boleśnie pragnęła.

Niestety w ostatniej chwili wyprzedził go brodacz, a jej chciało się wymiotować prosto na jego wypolerowane ciężkie buty i białą koszule znajdującą się pod ciemną skórą. Jednak nie dzisiaj, dzisiaj nie był dzień na milczenie,a wyjawienie całej prawdy, chciał jej? To ją dostanie.

Mocne pociągnięcia za włosy postawiły ją do pionu, usiadła na wysłużonym krześle i czekała na szereg pytań. Za każdym razem przewracała oczami, albo pyskowała jak to miało w zwyczaju.

-Gdzie klucz?
-Jaki klucz? Do mojej celi?Masz go chyba w kieszeni głuptasku prawda?- mocne warknięcia, przerywały równie mocne uderzenia w policzek, aż po którymś razie nie wytrzymała. Ona miała dać tak sobą pomiatać? Ona? Rachel Todd, która ma swój charakter i nigdy go nie straci choćby nie wiem co?


Wstała usiłując złapać równowagę, wyrwała igłę z ręki i wbiła ją w jego szyję, starała się z całych sił utrzymać swoje ciało, ale brak jedzenia dawał jej o sobie znać. Uderzyła zwiniętą ręką w pięść jego nos, a potem z półobrotu brzuch, seria ciosów w twarz, z których połowa została zatrzymana pozbawiła ją tchu, oparła się nieznacznie rękami o kolana,a kiedy jej przeciwnik chciał ją powalić, wykorzystała swoje zwinne ciało i prześlizgnęła się pod jego nogami. Stał do niej plecami przez co wskoczyła na niego i zaczęła go przyduszać. Miotał się, a po jego szyi pełznął ogniście czerwony język zmieniający zabarwienie jego skóry. Oddech stal się płytki, ale Rachel też już powoli odpływała. Wiedziała, że musi zmienić pozycje by nie zemdleć, więc poruszyła tak swoim ciałem, że oboje upadli, wtedy zaparła się nogami w ziemi i dalej ściskała jego gardło.

Brak krzyków dziewczyny zbudził czujność strażników, nie wiedzieli co dzieje się w pomieszczeniu obok i nie wiedzieli, że ich szef powoli umiera. Gdyby tylko brunetka miała trochę więcej czasu, ale tak niestety nie było. Odciągnięta od zemdlonego ciała mężczyzny została rzucona o ścianę,a jej nierówność przecięła i tak już popękaną wargę. Miejsce po wenflonie słabo krwawiło to samo było z twarzą, łukiem brwiowym. Mocno fioletowy siniak na twarzy gorzał przyprawiając ją o fale gorąca. A najgorsze miało dopiero nadejść.

Zostawiono ją w celi, wyprutą z wszelkich myśli, przynajmniej próbowała się stąd wydostać, powtarzała sobie. Tom Hanks jednak był innego zdania, skoro zrobiła to raz zrobi i drugi, więc musi do tego nie dopuścić. Jak tylko doszedł do siebie, jeszcze z lekko palącym przełykiem wrócił do celi ukrytej w samym środku lasu. W prawej ręce trzymał skórzany pas, a w lewej grube, połyskujące ostrze. Wcześniej kazał przewiązać córkę najsłynniejszego gangstera na świecie do krzesła podwójnym sznurem. Kobieta była silna, a on pod wrażeniem jej umiejętności. Starał się pojąć jej chęć walki i przeżycia, ale nie mógł. Wchodząc do pomieszczenia przybrał obojętny wyraz twarzy i łobuzerki uśmiech, z myślą, że się jej odpłaci stanął nad obojętną dziewczyną ściskającą wpijające się wiązki w ręce.

-Gdzie jest klucz do sejfu, w którym twój ojciec ukrył coś dla mnie cennego?- skąd mogła to wiedzieć? Wzruszyła ramionami,.a ostrze zrobiło niegłębokie nacięcie na jej udzie. Nie krzyczała, do momentu, aż z jednej pręgi zrobiło się 30. Tak, że nie widziała już ciemnej skóry tylko szkarłatną ciecz pokrywającą całą kończynę. Następnie wypuszczona i przyparta do ziemi została pozbawiona ubrań. Brudne ręce znalazły się na jej poniszczonym ciele.

Szarpała tak mocno, że dostała kilkanaście ciosów wymierzonych pasem, odbiła się nawet klamra na jednym z jej pośladków. Dotykana była wszędzie, aż nie zrobiło się jej niedobrze i nie zwymiotowała, potem długo jeszcze próbowała wyrzucić ze swojego ciała pokarm, którego tam nie było. Aż wreszcie mężczyzna wdarł się do jej środka i poruszał szybko, ostro i niekontrolowanie sprawiając sobie przyjemność. Może i nawet by jej się to podobało, gdyby nie to, że jej całe jestestwo krzyczało, a dusza wiła się w agonii. Bolało tak jakby ktoś palił ją na stosie. Wszystko zaszło mgłą, a ona całą noc spędzoną z tą bestią doprowadzająca siebie do wielokrotnego spełnienia wyobrażała sobie twarz Zayna Malika.


Leżała na ziemi nadal naga kiedy ktoś wszedł do celi, nie podniosła nawet oczu, gdy delikatnie ktoś dotknął jej ran, najpierw miała nadzieję, ale potem młody mężczyzna wstrzyknął jej środki przeciwbólowe prosto do organizmu, przemył jej zasklepiające się rany i obandażował. Na koniec starał się ją ubrać, a kiedy to zrobił chwyciła go za nadgarstek i przybliżyła do swojej twarzy. Uśmiech ukazał się na jej twarzy mimo, że nie miała na niego najmniejszej ochoty, pocałowała młodzieńca i a potem skręciła mu kark. Padł na ziemię z oczami szeroko rozwartymi w szoku. Ona sama w nim była, zdziwiona tym jak łatwo poszło, był Bogu ducha winny, ale był zagrożeniem, a takie osoby trzeba likwidować. Za paskiem od spodni wymacała pistolet i pęk kluczy, niemożliwe jak sprzyjało jej szczęście. Jeszcze kilka godzin temu była żywcem obdzierana ze skóry, a teraz dzieliło ją tylko 5 martwych ciał od upragnionej wolności, którą zapewniła sobie ona, nie rycerz na białym koniu w slniącej zbroi ale ona Rachel Todd i była z tego dumna.


Ostrożnie podniosła się i otworzyła drzwi, sprawdziła czy pistolet jest naładowany i oczyma wyobraźni przypomniała sobie kierunki manewrów jakie wykonywał ten, który ją tu niósł. Skręciła korytarzem w prawo, przemknęła obok prowizorycznego pokoju dla personelu i zmęczona przywarła do zimnej ściany. Szło za łatwo a ona już teraz ledwo łapała oddech. Mimo to wystrzeliła jak proca zza betonu i natchnęła się na wysokiego blondyna. Nie wyglądał na bandytę, porywacza, był przystojny i mógł się nadawać na modela, mimo to kopnęła go łamiąc nos i przewracając na ziemię, a potem strzelając prosto w jego głowę. Chwyciła jego broń, która miała tłumnik z czego się cieszyła i wybiegła wprost na leśną polanę. Prowadziła do niej tylko jedna droga, ale fakt ze w każdej chwili mógł przejeżdżać nią Tom Hanks trochę ją niepokoił. Wbiegła więc w gęstwinę i nie przestała dopóki jej spodnie nie przesiąknęły krwią. Wtedy wdrapała się na drzewo i ukryła wśród liści, by móc rozkoszować się promieniami zachodzącego słońca.

poniedziałek, 15 czerwca 2015

04| Tortury.

Leżałam na zimnym i obłoconym dnie bagażnika. Poobijane i wyziębione ciało odbijało się o drzwi auta na każdej nierówności drogi. Miałam zasłonięte oczy cuchnącym i lepkim materiałem, dłonie związane boleśnie obdzierającym nadgarstki sznurem. Krzyczałam w środku od braku manier tych potworów, gdy wywlekli mnie z pojazdu za koszulkę i rzucili na żwir.

Potem czułam tylko ich dłonie na ''obcym'' chodź bardzo dobrze znanym ciele. Nie miałam pojęcia gdzie byłam, na poddaszu, w piwnicy czy w drewnianej chacie,ale miałam nadzieję, że znajdę sposób by się wydostać. Tak, tylko to miałam.

*

Pomieszczenie w którym byłam dzień?kilka dni? JAKIŚ CZAS, wydawało się być wyścielone dziwną folią, za każdym razem gdy próbowałam zbadać ten pokój napotykałam chropowatą strukturę, moja bogata wyobrażnia jednak nie zarejestrowała znajomości tej ściany.


Dzień6
Wkońcu byłam w stanie dojść do tego ile już tu jestem, nie wyobrażałam sobie że to będzie trwać aż tyle czasu, myślałam, że Zayn mnie znajdzie. Właśnie on, ten głupi chłopak przez te wszystkie dni przewijał sie w moich myślach zdecydowanie za dużo razy.

Ciemny zadymiony pokój, czerwone skórzane kanapy i pełno rysunków na ścianie. Znałam je na pamięć, ale w innej formie, mimo to tatuaże Zayna w większym wymiarze były jak najlepszy obraz Leonarda da Vinci. W środku oprócz wymienionych rzeczy nie było nic. Otwarte na oścież okno wbrew pozorom nie pomagało pozbyć sie pozostałości po papierosach, a dawało odpoczynek, chwilę wyciszenia skulonej w kącie postaci. Byłam tam zmęczona, chuda i blada. Ledwno obejmowałam swoje kolana kościstymi dłońmi. W potarganej białej sukience, wyglądałam jak w zużytej chusteczce. Miałam mimo, że zawsze starałam się tego nie pokazywać ślady łez na policzkach, oznakę słabości. I nagle w progu drzwi, które zmaterializowały się na tle surowego betonu stanął on. Przyniósł ze sobą powiew wiatru i ulgę. Stanął przede mną i wyciągnął rękę, a gdy po całej wieczności ją chwyciłam na powrót byłam sobą, a raczej moją twardą wersją. Włosy ułożone w idealnie skręcone spirale, czerwona szminka na wykrzywiających się w drwiącym uśmiechu ustach i mocno zarysowane oko. 
Pomógł mi stanąć na nogi, on. Zayn cyniczny pieprzony wróg Malik, chłopak którego nienawidziłam i kochałam za jego umieśnione ciało, rysunki je zdobiące i noce, które należały tylko do nas. 

Nagle wszystko się rozmyło, a ja zobaczyłam siebie uwiezioną w rozpadającej się rezydencji. 

Po tym gdy się obudziłam, a sen który mi się przyśnił dalej żywo tlił się w mojej pamięci znowu ogarnęło mnie dziwne uczucie, takie które towarzyszyło wszystkim ważnym i znaczącym, małym przepowiednią mojej głowy. To dodawało mi sił.

Dzień11
Zapomniałam wspomnieć o jednym znaczącym szczególe. Od kilku dni, szczególnie brutalnie rano byłam budzona mocnym szarpnięciem za włosy. Gdy pozbyłam się opaski z oczu ze zdumieniem stwierdziłam, że ów folia to nic innego jak folia bombelkowa, której ideologi nie rozumiałam.
Mężczyzna w średnim wieku z brodą i czarnymi oczami uważnie mnie obserwował. Z jego ust pachniało papierosami, dokładnie tak jak wtedy gdy mnie porwał. Nie widziałam go nigdy wcześniej na oczy.

Za każdym razem wymyślał inny sposób na torturowanie mnie. Za każdym razem chciał mnie złamać. Za każdym razem odchodził z niczym.


____________________________________________________________________________

Hej kochani! Dzisiaj krótko, szybko i ogólnie. Rozdziału nie było z powodu mojego zepsutego komputera, braku weny, problemów technicznych Tali z internetem. Naprawdę w tym tygodniu tyle było tych przeciwności, że to aż niemożliwe.

Postaram się coś jeszcze dłuższego (za to gówno dzsiaj -,-) napisać w okolicach końca tygodnia,myślę, że znajdę na to czas i wene na kolejny rozdział z perspektywy Rachel :)

Pozdrawiam i przepraszam ;/ Olek